Relacja ze spotkania z powstańcem

Na stronie „Opis działań projektowych” prezentujemy najnowszą relację ze spotkania z powstańcem, panem Zbigniewem Warzyńskim, które odbyło się w PSP nr 105 w Miedzeszynie.

TRUDNE PYTANIA…

Bić się czy nie bić? Odpowiedź dla naszego gościa jest prosta. ,,Nie żałuję swoje decyzji. Uważam, że postąpiłem słusznie (…)”

O odczuciach uczniów w związku z udziałem w projekcie

O odczuciach uczniów w związku z udziałem w projekcie

Jak przyszła pani Janeczka do naszej klasy, od razu pomyślałem że ten projekt może być ciekawy…

c.d w zakładce Współpraca ze szkołą Lauder – Morasha

Pozdrawiamy noworocznie, życząc udanych projektów!

Piotr Ulatowski, Katarzyna Lewińska

Uczniowie PSP nr 105 w Miedzeszynie i Lauder – Morasha w Warszawie


Relacje uczniów ze spotkania ze świadkiem powstania p. Kazimierzem Piecykiem:

Relacje uczniów ze spotkania ze świadkiem powstania p. Kazimierzem Piecykiem:

Natalia Wasielewska

Bardzo zdziwiło mnie, że pan Kazimierz ma negatywne zdanie do Powstania Warszawskiego. Opowiedział całą swoją historię życia w Powstaniu ze szczegółami. Tak pięknie mówił, bez zająknięcia odtworzył tyle faktów. To zrobiło na mnie wrażenie.

Martyna Michna

Pan Kazimierz zdziwił mnie tym, że mówiąc o tak trudnych rzeczach potrafił odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania i wytłumaczyć nam wszystko. Poza tym nie mógł uwierzyć w to, że skończył nam się czas. W kilku sytuacjach uratował nas nasz historyk, pan Piotr, np. kiedy pan Kazimierz rozgadał się pod koniec pan Piotr zaproponował mu pytania od nas. Dzięki temu dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek. Podobało mi się to spotkanie. Frajdę sprawiło mi robienie zdjęć naszemu gościowi.


Więcej w zakładce: Działania projektowe

63 DNI NIERÓWNEJ WALKI … rzecz o POWSTANIU WARSZAWSKIM

Propozycja zajęć edukacyjnych w klasach 4-6

Przedsięwzięcie edukacyjne, które zatytułowaliśmy : ,, 63 dni nierównej walki … ‘’ to  zajęcia, podczas których chcieliśmy pogłębiać wiedzę uczniów o przyczynach wybuchu Powstania, jego przebiegu oraz skutkach. W ramach tych lekcji chcemy także kształcić u uczniów umiejętności oceny postaw dowódców, interpretacji podjętych działań militarnych oraz politycznych, czy też podjęcia próby zbilansowania tego zrywu pod kątem szans na zwycięstwo, z perspektywy możliwości samej Armii Krajowej, zasadnej bądź mniej zasadnej polityki rządu polskiego na emigracji.

Nie mniej istotnym celem wspomnianych zajęć jest także budzenie szacunku wobec postawy patriotyzmu, podtrzymywanie pamięci, o tych  którzy oddali życie za Ojczyznę, wskazywanie pozytywnych przykładów zaangażowania społecznego – także dziś – poprzez ukazywanie współczesnych inicjatyw młodzieży, harcerzy oraz różnego rodzaju wolontariuszy, pomagających w przygotowaniach obchodów kolejnej  rocznicy wybuchu Powstania.

Tego typu zajęcia mają także na celu inspirowanie uczniów do poszukiwania w swojej rodzinie różnego rodzaju pamiątek z tego okresu, sprzyjają podejmowaniu rozmów z dziadkami oraz rodzicami, wreszcie – co również nie jest bez znaczenia – przybliżają uczniom historię ich miasta, sprawiając, że wiele ulic, miejsc czy pomników nie będzie dla nich anonimowymi, tylko podręcznikowymi nazwami.

