– Cześć, Tereska. – …

Oj, Tereska, Tereska. Coś ty z siebie zrobiła, dziewczyno. O filmie „Cześć Tereska” Roberta Glińskiego mogę powiedzieć krótko, najprościej – poruszył mnie do łez. Śledziłam historię z zapartym tchem, nawet po obejrzeniu napisów końcowych nie mogłam po prostu wstać z fotela i automatycznie wrócić do codziennych zajęć.

Film opowiada o życiu Tereski, nastolatki pochodzącej z ubogiej rodziny. Nieśmiała i zagubiona, w nowej szkole poznaje odważną i niezależną Renatę, która jest dla niej wzorem. Szybko się zaprzyjaźniają. Niestety, wiąże się to z całkowitą zmianą głównej bohaterki – dotąd grzeczna i cicha dziewczyna wagaruje, dopuszcza się drobnych kradzieży, próbuje alkoholu. Do czego jeszcze się posunie?

Film z 2001 roku doskonale ukazuje realia marginesu społecznego lat 90. ubiegłego wieku. Szare blokowiska i brak perspektyw przytłaczają młodzież, a surowy, czarno-biały obraz pogłębia tylko ten efekt. W filmie obserwujemy tę biedę, szarość i patologię na przykładzie rodziny tytułowej bohaterki – widzimy ojca mającego problemy z alkoholem oraz pobożną i zaradną matkę, którzy nie zwracają uwagi na swoje dziecko. Tereska natomiast powoli się stacza, z każdą minutą filmu widz towarzyszy jej w postępującej deprawacji. Po prostu jest jedną z wielu, przedstawicielką bezimiennego tłumu, który skończył podobnie.

W tytułową rolę wciela się Aleksandra Gietner. Gdy miała 8 lat, po raz pierwszy pojawiła się w komisariacie. Późniejsze konflikty z prawem doprowadziły do umieszczenia jej w domu poprawczym. Reżyser wybrał ją z tłumu innych kandydatek o podobnym losie, jak się później okazało – odnalazł perłę na dnie oceanu. To właśnie dzięki niej film jest do bólu realistyczny.  Otrzymała I nagrodę Young Artist Award dla najlepszej młodej aktorki w filmie zagranicznym. To ogromne osiągnięcie. Dziewczyna nie poszła jednak tą drogą, która prawdopodobnie zapewniłaby jej sukces i poprawę sytuacji życiowej – obecnie odsiaduje wyrok w zakładzie karnym.

Zero sztuczności. Prawdziwe dialogi (niektóre wymyślone przez Teresę i Renatę), szczera opowieść. Całkowita prawda ekranu. Scenariusz napisało samo życie, powinniśmy uświadomić sobie, że takie historie wcale nie są odległe. Z takimi ludźmi spotykamy się na co dzień. Nie zwracamy jednak na nich uwagi, są jakby gdzieś dalej, za ścianą. Ten film powinien uzmysłowić nam, że tak nie jest.

Widzu o mocnych nerwach, obejrzyj. Widzu o słabych nerwach – obejrzyj, ale przygotuj się na szok. Momentami drastyczny w swoim realizmie film może niektórych przerazić. Warto jednak go zobaczyć.

Noc filmowa

Zdjęcia z nocy filmowej:

To my piękne, jedzące pizze. Jest to jedno z niewielu zachowanych zdjęć, nasz fotograf był tak zafascynowany filmami, że w trakcie projekcji nie był w stanie dotknąć aparatu;)

Jedyne zdjęcie, na którym jest nasz opiekun. Następnym razem przyłożymy się od dokumentacji fotograficznej;)

Muzyka

Miałam nie pisać o muzyce, ale jednak muszę w ramach zadania. Aby nie zostawiać tego na ostatnią chwilę robię to teraz.

1. Slayer – Bloodline
Uwielbiam w stu procentach. Ma w sobie energię, zawsze jak ją słyszę mam wrażenie, że byłabym w stanie góry przenosić. Słucham jej niezależnie od nastroju, ale i tak zawsze zmienia się na jeszcze lepszy.

YouTube Preview Image

2. Lana del Rey – Video Games.
I piosenka i teledysk mówią o pięknie. Jeśli szukam inspiracji nie mogę nie sięgnąć po ten utwór. Uwielbiam go. Mimo że słucham trochę innej muzyki to właśnie to jest dla mnie odskocznią. Vintage.

