Raz, dwa, trzy – czyli trio ciekawych teledysków

MTV z pewnością nie kojarzy się z kulturą i sztuką. Szczególnie już ostatnimi czasy, kiedy to przestało być ‚telewizją muzyczną’, a stało się spektrum degradacji społeczeństwa. Jednak nawet w swych lepszych czasach było po prostu popkulturową stacją dla nastolatków.
Video klipy, teledyski z reguły są traktowane jako kultura niższa, o ile w ogóle traktowane są jako ‚kultura’. Nie sposób zaprzeczyć, że to wytwory czystej POPkultury, ale, takimi samymi wytworami są w takim razie dzieła malarzy, rzeźbiarzy, muzyków, od zarania dziejów. Wynikają z potrzeby społeczeństwa czy też pragnienia artysty do wyrażania siebie. Czy z teledyskami jest inaczej?

Radzę więc porzucić pojęcia kultury niższej i wyższej, bo w każdej dziedzinie zdarzają się jednostki wybitne i wybitnie mierne.
Dla mnie klipy muzyczne mogą być takimi samymi dziełami jak klasyczne symfonie czy oskarowe filmy. Rządzą się swoimi prawami, ale nie odbiera im to wartości artystycznej, a siły przekazu być może wręcz dodaje.
Przystępny wymiar czasowy, dynamika, baza tworzona przez utwór, dzięki któremu nawet przypadkowe surrealistyczne obrazy nabierają znaczenia.

Oczywiście w zależności od twórców, swobody jest więcej lub mniej. Ale gdzie jest inaczej. Po prostu nie wszystko się sprzedaje.
Co wcale nie znaczy, że wartościowe rzeczy nigdy się nie sprzedają.

Wystarczy spojrzeć.

RAZ.
bo ta pani w pojedynkę pisze, to co śpiewa, śpiewa, to co napisze i jeszcze do tego występuje.
na pierwszy ogień klip najbardziej alternatywny I najbliższy NAM, Polakom. bo najbliższy naszemu kręgowi kulturowemu. kultury betonowych osiedli.
same teksty Masłowskiej są już niezwykle trafne, a w oprawie jej kolaży skojarzeń wizualnych, jeszcze bardziej uszczypliwe.
do mnie bardzo przemawia jej żonglerka konwencjami i zabawa motywami. dla innych zawsze będzie rozkrzyczaną dziewczyną, która nie powinna brać się za nagrywanie płyty, bo nie ma głosu. tego się nie da słuchać i oglądać, bo żal, jaki kicz i zero stylu.

ale to wszystko po prostu widać. więc „na cóż tam słów, gdzie dość na znaku”.

PS. brawurowa rola Anij Rubik.
PPS. naprawdę doceniam.

DWA.
drugie. dwie twarze.
dwójka to właściwie cyfra bardzo pasująca do tego artysty. dwie kultury, dwa wcielenia artystyczne, dwie role, bo sam śpiewa i komponuje.
kto jeszcze nie słyszał o Stromae, powinien czym prędzej to nadrobić.
muzyka klubowa do zaangażowanych tekstów? można. co prawda wprawia do potem w zakłopotanie, bo do Papaoutai  aż chce się tańczyć, chociaż czujesz, że nie wypada ze względu na tekst. ale ci, którzy francuskiego nie znają, mogą delektować się kunsztem dj’skim Belga i idealnym do śpiewania językiem, który sam w sobie dobrze brzmi.

skoro dwójka, to klipy też będą dwa. z tym, że drugi, to ten ‚właściwy’, dzięki któremu Stromae znalazł się w tym zestawieniu. chociaż wszystkie jego teledyski są po prostu dobre, ten jest klipem, który zrobił na mnie ogromne wrażenie i chyba mogę stwierdzić, że jest najlepszym jaki do tej pory widziałam.

Panie i Panowie, Tous les memes

TRZY.
bo jest ich troje.
tekstowo najlżej. muzycznie też raczej lekko i przyjemnie.
może nie moi ulubieńcy, ale tym klipem mnie ujęli.
więcej nie będzie, bo mówi sam za siebie.

powszechnie nieznany Kasimir Burgess

Krótkometrażowy film pełnowymiarowy

Pojawił się w moim rankingu, wśród ogólnie znanych, Kasimir Burgess. Wyróżniony przeze mnie za ‚opowieści krótkie, liryczne i prawdziwe’. Choć chyba nikt o nim nie słyszał, a i w internecie rzadko o nim mowa, ma na swoim koncie rozmaite projekty i nagrody w tym nawet Kryształowego Niedźwiedzia za najlepszy film krótkometrażowy. Należy więc jego sylwetkę nieco przybliżyć, gdyż bez wątpienia wart jest uwagi.