W ramach realizacji zajęć uczniowie klasy V otrzymali do wykonania różne zadania, opatrzone instrukcjami. ( zamieszczamy je poniżej )

W klasie V przeprowadziliśmy zajęcia o charakterze wprowadzającym w tematykę Powstania Warszawskiego. Każdy z uczniów otrzymał pakiet materiałów pomocniczych

przygotowanych przez nauczyciela.

Na wykonanie prac uczniowie mieli dwa tygodnie. Najlepsze prace i projekty zostały wyeksponowane na szkolnej wystawie poświęconej Powstaniu Warszawskiemu.

Podsumowaniem zajęć wprowadzających będzie wycieczka do Muzeum Powstania Warszawskiego.

ŚRODKI DYDAKTYCZNE :

  1. mapki z okresu II wojny światowej
  2. fragmenty tekstów źródłowych dotyczących okresu 1943 – 1945
  3. wybrane przez nauczyciela fragmenty z książek : ,, Powstanie Warszawskie ‘’ Jana Ciechanowskiego oraz ,, Powstanie 1944 ‘’ Normana Daviesa.
  4. Odpowiednie fragmenty podręczników szkolnych dla klas IV – VI

RELACJA ZE SPOTKANIA

Pan Kazimierz Piecyk, urodzony w 1928 r. w Warszawie większą część okupacji niemieckiej spędził w jednej z praskich kamienic przy ulicy Miłej 9. Podczas spotkania tłumaczył nam, iż widok Niemców był czymś normalnym. Wspominał, jak to we IX 1939 r. ujrzał po raz pierwszy oddziały niemieckiego wojska maszerujące ulicą Stalową z pieśnią: ,,Hei li, hei lo…” na ustach.