YouTube Preview Image

3. Hunter – Dura lex sed lex
Klasyk. Nie znalazłam nigdzie teledysku ale nie jest mi on nawet do niczego potrzebny. Jeśli idę biegać – nie wyobrażam sobie mieć ciszy w słuchawkach, często zapełniam ją właśnie Hunterem (wydali nową płytę!). Ta piosenka jest niezwylke energetyczna, jeśli raz się ją pozna, nie można przeestać jej słuchać.

YouTube Preview Image

4. Amy Winehouse – You know I’m no good
Teledysk może jest monotonny. Ale głos Amy to po prostu cudo. Niespotykany, oryginalny, lekko skrzeczący. Dzięki tej piosence powstało niezłe opowiadanie, więc coś w niej musi być.

YouTube Preview Image

5. Pantera – This love
Wyłącznie na zły humor. Jeśli coś się dzieje wystarczy włączyć Panterę, motywuje mnie to do działania. Źle mi się kojarzy, wtedy łamię ołówki w palcach i biorę się do pracy. Wydajniejszej i lepszej.

YouTube Preview Image

A może zrobię część drugą takiej listy…?

Czy owce w twojej głowie zamilkną…?

Przepraszam za tak długą nieobecność, ale miałam dość duże problemy z otwarciem witryny. Jestem naturalną blondynką, ale w tym przypadku to akurat nie ma nic do rzeczy.

Tytuł notki chyba zdradził jej treść. Uwaga, proszę Państwa – w końcu obejrzałam „Milczenie owiec” (i w końcu piszę o filmie).

Była noc, ciemno wszędzie i nie całkiem głucho wszędzie. Za oknem wiatr prześlizgiwał się między budynkami. Siedziałam sama w salonie owinięta kocem i z kubkiem mocnej kawy w ręku. Od pierwszej sekundy czułam atmosferę dobrego horroru. Bałam się od pierwszej sceny aż do napisów końcowych.

Postaram się nie spoilerować. FBI próbuje złapać groźnego przestępcę – Buffalo Billa. Pomaga im w tym wielokrotny zabójca i straszliwy psychopata – Hannibal Lecter.

Psychopatia jest tematem fascynującym samym w sobie. Zawsze ciekawiło mnie jak wyglądają relacje międzyludzkie psychopatów. Nie potrafią kochać, nie cierpią… Z jednej strony też bym tak chciała… Nie ważne, koniec dygresji.

Postać głównego bohatera jest fascynująca. Hannibal Lecter – człowiek, który popijał ludzką wątrobę chianti (włoskie wino). Gdy wyrywał język pielęgniarki tętno nawet nie podskoczyło z 85. Jego czarne oczy, niski głos oraz mrożące krew w żyłach opowieści, to    coś, dla czego ten film trzeba obejrzeć. Majstersztyk. Wydawało się, że grający psychopatę Anthony Hopkins jest nim w realnym życiu. Całkowity szaleniec. To właśnie ta postać najbardziej hipnotyzowała.
Mówiąc nigdy nie mrugał. Z najmniejszego gestu był w stanie odczytać ukryte myśli innych. Zabijał z zimną krwią, nic nie było w stanie go powstrzymać.

YouTube Preview Image

Film jest troszkę… drastyczny. Wprawdzie krew nie leje się tam kubłami a mózgi nie latają po ścianach, ale na przykład motyw robienia płaszcza z ludzkiej skóry zrobił na mnie nie małe wrażenie. Cięcie twarzy, ciała wyłowione z rzeki… Okropne.

Kolejny film, który kocham, kolejny film, od którego oderwać się nie mogłam. Oglądałam go w piątek (zawsze wracam z francuskiego padnięta, moim jedynym marzeniem jest sen). Siedziałam i gryzłam palce. Mimo późnej godziny ani przez chwilę nie chciałam spać.

Od kiedy jestem w klasie filmowej staram się oglądać filmy bardziej świadomie. Zwracać uwagę na dialogi, montaż, reżyserię… Mogłabym się rozpisywać kolejno, ale po co Was zanudzać. Kolejna rzecz, do której nie da się przyczepić. A jak ja tak mówię, a lubię się czepiać wszystkiego, to coś w tym musi być.

Scenariusz powstał na podstawie powieści Thomasa Harrisa. Wypożyczyłam i mam zamiar przeczytać, coś napiszę o tym. O ile mi się strona włączy;D

Top ten

Nie jestem w stanie wybrać wielu moich ulubionych reżyserów. Mam kilku ulubionych, ale nie jestem w stanie ich porównać.