LILY

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Burgessa to blok krótkometrażówek w ramach pewnego festiwalu. Pojawił się wśród innych, obraz, który na długo zapadł mi w pamięć. Dzisiaj ze wszystkich wtedy prezentowanych, pamiętam tylko dzieło Kasimira, który ujął mnie liryczną historią Lily-> https://vimeo.com/40066698
Jak widać zachwycił nią nie tylko mnie, bo ten właśnie obraz przyniósł mu zwycięstwo na berlińskim festiwalu w 2012 roku.

Zainteresowanie jego dalszą twórczością było więc rzeczą naturalną. Nie mam pewności, czy od razu, chyba nie, ale w końcu udało mi się trafić na jego profil na
Vimeo.com -> https://vimeo.com/user7424070
i okazało się, że ‚Lily‚ nie jest wyjątkiem od reguły, a Burgess tworzy naprawdę niezłe krótkometrażówki.

Directions

Krótko
Cenię sobie w nich ciszę. Pewnie gdzieś już pojawiła się wzmianka o tym, ze słowo to nie moje medium. Zawsze doceniam też twórców krótkiego metrażu, który przez wielu uważany jest, w jakiś przeciwny sposób, za mniej wartościowy od pełnego. Moim zdaniem kondensacja treści to często wręcz trudniejsze zadanie, z którym Kasimir radzi sobie doskonale. Niezwykle lubię artystów, którzy mówiąc tak mało potrafią powiedzieć tak wiele. Z pewnością nie do każdego trafia taki przekaz, szczególnie w czasach zmultiplikowanych wszechobecnych bodźców, ja jednak uwielbiam ten rodzaj nienachalnego snucia historii
jak chociażby w ‚Directions’ -> https://vimeo.com/42108115

Lirycznie
Zachwyca mnie jak rezygnując z słów celuje w pozostałe zmysły. Może nie każdy odczuwa to podobnie, ale dla mnie naturalne są synestetyczne właściwości obrazu, które zawsze są dla mnie niezwykle ważne. U Burgessa już w ‚Lily’ zwróciły moją uwagę faktury. Wełna grubych splotów czerwonego sweterka czy śliskie, mięsiste płaty wodorostów. Ujął mnie sposób w jaki twórca pozwala mi odczuć wilgoć lasu, chłód poranka, delikatną morską bryzę na twarzy używając do tego tylko odpowiednich kadrów, kolorystyki. To właśnie najbardziej cenię w filmach. A obecne jest także w jego jeszcze krótszym ’67′ -> https://vimeo.com/40195270

Kasimir ma na swoim koncie też klipy muzyczne dla Missy Higgins czy grupy San Cisco, australijskich twórców niestety mniej znanych w Europie. A szkoda, bo może, gdyby sami muzycy byli lepiej rozpoznawalni więcej osób kojarzyłoby też poetycki styl Burgessa, który mimo popowych / (może) indie popowych piosenek nie rezygnuje z melancholii
-> https://vimeo.com/45306827

HelloHello

Prawdziwie
Skoro to właśnie te trzy cechy zostały wymienione, autentycznością jego obrazów podsumuję tę krótką charakterystykę. Warto tu wspomnieć o tym, że rzeczywiście prawdziwymi historiami Burgess też się zajmuje tworząc filmy dokumentalne. Ale i w przepełnionych jakiegoś rodzaju realizmem magicznym pozostałych dziełach Australijczyka, opowieści są bardzo prostolinijne, nieprzekombinowane i wiarygodne.

Nie chcę więc nadużywać słów, bo to nie w moim ani Burgessa stylu.

WildThings

po prostu go poznajcie.

Pollywood

Cieszę się, że jednym z pierwszych tematów poruszonych w kursie jest kino polskie, bo polskość w ogóle, to ostatnimi czasy bardzo aktualny temat. Szczególnie pasujący przed zbliżającym się 11-stym listopada.

