Odkrywcy pamięci |

sty/14

7

O wolną Polskę – wspomnienia Ryszarda Wyczachowskiego

Moją decyzję o rozpoczęciu działalności w „Solidarności” przyspieszyła  wizyta Jana Pawła II. Polska się przebudziła, ludzie zaczęli rozumieć swoją niewolę i swój beznadziejny stan. Ja również zorientowałem się, że to, co się dzieje, nie jest tym, czym być powinno. Polska się przebudziła. Były różne dyskusje w gronie ludzi w pracy. Każdy się zastanawiał, czy można coś zmienić. Wcześniej powstała już grupa inteligencji, która nazywała się Komitet Obrony Robotników. Powstała ona po wydarzeniach w Radomiu. Wznowili oni działalność. Powstały wolne związki zawodowe, które udzielały się poza PZPR-em, poza partią. No i się przyłączyłem – ja i wielu innych jeszcze ludzi – do wolnych związków zawodowych. Miałem kontakt bezpośredni w Katowicach z Włodzimierzem Świtoniem, Knasiem Stanisławem w Gdańsku, później dołączyłem do Andrzeja Gwiazdy     i Anny Walentynowicz. I tak to się zaczęło. Potem już rozpoczęliśmy działalność, kiedy po strajku w stoczni gdańskiej powołano właśnie wolny związek zawodowy (wtedy jeszcze się nie nazywał „Solidarność”, ale zaczął już działać; później, po podpisaniu przez Wałęsę   i Jagielskiego porozumienia przyjęliśmy nazwę „Solidarność”). Poszło.

            Związek działał przez rok, ale partia, podpisując porozumienie, wiedziała już, że go nie dotrzyma. Z chwilą podpisania porozumienia rozpoczęły się już działania, które miały „Solidarność” zniszczyć. I tak to trwało… przepychanki… przez rok. 13 grudnia Jaruzelski ogłosił stan wojenny w porozumieniu z Biurem Politycznym Komitetu Centralnego PZPR-u. A skoro był to atak na Solidarność, a jeżeli tak, to również na naród, na Polskę, więc trzeba było stanąć czynnie w obronie związku.
            Przywódcy pouciekali, ci którzy powinni byli wtedy stanąć w obronie związku. My zostaliśmy – ten „drugi garnitur”, jak się to nazywało i 13 grudnia już zorganizowałem spotkanie podziemne, pierwsze w Bełchatowie, w kaplicy – w obecnym kościele św. Stanisława. Ksiądz Aleksander Łęgowski mi pomógł, otworzył kościół (wtedy jeszcze ten kościół był budowany). No i zebrało się prawie 50 ludzi. Odbyło się pierwsze zebranie „Solidarności”, powstała struktura podziemna, powstała wtedy gazeta – biuletyn „Solidarność wojenna”, której byłem redaktorem. Powstała grupa, która zajęła się pomocą dla rodzin internowanych, których było w Bełchatowie trzy. I tak zaczęła się działalność podziemna. Działaliśmy do kwietnia 1982 roku, a później na wskutek działalności szpiclów, czyli tak zwanych „tajnych współpracowników SB”, wyłapali nas. Była sprawa, zostaliśmy osądzeni    i do więzienia.
            Pobyt w więzieniu tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że wystąpiłem w dobrych zawodach. Gdyby nie więzienie, to nie miałbym tej świadomości, że „Solidarność” to była jednak sprawa całego narodu i o tym należy pamiętać. Przyszłe pokolenia to muszą też rozumieć i wrócić do spraw „Solidarności”, do programu „Solidarności”, oczywiście tej pierwszej – z 80 roku, bo to, co było później, po Okrągłym Stole, to już tylko nazwa została, a idea „Solidarności” została zaprzepaszczona przez pana Wałęsę i jego grupę. Dogadali się z komunistami, podzielili się władzą  i do dzisiaj tę władzę sprawują.
            Z perspektywy czasu uważam, że było warto działać. Mimo że chwilowe trudności przychodziły, że ci, którzy wtedy walczyli najbardziej, są bez pracy i muszą w śmietnikach wybierać jedzenie, a ci, którzy nic nie robili, dzisiaj są bohaterami i mają wysokie stanowiska. Ale mimo wszystko, warto było i gdyby kiedykolwiek miałaby się ta sprawa powtórzyć, to zrobiłbym tak samo.

Wspomnienia spisała Dominika Wyczachowska – wnuczka

No tags

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź

*

CommentLuv badge

<<

>>

Szablon: devolux.nh2.me tłumaczenie: WordpressPL
css.php