Nasz gość zaznaczył, że w VII 1944 r. Niemcy nie byli już tacy pewni siebie, jak w 1939 r. Na miesiąc przed wybuchem Powstania w stolicy kolumny hitlerowskich wojsk uciekały przed Rosjanami. Panu Kazimierzowi zapadł w pamięć widok oddziałów niemieckich maszerujących mostami: Poniatowskiego oraz Kierbedzia ( dziś Most Śląsko-Dąbrowski ). Koniec lipca to: ,,pełno Niemców wycofujących się, działa na mostach, jakieś dziwne poruszenie…”. Ostatnie dni lipca 1944 r. to również niełatwy czas dla polskiej ludności. To wszystko za sprawą przybliżającego się frontu. Nasz świadek historii podkreślał w swej relacji, iż nie zapomni nigdy silnych jednostek maszerujących na Radzymin: Dywizji Spadochronowej ,,Herman Goering” oraz Dywizji Pancernej ,,Viking”. ,,To był czas kiedy kończyło się zaopatrzenie. W poszukiwaniu żywności musieliśmy teraz jeździć do majątku ziemskiego Agrila ( dzisiejszy rejon cmentarza brudnowskiego w Warszawie ). Tam można było zdobyć ziemniaki, marchew i kapustę…. 1 VIII 1944 r. kiedy Niemcy zamknęli część ulic jeździliśmy po żywność na Żerań, gdzie jeszcze nie brakowało kartofli.” Pan Kazimierz wspominał pierwszy dzień Powstania, jako moment pewnego poruszenia, mówił o atmosferze, którą się czuło. ,, Tego dnia pojechaliśmy po jedzenie, jak zwykle, kolejką z Mostu Kierbedzia do Jabłonnej. W drodze powrotnej na moście zauważyłem ustawione dwa niemieckie działa. Można było zobaczyć, jak Niemcy kontrolują cywilów. Coś wisiało w powietrzu. Około 13.00 wróciliśmy bezpiecznie do domu, jadąc tramwajem ulicą Wysockiego i Konopackiej. Siostra się spieszyła. Należała do Armii Krajowej. Dziś wiem, że miała wyznaczoną zbiórkę na godzinę 14.00. Sąsiedzi donieśli nam, że po drugiej stronie Wisły była strzelanina, a w dodatku a nocy z 1 VIII na 2 VIII ustawiono barykadę przy ulicy Wileńskiej. Pamiętam, jak czołgi niemieckie rozwaliły tę barykadę utworzoną z beczek po benzynie. Powstańcy tu nie mieli szans. Przy ulicy 11 XI mieściły się bowiem duże koszary wojsk hitlerowskich. Walki trwały. Powstańcy zaatakowali posterunek żandarmerii przy ulicy Targowej. Na Miłej było jednak wciąż spokojnie. Po kilku dniach od rozpoczęcia Powstania Niemcy przyszli do naszej kamienicy. Zmuszają nas do pracy w Porcie Praskim, gdzie znajdowały się magazyny portowe, głównie ze zbożem. Naszym zadaniem było ładowanie tego towaru na pociągi. Niektórzy Niemcy pozwolili nam zabrać trochę ziarna do domu. Wszystko zmieniło się 22 VIII 1944 r. kiedy na bramie Portu przeczytaliśmy niemieckie obwieszczenie, z którego wnikało, że ten teren uznano za strefę wojenną i pod groźbą kary śmierci nakazuje się go opuścić.” W tej sytuacji pan Kazimierz znalazł pracę na Dworcu Wileńskim. Otrzymał pracę u powroźnika, wyrabiającego sznury i liny z konopi. ,,W momencie, kiedy mój pracodawca poprosił mnie, abym pojechał na ulicę Kopernika i odebrał bardzo ważną paczkę, zorientowałem się, że on także jest członkiem podziemia. Był ciepły letni dzień, a ja – szesnastoletni wówczas chłopak – miałem przywieść do szefa 10 paczek ,,górali” 500 złotowych banknotów. Bardzo się bałem wioząc w tramwaju pieniądze pod koszulą. 23 VIII wydarzenia potoczyły się znacznie szybciej. Niemcy otoczyli cały teren Pragi. Z każdego domu wyciągali ludzi. Nie ominęli kamienicy przy Miłej 9. Wzięli z naszego domu 12 osób, z których tylko 4 przeżyły Powstanie i wojnę.”. Następnie nasz gość, z niezwykłą dokładnością, przedstawił nam cały szlak, jaki w transporcie więźniów przeszedł z Pragi aż na Dworzec Zachodni. ,, Znalazłem się w transporcie więźniów. Niemcy ustawili nas po pięciu w szeregu przy ulicy Zygmuntowskiej ( dziś Aleje Solidarności, w rejonie Cerkwi ) i w kolumnie nakazali marsz przez Most Kierbedzia. Idąc pod eskortą niemieckich żołnierzy patrzyliśmy dookoła. Dziwiło nas to, iż nigdzie nie mogliśmy zobaczyć innych ludzi. Przy ulicy Bednarskiej naszą uwagę przykuły popalone domy. Słyszeliśmy też odgłosy walk na Starym Mieście. Pamiętam, jak będąc na Placu Hitlera  ( obecnie Plac Piłsudskiego ) usłyszeliśmy strzelaninę. W Ogrodzie Saskim Niemcy mieli okopy. Walczyli z harcerzami broniącymi pozycji przy ulicy Królewskiej.. Idąc dalej doświadczamy kolejnej tragedii. Z Placu Bankowego tygrysy ostrzeliwują ulicę Senatorską. Potem była już Wola i coś okropnego, nie do opowiedzenia. Na Chłodnej setki popalonych ludzkich ciał. Ogromny szok. Fetor nie do wytrzymania. Doszliśmy do ulicy Wolskiej, patrząc na rozbite przez Niemców barykady w rejonie kościoła św. Wojciecha. Tu przejęło nas gestapo, którego siedziba w tym czasie mieścił się przy ulicy Sokołowskiej. Na terenie wspomnianego kościoła legitymują nas, tworzą ewidencję, zabierają biżuterię. Idziemy na Dworzec Zachodni, aby stamtąd wyjść do Pruszkowa, do Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego. To był słynny Durchganzlager – obóz przejściowy. Tu spędziłem trzy dni.” . W kolejnej części naszego spotkania pytaliśmy naszego gościa o jego dalsze losy, już poza Warszawą. Dowiedzieliśmy się, że pan Kazimierz w bydlęcych wagonach przez Głogów nad Odrą i Żagań dotarł na terytorium Rzeszy, do miejscowości w Górnej Bawarii – Floss. ,,Tu 27 VIII 1944 r. każdy z nas – polskich więźniów – otrzymał miskę rosołu z makaronem od Niemieckiego Czerwonego Krzyża, by następnie w kolumnach: ,, zu funf ‘’ maszerować 7 km do obozu we Flossinbiergu. Ludność okoliczna musiała zdawać sobie sprawę dokąd nas prowadzą. Z ukrycia bowiem – w naszą stronę – rzucano jabłka. Kiedy zobaczyłem na bramie obozu napis: ,,Arbeit macht frei” zrozumiałem, że jestem w obozie. Esesmani nas liczą, przeprowadzają selekcję. Musieliśmy oddać wszystko. Rozbieramy się. Golą nam głowy i kierują do łaźni. Otrzymuję za duże ubranie z naszytym trójkątem czerwonego koloru – co oznaczało, że zakwalifikowano mnie jako więźnia politycznego – oraz literą ,,P” – bo byłem więźniem z Polski. Przydzielono mi także numer obozowy: 19426. Rozpoczęła się dwutygodniowa kwarantanna.”.

