BETONOWI LUDZIE

BETONOWI LUDZIE

Recenzja filmu „Schody” reż. Stefana Schabenbeck’a.

Umysły silne, pewne siebie, nieograniczone lub wręcz przeciwnie – zamknięte, ścisłe, pozbawione szaleństwa; Czy o to każdy z was pyta samego siebie, przy przeczytaniu samego tytuły tej oto recenzji? Czy może myślicie obrazowo, wyobrażając sobie postacie zimne, nieromantyczne, ale jednocześnie podobne do każdego z nas?

Bohater tego tekstu kultury, powstałego w 1968 roku jest wszystkim, o czym mieliście okazję przeczytać kilka zdań wyżej. Ale czy aby na pewno obrazuje charakter większości z nas? (O ile nie każdego – samokrytykę proszę, błagam o uczestniczenie w tej krótkiej lekturze).

Ciemny człowiek to figurka poruszająca się początkowo pewnym krokiem. Widzi napis przedstawiający tytuł filmu i strzałkę, która woła: „Idź, leć, to droga, którą możesz pójść. Nie musisz, ale możesz, Twój wybór”. Natura człowieka bywa przekorna. Nawet natura kogoś, kogo z góry za człowieka nie uznajemy. Przecież to tylko postać ulepiona z czarnego materiału, może gliny, która wydaje się być dla nas czymś na swój sposób pociesznym – zaryzykuję. Bo czy przypadkiem nie mamy okazji oglądać bajeczki?

Cóż, jeśli społeczeństwo uznaje życie za bajkę, to ja nie chcę tu istnieć. Wyjeżdżam.

Jeśli społeczeństwo uznaje czarno-biały film animowany z bajeczkę, to jestem przerażona. I urzeczona. Lubię podobne klimaty, a wy?

Nie wiem, czy czarny ludek słyszał muzykę, która towarzyszyła jego krokom. Gdyby było to możliwe, zapewne nie ruszyłby tamtą drogą i ominąłby schody, które z biegiem czasu zaczynają się rozgałęziać w przeróżne strony.

Nie wiem, czy ciemny człowieczek widzi, czy może tylko czuje – usposobienie romantyka. Bo jeśli widziałby ciemność, którą otoczył go umyślenie Schabenbeck, zawróciłby. Być może. Być może.

Dlatego nie sposób jest mi zadać pytania: „Dlaczego on to robi?”, „Po co?”, bo odpowiedź stałaby się jednoznaczna: Bo nie ma wyjścia. A nie takiego obrotu spraw z pewnością się spodziewacie.

Czarny człowiek jest niemy. Jest głuchy i ślepy. Nie czuje, nie myśli racjonalnie. Wciąż idzie i uznaje swoje postępowanie za słuszne. Wędruje w górę, po kolejnych schodkach, myśląc że na samym szczycie odnajdzie to, czego pragnie. A od kiedy ludzie wiedzą, czego chcą?

Być może gdyby zadał sobie to pytanie na początku, obrałby inną drogę. Ale tego nie zrobił, w końcu (nie) jest tylko człowiekiem.

Czarny człowieczek jest barbarzyńcą, gdyż chodzi po ludziach. Po innych osobnikach bardzo do niego podobnych. Byli tam już wcześniej i myśleli podobnie.

Każdy z nich zamienił się w kolejny schodek, gdy tylko odkrył swój własny szczyt. Możliwości niektórych są warte pogratulowania. Ale ja nie mam ochoty gratulować za bezmyślność. A wy?

Zapewne ci, których schodek jest zaledwie trzecim lub czwartym od podłoża, byli mądrzejsi. Chcieli zawrócić, ale nie mogli. Wejście po schodach było dla nich życiem, które można w końcu przebiec tylko raz.

Czy czarny ludek biegnie? Nie, początkowo kroczy majestatycznie. Rozgląda się, chyba jest ciekawski. Z czasem, kiedy kamera oddala się, spostrzegamy w planie pełnym naszego bohatera, który pełznie. Męczy się i dyszy. Czyżby miał dość? A kto by nie miał. Kiedy psuje się winda i jestem zmuszona pędzić na dziesiąte piętro o własnych siłach, na piątym mam ochotę rzucić plecak do zsypu, a na siódmym życie staje mi przed oczyma.

To przestroga dla nas: Winda nie zawsze działa. Wtedy zmuszeni jesteśmy iść po schodach. Schodach wytartych przez tysiące stóp. Schodach naznaczonych przez innych ludzi. Schodach nudnych i szarych, jak te ukazane w filmie.

Jakże rozczarowujący jest fakt, że na samym końcu i tak zamieniamy się w kolejny środek. „Another Brick in the Wall”, jak mawia piosenka.

Film zinterpretowałam dwuznacznie. Chwilę po obejrzeniu uznałam jego koniec za smutny. Tydzień później stał się dla mnie czymś oczywistym, być może czymś, co pragnął osiągnąć sam reżyser.

Podświadomie podszeptuje nam trzy drogi:

-Zbuduj własne schody.

-Idź po tych, które zostały sprawdzone przez innych.

-Nie męcz się i wybierz windę.

- Karolina Bak

Odnalazłbyś przyjemność w byciu outsiderem?

Rozpocznij nowe życie, nie zmieniając w sobie nic. Tak jak Charlie, pozwól by otoczenie odkryło Twoją przeszłość w sposób absurdalnie prosty, aby zaakceptowało ją, nie zaszufladkowało i pogłaskało po głowie, urządzając Ci przy tym krzywdę; bardziej świadomie lub nie. Ale to Ty jesteś strażnikiem i więźniem własnej świadomości, również podczas oglądania „Perks of Being a Wallflower”…

Szkolny DKF

Ach, ten teledysk…

IAMX – Bernadette

Na samym początku zaznaczam, iż nie jestem wielką wielbicielką współczesnej muzyki. Jednakże Chris Corner, założyciel brytyjskiej grupy IAMX doskonale ukazuje, że daleko rozwinięta w naszych czasach muzyka elektroniczna nie musi równać się z kiczem i tandetą, którą zalewają nas, młodych słuchaczy, wszechobecne media. Na zespół i jego unikatowy charakter składa się wiele czynników – teksty, ciekawe łączenie sampli, wizerunek, ubiór sceniczny oraz zaciekawiające teledyski. Jest to bardzo niszowa grupa, której dokonaniami zachwycają się odbiorcy nastawieni na coś ambitniejszego, dziwnego, niecodziennego.

Teledysk do utworu „Bernadette” jest sam w sobie głębią charakteru tego zespołu. Technika, którą został wykonany również zaskakuje – dziesięć ustawionych obok siebie kamer, nagrywających ruch postaci z różnych perspektyw. W efekcie końcowym wszystko złączone jest w jedność, przez co otrzymujemy intrygujący, niecodzienny klip.

Całość owiana jest nutką tajemniczości. Wokalista i założyciel zespołu – ukazany w długim płaszczu, stojący pośrodku lasu oraz zbliżająca się i oddalająca/znikająca dziewczyna, być może tytułowa Bernadette. Osobiście uwielbiam ludzi, którzy własną twórczością wychodzą poza ramy współczesnej mody. IAMX mieści się w czołówce moich ulubionych zespołów.

Reżyserem teledysku są… pomysły podsuwane z dnia na dzień. Nad całością pracowali: Claire Kurylowski, Julia Franken, Daniela Höller, Bastian Seitz.

Miejsce kręcenia to okolice Berlina.