Święty Andrzej ci ukaże, co ci życie niesie w darze-wróżby andrzejkowe na przestrzeni pokoleń.

Listopad to miesiąc niezwykły. Wkraczamy w niego w ciszy i zadumie, wspominamy bliskich, którzy odeszli. Koniec listopada jest także wyjątkowy, choć z innych względów-Andrzejki !
Andrzejki obchodzone są w Polsce od kilku pokoleń i nie tracą na swej popularności.

Wywiad z Babcią
- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej obchodzono andrzejki ?
- Oczywiście. Na początek musisz wiedzieć, że dawniej dziewczyny nie świętowały andrzejek wspólnie z chłopcami. Oni obchodzili Katarzynki, które odbywały się tydzień wcześniej.
- Kto mógł brać udział w zabawie andrzejkowej ?
- Tylko panny, ponieważ los kobiet zamężnych był już przesądzony.
- Co dzięki wróżbom miały się dowiedzieć młode dziewczyny ?
- Poprzez wróżby miały się dowiedzieć kto zostanie ich mężem oraz która z nich jako pierwsza stanie przed ołtarzem.
- Czy możesz mi coś opowiedzieć o wróżbach ?
- Oczywiście. Powszechną wróżbą było lanie wosku przez klucz, najlepiej stary, przez jego „ucho” na zimną wodę. Powstały wówczas kształt miał zdradzić cechy ukochanego. Mile wspominam wróżbę do której potrzebne były…psy. Dwanaście panien ustawiało się w koło, trzymając w dłoni kawałek kiełbasy. Dziewczyna, której smakołyk został zjedzony najszybciej, miała wyjść niebawem za mąż. Dużo śmiechu dostarczała nam również wróżba, która zakładała wpuszczenie do izby gąsiora. Ta z panien, która uszczypnięta została jako pierwsza, miała wyjść w niedługim czasie za mąż.
- Jeszcze jakieś inne wróżby zapadły ci w pamięci ?
- Ależ oczywiście. Inną znaną wróżbą było losowanie przedmiotów o symbolicznym znaczeniu. I tak np. suchy liść oznaczał staropanieństwo, obrączka-ślub, a różaniec-stan zakonny.
- Bardzo dziękuję Babciu za wywiad. Dużo cennych informacji mi dostarczyłaś.
- Nie ma za co. Dla mnie to sama przyjemność.

Wywiad z mamą.
- Mamo, mogłabyś mi opowiedzieć jak ty i twoje koleżanki spędzałyście andrzejki ?
- Tak. Najczęściej andrzejki odbywały się w szkole i towarzyszyła temu również dyskoteka.
- Jakie wróżby zapadły ci w pamięci ?
- Ja i moje koleżanki wróżyłyśmy sobie, ale traktowałyśmy to zdecydowanie jako zabawę. No więc, jedna z wróżb polegała na tym, aby ustawić od ściany do progu, jeden za drugim buty zgromadzonych dziewczyn, ta, której but pierwszy dotarł do progu,miała jako pierwsza wyjść za mąż. Pamiętam również wróżbę z rurek. Do miski z wodą delikatnie wrzucałyśmy plastikowe rurki. Właścicielki rurek, które się połączyły-miały zostać przyjaciółkami.
- Mamo, bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu. Bardzo mi pomogłaś.
- Nie ma za co. Ja również dziękuję.

Wywiad z koleżanką.
- Juko, mogę z tobą przeprowadzić wywiad na temat współczesnych wróżb andrzejkowych ?
- Tak, bardzo proszę.
- Jakie są twoje ulubione wróżby ?
- Bardzo lubię andrzejkowe serce. Na sercu z kartki trzeba wypisać imiona męskie, następnie odwrócić serce przekłuć je igłą. Imię na które natrafimy należeć będzie go przyszłego ukochanego. Przypominam sobie również wróżbę z monetą.
- Na czym ona polega ?
- Każdy dostaje grosik i ustawia się w kolejce, wymyśla sobie jakieś życzenie. Następnie tą monetę rzuca z pewnej odległości do miski. Jeżeli moneta wpadnie to życzenie spełni się w tym roku.
- Bardzo dziękuję za wywiad Julko.