„A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”

Z pewnością polska spuścizna kinematograficzna jest niemiernie odmienna od przodownika kasowych, pełnych akcji produkcji amerykańskich. Dla przeciętnego zjadacza chleba, być może i nudna. Jednak moim zdanie mieliśmy i mamy się czym chwalić.
Czy o filmy Stanisława można określić mianem ‚nudnych’? Nie sądzę. Co prawda adresowane są do wąskiej grupy osób znających realia owych czasów, bo na tych, niezrozumiałych już dla wielu współczesnych Polaków, czy od zawsze dla obcokrajowców, absurdach opiera się humor Barei. Jednak obrazy takie jak ‚Miś’ czy mój ulubiony ‚Poszukiwany, poszukiwana’ przy odrobinie świadomości o codzienności PRLu, pomimo smutku, którego także wtedy nie brakowało, bawią niezmiennie. A przynajmniej ja tak uważam.
Ale filmy polskich twórców są też cenione na świecie. Jak chociażby wybitne dzieła R. Polańskiego, K. Kieślowskiego czy Andrzeja Wajdy, którzy zyskali i moją sympatię. Szkoła Filmowa w Łodzi wypuściła spod swych skrzydeł naprawdę wielu zdolnych twórców. Może nie jest tak prestiżowa jak szkoły za oceanem czy na wyspach, bardziej kameralna, ale czy w filmach poszukuje się tylko ‚hajsu, prestiżu i sławy’? Ci, którzy pragną właśnie tego niech lepiej trzymają się kina z hollywoodzkich wytwórni, bo tu wiele nie znajdą.

Jeśli zaś chodzi o współczesne filmy fabularne to zacznę od tego, czego w tych współczesnych polskich bardzo nie lubię. Razi mnie wszelka amerykanizacja i stylizacja. I ta tendencja do dramatyzowania. Szczególnie rażąca mnie u pana Komasy, który dramatyzuje udając, że wcale tego nie robi.
Jest jednak i wiele zdolnych polskich twórców. Chociaż szczerze przyznam, że pytanie wymagało ode mnie dłuższej chwili zastanowienia, by przywołać na myśl konkretne obrazy czy nazwiska. Zazwyczaj bowiem nie skupiam się na filmach przez pryzmat ich ‚pochodzenia’, chociaż mam scharakteryzowany styl ‚francuski’, ‚niemiecki’, ‚polski’ etc.
Z przykrością muszę stwierdzić, że nie mogę wiele zarekomendować w tym zakresie, bo jakoś wciąż nie ma czasu na obejrzenie tych wszystkich obiecujących filmów, które uważam za potencjalnie udane, ale pewności nie mam. Celuję tu w takie tytuły jak ‚Rewers’, ‚Róża’, ‚W imię’ czy ‚Ida’, jeśli chodzi o te rzeczywiście współczesne.
Zaś, gdy chodzi o film kojarzący mi się z określeniem ‚polski’, to zapadł mi w pamięć obraz Doroty Kędzierzawskiej ‚Jestem’. Tak właśnie widzę ‚polskość’ w filmach. Trochę goryczy, nieco wyblakły świat, niewystudiowany, wciąż prowincjonalny i dużo naturalności. Z innych w miarę współczesnych obrazach polskich czy pół-polskich dobrze pamiętam także ‚Wenecję’ J.J. Kolskiego czy ‚Młyn i Krzyż’ Lecha Majewskiego.

Długą i bogatą tradycję ma także polski film dokumentalny. Z kultowymi, propagandowymi ‚Kronikami filmowymi’ na czele. Obecnie są ciekawym świadectwem historii, podobnie jak moje ulubione ‚Gadające głowy’. Ale przyglądając się polskim dokumentom możemy być szczerze zadowoleni zarówno z tych starszych jak i najnowszych.

Głośno możemy pochwalić się naprawdę świetnymi twórcami filmów animowanych. Odbiorcy takich dzieł z pewnością nie są grupą przynoszącą wielkie dochody, więc statystycznemu Polakowi w zakresie polskiej animacji znany jest pewnie głównie Reksio oraz Bolek i Lolek. Jednak tradycja studia Semafor nie przepadła i polski film nie-aktorski utrzymuje wysoki poziom artystyczny. Szczególnie zarekomendować mogę uroczą Natalię Brożyńską i jej przebojowe ‚Drżące Trąby’, liryczną, uniwersalną historię z ‚Danny Boy’ Marka Skrobeckiego czy niezwykle przekonujących ‚Łukasza i Lottę’ Renaty Gąsiorowskiej. Ale także wielu innych twórców.