Pan Kazimierz opowiadał nam ze wzruszeniem o życiu w obozie flossinbiergowskim, położonym niedaleko Dachau. ,,Komisja lekarska orzekła, iż kwalifikuję się do drugiej grupy pod względem zdrowotności. Namalowali mi na czole numer 2. Zostałem przydzielony do komando ,,2204”, do pracy w fabryce Messerschmitta. Pracował w niej na oddziale C2 – przy budowie skrzydeł, na tzw. 9 takcie. Spotkałem tu wielu Rosjan i Czechów. Ciężko pracowaliśmy. Dziennie musieliśmy wykonać 6 par skrzydeł. W nocy wymagania Niemców były mniejsze ze względu na częste naloty i przerywanie pracy. Zetknąłem się ze śmiercią. Pamiętam, jak obudziłem się w nocy i spostrzegłem, iż leżący obok mnie młody węgierski Żyd nie żyje. Wówczas ściągnąłem z niego to co z ubrania miał najlepsze. Tak robiło się z każdym kto już odszedł…”

Dla Pana Kazimierza najtrudniejszym doświadczeniem były dni kwietniowe roku 1945. 20 IV rozpoczęła się ewakuacja obozu. ,,Wówczas ustawiono nas po pięciu w szeregu i nakazano wymarsz. Nie wiedzieliśmy dokąd idziemy. Pamiętam, że komendant kazał wywiesić flagę Czerwonego Krzyża i ostrzeżenie o zagrożeniu tyfusem plamistym. Rozpoczął się mój udział w marszu śmierci. Wychodziłem z Flossinbierga w grupie 4700 więźniów. Szliśmy w cieżkich warunkach. Padał jeszcze śnieg. Pękły mi buty, miałem chore nogi i rany na stopach. W nocy kazali nam leżeć w błocie, nie zezwalając na podnoszenie głowy. 27 IV 1945 r. dotarliśmy do miejscowości Freissing – 33  km od Dachau. Do tego obozu, który Amerykanie wyzwolili 29 IV dotarło z mojej grupy 1229 osób. Jako ranny znalazłem się w obozowym szpitalu, na bloku nr 29. Po miesiącu ruszyliśmy z Amerykanami do Monachium. Kolejny miesiąc spędziłem w dzielcie Freimann. Na początku VII 1945 r. udało mi się zabrać z transportem amerykańskim jadącym na Wschód. 15 VII znalazłem się w Warszawie.”