Odkrywcy pamięci |

sty/14

7

Szkolne wspomnienia Pani Helenki

Mam osiemdziesiąt lat, więc nie pamiętam już wszystkiego. Skończyłam trzy lub cztery klasy. Do szkoły chodziłam w Osinach. To jest niedaleko Chabielic. Droga do szkoły nie zajmowała mi dużo czasu, bo miałam do niej ok. kilometra. To było zwyczajne mieszkanie, takie większe, gdzie stały ławki i tam się uczyliśmy wszyscy na raz. Dopiero potem wybudowali prawdziwą szkołę. Obok nie było boiska tylko dość duże podwórko i tam uczniowie latali.


Najpierw nie było tak jak teraz. Chodziliśmy w trepach, a zimą można było do nich przymocować łyżwy. Zdarzało się, że trepy pękały i nie raz dostawało się za to lanie. Nie było wtedy tylu spodni i rajtuz, żeby się ubrać tak jak teraz, każdy zakładał to, co mógł – okrywało się wełnianą zapaseczką i dobrze było.

Po szkole wpierw to nas się zeszło  i my latali w tę i we w tę , i takie różnie gry my grali – zaklepanki. A zimą to, wie Pani, co my robili? Bo w piecach palili, nie?… Tośmy się poschodzili, a najwięcej było u nas schodów. To położyli my się popaprani, myśmy ciekali po tych mieszkaniach. (śmiech) Rany Boskie! Co się robiło tam! A teraz tego nie ma… Już wszystko… Telewizory, komputery… A wpierw to co było? To tego nie było. No a później to po zabawach się latało. Zabawy były w jednej wsi, w drugiej wiosce. Na trzecią wieś to myśmy się pozbierali grupami i szli my. Z powrotem znowu to przez las. To co? Się człowiek bał.

Według mnie młodzież wtedy miała lepiej. Teraz każdy siedzi przy komputerze i Internecie. Wtedy nie było takich rzeczy, więc biegaliśmy z kolegami!… Koło domu były różne małe kryjówki, w których się chowaliśmy i różne, różne rzeczy wyrabialiśmy!
Do szkoły chodziłam z przerwami. My byliśmy w Niemczech. Zostaliśmy wywiezieni, a potem Ruscy weszli. I tam kiedy przyjechaliśmy, to nie było dużo szkoły. To już tak jak po przełamie było – chodził, nie chodził do szkoły. Tak to było. Wtedy to była taka „wielka ciemnota”… Teraz małe dzieci wiedzą, skąd się biorą dzieci. A my wołaliśmy: „Bocianie, przynieś dziecko, przynieś!”. A kiedy już przyszło, to mama mówi, że było tak umorzone, tak ubrudzone, że trzeba było je kąpać. A teraz takie małe to już wie, skąd się dzieci biorą.

Tak, wtedy jak dziecko było małe, to nikt nie wychodził z nim na dwór. Najpierw musiało być ono ochrzczone, a przy jego głowie musiał różaniec leżeć. Teraz to się rodzi i już wyprowadzają, ubierają. Patrz Pani, jaka to była wtedy ciemnota! Tak człowiek się po prostu rozwija. Tylko że wesoło wtedy było. Chodzili pod krzyż, było cieplutko, rozmawialiśmy sobie, a czasami nawet biliśmy.

Miałam dwa latka kiedy umarł mój ojciec – nie pamiętam go. Mama musiała sama pracować, to jej się pomagało. Miałam dwóch braci, jeden już nie żyje (miał 39 lat, kiedy umarł), a drugi mieszka w Bielsku. Bardzo lubiłam się z nimi bawić. Ten drugi kiedy zaczął pracować, to nam pomagał. Wtedy nie było tak łatwo, trzeba było robić w gospodarce. Trzeba było za konia odrobić, więc było ciężko. Kiedy wyszłam za mąż, to musiałam żyto pozbierać, każdy snopek postawić, nawóz podać i w stodole znów podać. Teraz mają ludzie dobrze.

No tags

Na razie brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź

*

CommentLuv badge

<<

>>

Szablon: devolux.nh2.me tłumaczenie: WordpressPL
css.php