Chciałabym też wspomnieć o produkcji telewizyjnej, która zyskała mój ogromny szacunek. Mam na myśli serial Telewizji Polskiej ‚Czas honoru’, który zrealizowany jest po mistrzowsku. Rok temu, po komentarzach mojej mamy, zorganizowanie sobie w czasie wakacji tygodniowego maratonu 5 sezonów było oczywiste. Wciąż jestem pod wielkim wrażeniem. Historie wojenne, również właśnie te dotyczące jednostek były obecne w mojej rodzinie od zawsze, udało mi się więc odnaleźć bardzo wiarygodne opowieści łudząco podobne do historii mojej babci. Bohaterowie nie są czarno-biali, a liczba wątków pozwala spojrzeć na najróżniejsze aspekty wojny. Uważam, że to pozycja obowiązkowa dla każdego Polaka. Bardzo przekonująca i autentyczna.

Niezwykle ciekawym projektem artystycznym jest również wciąż enigmatyczny cykl ‚Kraina Grzybów TV’, który namieszał i właściwie wciąż miesza w ‚polskim internecie’. Nie chcę za dużo opowiadać, bo to po prostu trzeba zobaczyć. Moim zdaniem genialna zabawa formą i konwencją. Szczególnie dwa pierwsze odcinki i muzyka. Później już trochę za dużo na raz. Twórcy zaczynają gubić tę autentyczność, która była ich ogromny atutem.

Polskie kino, jak każde inne, ma swoich lepszych i gorszych Twórców. Ważne, żeby wiedzieć czego i gdzie szukać.

pollywood

Powiedz jakich reżyserów cenisz, a powiem Ci kim jesteś

Wykazanie się inicjatywą i wyprzedzenie kursowego zadania wpisem własnego pomysłu oczywiście było w planach, ale… jak zwykle zabrakło czasu.
Nie pozostaje mi więc nic innego jak zaanonsowanie mojego Top niestety-nie Ten. Wyłamię się, bo aż 10 twórców do tego zestawienia trudno mi było znaleźć. Poza tym ’9′ to ładniejsza liczba, w każdym razie mi podoba się bardziej (esteci zrozumieją).

9| na ostatniej pozycji Tim Burton (ten dawny, sprzed ‚Disney’ów’), bo to jeszcze sympatia z dzieciństwa i groteska w najlepszym wydaniu

8| następnie Luis Buñuel, być może byłby wyżej, ale niestety muszę przyznać, że za mało jego filmów jest mi znanych. a Pan ten potraf sprawić, że w ostatniej chwili tracę złudzenie, że wiem o co chodzi

7| potem Wes Anderson. jest pięknie i ironicznie, czego chcieć więcej

6| następnie Jim Jarmusch, który zaspokaja moje potrzeby estetyczne

5| w połowie rankingu Woody Allen (ten poza kampanią reklamową kolejnych europejskich miast).
bo mamy podobne poczucie humoru i przeżywania dramatu.
i gust muzyczny też częściowo zbliżony

4| pośród powszechnie znanych, bardziej niszowy reżyser. Kasimir Burgess. za opowieści krótkie, liryczne i prawdziwe

3| na ostatnim stopniu podium - Stanley Kubrick. po prostu genialny

2| tuż za ulubieńcem - Krzysztof Kieślowski. jedyny polski akcent. za ciszę i słowa trafiające w sedno

1| zaś na pierwszym miejscu, po długich rozważaniach, uplasował się Xavier Dolan. bo wciąż dobrze się zapowiada jednocześnie każdym kolejnym filmem udowadniając, iż ‚Zabiłem moją matkę’ nie było przypadkowym sukcesem

Krótki blog o filmowaniu / scena pierwsza / ujęcie pierwsze / Akcja!

Jakoś tak niespodziewanie wyszło, że oto mam bloga o filmach.
Jako człowiek nieprzepadający za wyrażaniem myśli w dłuższych formach pisemnych rozpisywać się raczej nie będę. Czasem jednak mam się czym podzielić, a teraz i doskonałe miejsce by to zrobić.

Pozwolę sobie krótko anonsować filmy które zwróciły moją uwagę, dyskutować o tych kultowych i odkrywać przed szerszą publicznością niszowe.
Jeśli pomiędzy sprawdzianem z matematyki a labolatorium chemicznym uda mi się wybrać na jakiś festiwal w okolicy i ten fakt odnotuję.

Cóż. Mój blog uważam za rozpoczęty.