Jak widać z przeprowadzonych prze zemnie wywiadów, wróżby andrzejkowe zmieniały się, lecz nie diametralnie.

Ja na koniec życzę Wam spełnienia wszystkich wróżb, nawet tych nieco abstrakcyjnych !

Gdy elektryczność w powijakach była, lampa naftowa światła dostarczyła – wywiad z Babcią.

- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej ludzie spędzali wieczorny czas, kiedy nie było elektryczności ?

- Oczywiście. Otóż nasze obowiązki różniły się od tych dziennych. Musieliśmy mieć praco-chłonniejsze zadania, aby szybciej upłynęły te długie, zimowe wieczory.

- Jakie to były zadania ?

- Najczęściej było to darcie pierza, przędzenie czy pieczenie chleba w drewnianych foremkach zwanych dzieskami .

- Co najbardziej lubiłaś robić ?

- Najmilej zapamiętałam darcie pierza. Towarzyszyły tej pracy niesamowite opowiadania, dowcipy, śpiewy i niegroźne ploteczki. Wszak nie sposób kilka godzin drzeć w milczeniu.

- Babciu, a pamiętasz jakąś przyśpiewkę, którą chętnie śpiewaliście dla umilenia czasu ?

- Ależ oczywiście…

                    ” Leciały gąseczki z wysokiej góreczki

                      Zbieraj Maryś piórka, będą poduszeczki

                      Nie będę zbierała, bo mi mama dała

                      Cztery poduszki, piątą obiecała „

- Czym oświetlaliście pomieszczenia, przecież nie było wtedy elektryczności.

- Lampą naftową, rzadziej natomiast świeczkami.

- W jaki sposób ocieplano domy? Opowiadałaś mi, że zimy dawniej były bardzo srogie.

- Mężczyźni ocieplali dachy strzechą. Mury oblepiano liśćmi i mchem. Palono również w    żelaznych piecykach zwanych bunkierkami.

- Jakie potrawy spożywaliście zimą ?

- Były to wysokokaloryczne, sute dania. Jedliśmy gotowane ziemniaki, popijając mlekiem lub polewaliśmy je garusem, czyli zupą z suszonych śliwek. Często spożywaliśmy również mięso drobiowe i wieprzowe.

- Aby przetrwać te mroźne zimy, musieliście mieć dostosowane do tych niskich temperatur ubrania, prawda ?

- Tak, w każdej szafie musiały się znaleźć długie kożuchy, skórzane buty z drewnianymi podeszwami, wełniane rękawiczki oraz czapki z lisich futer.

- Babciu, bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu.

- Ja również dziękuję. Miło było sobie przypomnieć czasy młodości.

Kilka słów o moim projekcie ;)

Nazywam się Patrycja Zachariasz. Jestem jedną z Kozubowskich Nutek. Wpisy na moim blogu dotyczą przede wszystkim mojej miejscowości.Opisuje miejsca, które można tutaj zobaczyć. Staram się również przedstawiać zwyczaje panujące w mojej okolicy, te dawne,których już nie ma, jak i te, które są kultywowane do dzisiaj.

Każdy wpis powstaje po długiej rozmowie z dziadkiem, który jest moją skarbnicą wiedzy i naocznym świadkiem odległych, ale jakże pięknych czasów. Jednak, aby pogłębić swoje informacje – korzystam z internetu.

Bardzo lubię prowadzić mój blog, staram się angażować w każdy wpis jak najlepiej umiem. Świadczyć o tym może tytuł Królowej EtnoLogu w ubiegłe wakacje.

