Świętokrzyskie to za mało-poznać inne zwyczaje by się chciało.Dożynki na Kaszubach.

„Zadanie dla wszystkich” z II modułu polegało na tym, abyśmy odwiedzili bloga innego zespołu. Ja postanowiłam zajrzeć do Kaszubów z Góry. Bardzo spodobał mi się ich wpis dotyczący zwyczajów dożynkowych na Kaszubach. Zaciekawiły mnie kaszubskie obrzędy, ponieważ u mnie w świętokrzyskim zupełnie inaczej celebruje się dożynki.

Dowiedziałam się, że kończąc prace żniwne na Kaszubach, rolnicy ostatni snop zboża przystrajali kwiatami polnymi i kolorowymi wstążkami. Kobiety, które pracowały także na polu, siadały na ostatnią „furę” zwaną banksem i wraz z owym snopem jechały do domu. Pozytywnie rozśmieszył mnie zwyczaj polewania panien przez chłopców, wiadrami z wodą. Szczególnie pilnowali, aby zmoczony był biust kobiet. Dziewczyny musiały wtedy zdjąć koszulę i wycisnąć ją z wody. Miało to zapewnić urodzaj w przyszłym roku.

Cieszę się, że mimo iż mieszkamy w jednym kraju, każdy region ma swoje, charakterystyczne dla siebie zwyczaje i obrzędy.

 

Mam nadzieję, że Was również zainteresuje wpis Kaszubów z Góry.   Oto link :

www.blogiceo.nq.pl/kaszubi/2012/10/01.dozynki-na-kaszubach/

 

Zwyczaje weselne wczoraj i dziś.

Wesela w świętokrzyskim mają bardzo dużo pięknych obrzędów. Jednym z nich praktykowanym do dzisiaj są „oczepiny” – czyli symboliczne przejście ze stanu panieńskiego w małżeński. Sadzano wówczas pannę młodą na krześle, a starsze zdejmowały jej ślubny wieniec i zakładały czepiec matki. Obcinano jej wtedy warkocze lub rozplecione włosy, a w okresie międzywojennym w czasie tego obrzędu, na ustawionych na stole talerzach, goście składali pieniądze dla młodej pary.

Dawniej oczepinom towarzyszyły różne przyśpiewki m.in:

                      [...] „Tak by młodo pani ni miała w cym warzyć

                      musiałaby się z młodym panem powadzić

                     A my tego nie dozwolim,

                     młodą panią wspómożym,

                    Po mnie się nie rychtujcie

                    Po talarku, po dwa ciepiejcie” [...]

Inna oczepinowa pieśń brzmiała tak:

                 [...] „Młodo pani cepca ni mo,

                      grochowiną łeb owijo.

                      Dejcie, dejcie, nie żałujcie,

                     Młodo pani wspomógejcie” [...]

Drugim obrzędem kultywowanym do dzisiaj są „poprawiny”. Urządza się je na drugi dzień po weselu. Rozpoczynają się one poranną mszą w intencji zmarłych z obu rodzin. Sprasza się na nie najbliższych, którzy przynoszą pokarmy i alkohol, często wynajmuje się zespół muzyczny – dawniej grajków.

Niestety wiele obrzędów weselnych zanikło. Lecz ciężko jest wymagać, by w trakcie tylu wieków zachowały się wszystkie. Jedną z tradycji, której już się nie praktykuje jest plecienie ślubnego wianka przez młodą pannę. Babcie lub prababcie przyszłych żon miały przed domami specjalne ogródki, w których panny na wydaniu doglądały kwiatów przeznaczonych na ślubny wianek. Rosły tam również rośliny zielone: ruta, mirt, lawenda czy rozmaryn, z których nawet w czasie zimowych miesięcy można było wykonać piękny zielony wianek. Kiedy dziewczyna wyszła za mąż, niedoglądany ogródek giną naturalna śmiercią.

Innym obrzędem, który już dzisiaj zanikł były tzw. „pokładziny”. Na zakończenie weselnego przyjęcia pochód gości prowadził pannę młodą do odpowiednio na tę okazję przygotowanego pokoju, gdzie małżonkowie po raz pierwszy spędzali wspólnie noc. Wcześniej nim to się stało, pan młody zobowiązany był poczęstować gości słodyczami.

Pomimo tak wielu różnic w sposobie świętowania uroczystości weselnych dawniej i dziś, dostrzegam jednak pewne podobieństwa, nawet jeżeli wraz z upływem czasu zostały wprowadzone różne zmiany.

BIBLIOGRAFIA:

www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r023/obrzedyizwyczaje.htm

www.interklasa/portal/dokumenty/m002/weselne.html

 

Miejsce, które warto zobaczyć …

Ciekawym miejscem w Marianowie, które na pewno zasługuje na poświęcenie uwagi to figurka Matko Boskiej. Według relacji najstarszych mieszkańców Marianowa ma ona ok. 100 lat. Została ufundowana przez dziedzica z sąsiadującej wsi – Józefa Dymka. Miała ona bowiem podtrzymywać mieszkańców na duchu. Dawać nadzieję i przypominać, szczególnie w czasie najazdów wojsk carskich, że zawsze będzie nad nimi czuwać. Postać Maryi jest nachylona, ręce ma rozłożone natomiast wzrok skierowany ku dołowi, jakby patrzyła na przychodzących tam mieszkańców wsi i brała ich pod swą opiekę w szczególności w czasie II wojny światowej, gdy Niemcy chcieli spalić naszą wieś.

Do tej pory jest miejscem szczególnie ważnym. Co roku figurka jest malowana. Odbywają się tutaj różne uroczystości m. in. poświęcenie pól lub majowe uroczystości Maryjne. Ja osobiście lubię na nią patrzyć. Bije od niej spokój i miłość. Historia o figurce, którą opowiadał mi dziadek żyje w moim sercu i we wszystkich nawet najmłodszych sercach mieszkańców Marianowa.