Szczególną radością i energią do dalszej pracy napełniają mnie moi koledzy i koleżanki z EtnoBloga jak i pani moderator Dorota Marszałek, którzy czekają na każdy kolejny mój wpis.

 

Zapomniane zwyczaje Wszystkich Świętych.

W dawnej tradycji ludowej wierzono,że przesilenie jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, kiedy dusze naszych zmarłych powracają swoich domów. Dlatego w tym okresie, na przełomie października i listopada kultywowano wiele zwyczajów.

Jednym z nich były Dziady. Nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w czasie tego obrzędu powracają do świata żywych przodkowie, czyli dziadowie. W związku z tym w czasie Dziadów w XVI-XVII wieku, np. zapalano światło, aby ogrzać powracające na ziemię dusze. Zwyczaj ten przetrwał do teraz, gdy na grobach naszych bliskich zapalamy znicze.

Urządzano również uczty cmentarne na grobach zmarłych, na których żyjący ucztowali, a jedzeniem dzielili się z duszami. Zostawiali więc na mogiłach niewielkie ilości miodu,kaszy,chleba,maku, aby dusze miały się czym posilić. Ludzie chcieli zapewnić sobie w ten sposób przychylność duchów i jednocześnie pomoc w osiągnięciu spokoju w zaświatach.

Na zmarłych przodków czekano również w domach. Otwierano okna i drzwi, aby dusze mogły swobodnie wejść i uczestniczyć w przygotowanej dla nich wieczerzy. Aby jednak nie zakłócić spokoju dusz, nie wolno było wykonywać wielu czynności np. kisić kapusty-żeby podczas udeptywania jej nogami, nie zadeptać duszy, wylewać wody-aby nie zalać duszy, a gdy spadła łyżka nie wolno było jej podnieść. Zakazane było też uderzanie pięścią w stół, aby nie wystraszyć biesiadujących przy nim dusz, a wszelakie rozmowy mogły dotyczyć tylko zmarłych przodków.

Dziadami nazywano też wędrownych żebraków. Według wierzeń ludowych byli oni łącznikami świata żywych ze światem zmarłych m.in. przez swoją mobilność i brak stałego miejsca zamieszkania. W niektórych rejonach wierzono, że zmarli są widziani tylko przez psy i żebraków. Dlatego też  bogaci gospodarze urządzali dla wędrownych żebraków dziadowskie bale, na które zapraszano żebrzących, aby najedli i napili się do syta. W zamian mieli modlić się za dusze zmarłych przodków gospodarzy. Żebrzącym przy cmentarzach dziadom w zamian za modlitwę za zmarłych dawano chlebki, czy jedzenie, które później zastąpiono datkami pieniężnymi.

Zaznaczam, że Dziadami nazywano tylko dusze przodków zmarłych śmiercią naturalną. Natomiast obawiano się tych, którzy zmarli śmiercią tragiczną lub samobójczą, ponieważ ich dusze nie zaznały spokoju wiecznego. Skazani byli oni na wieczne błąkanie się po ziemi jako demony. Ciała tych zmarłych chowano zazwyczaj w miejscu, w którym straciły życie, a ich groby nazywano krudami. Zwyczaj nakazywał, aby przechodzący obok takiej mogiły rzucił na nią zieloną gałąź. Gdy uzbierał się stos gałęzi, podpalano je. Wierzono, że pomoże to demonom w odpokutowaniu win popełnionych za życia.

Dzisiejsze tradycje Wszystkich Świętych mają zupełnie inny przebieg. Nakazują one, aby 1 i 2 listopada odwiedzić groby bliskich, zapalić znicze, złożyć wieńce i kwiaty.  Święto Zmarłych jest to dobry moment na refleksje, także nad własnym życiem , nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jest to okazja do wspomnień, do dzielenia się troskami, kłopotami i radością.



http://nauka.money.pl/dziady-zapomniane-zwyczaje-wszystkich-swietych-0-1188411.html?utm_source=wykop&utm_medium=referral&utm_campaign=wykop