Jednym z nich jest z pewnością Woody Allen, za filmy, które można oglądać setki razy.
Kolejnym Jan Jakub Kolski, za trudne i ambitne filmy, przy oglądaniu których trzeba się bardzo skupić.
Nie mogę pominąć Romana Polańskiego, przede wszystkim za „Dziewiąte wrota”
Zbigniew Chmielewski, za świetny stary serial „Daleko od szosy”

Nie jestem w stanie wymienić więcej.

Hamlet

Ostatnio wybrałam się do Teatru Współczesnego na „Hamleta”. Na początku bałam się, że nie zrozumiem i pogubię się w wątkach, ale tak na szczęście się nie stało. Jestem pozytywnie zaskoczona. Najbardziej rolą tytułową, w którą wcielił się Borys Szyc. Spodziewałam się trochę, że będzie kompletnie bez wyrazu, mdły i nudny, tak jak w tych wszystkich serialach albo filmach. Ale było zupełnie inaczej. Może dlatego, że w choćby „Przepisie na życie” lub „Testosteronie” nie da się pokazać stu procent swoich możliwości. A tu? Rzucał kobietami po podłodze, krzyczał, szalał, wściekał się i na przemian milczał i był obecny tylko ciałem

Na scenie widziałam same sławy – Andrzej Zieliński w roli króla, Natalia Rybicka jako Ofelia, Jacek Bursztynowicz – duch, oraz Sławomir Orzechowski jako Poloniusz (genialna rola komediowa, uśmiałam się do łez). Całość: http://www.wspolczesny.pl/teatr/rep/ham.html Aktorów dobrano świetnie.Wszystko było takie… realistyczne. Wiele razy byłam w teatrze i pierwszy raz widziałam, żeby aktorzy mylili się w swoich kwestiach. Ale i tak było to prawie niezauważalne.

Co mogę powiedzieć więcej – chyba nie było rzeczy, która by mnie nie zachwyciła. Trochę tylko pod koniec mniej mi się podobało, ale to dlatego, że byłam zmęczona, spektakl trwa prawie 4 godziny, z jedną przerwą na siku. Najlepsza scena? Pojedynek Hamleta z Klaudiuszem, oraz to co działo się bezpośrednio przed zabiciem Poloniusza, Hamlet z matką.

Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek jakieś przedstawienie podobało mi się tak bardzo.

Weekend

Cóż. Wokół śnieg a czas wybrać się na groby. Pojutrze pierwszy listopada, czyli początek długiego weekendu. To zupełnie najlepsza rzecz w tym tygodniu.

Mam ambitny plan zmobilizowania się i napisania o kilku ciekawych kwestiach. Uwaga, spoiler! Będzie o „Hamlecie” w Teatrze Współczesnym, najnowszym Focusie, jakimś filmie (miał to być blog głównie o kwestiach związanych z dziesiątą muzą). Możliwe, że wybiorę się na koncert, więc mogę nie zdążyć i to będzie smutne.

YouTube Preview Image

Niezależnie od nastroju – dobre. Postanowiłam, że raczej nie będę pisać o muzyce, kusi, oj kusi, ale jednak nie. Po prostu wrzucę coś ciekawego zamiast rozwodzić się nad tekstami Cannibal Corpse na przykład. O i przypomniał mi się temat do napisania czegoś.

Jakoś tu pusto i cicho.

Koty, koty, koty…

Ostatnio moja siostra weszła do kuchni z jakąś książką. „Masz, to dla Ciebie, chciałaś przeczytać”. Była to najnowsza, trzecia powieść Doroty Masłowskiej (laureatki Nike za powieść „Paw królowej”) „Kochanie zabiłam nasze koty”. Postanowiłam, że nie będę kierowała się recenzjami, które przeczytałam, między innymi w najnowszym numerze „Książek”, nie pozostawiające na autorce suchej nitki. Że niedojrzała, że źle napisana. Stwierdziłam, że ocenię jak przeczytam. I przeczytałam.

Najkrócej – mieli rację. Dłużej – podczas czytanie męczył mnie styl autorki. Sposób narracji, dialogi. Każda strona sprawiała, że miałam wrażenie, że czytam o niczym. Bo chyba właśnie o niczym to było, życie Farah (głównej bohaterki) było puste i monotonne. Jak cała książka. Oprócz tego przeszkadzały mi zbyt potoczne wyrażenia.
Momentami nie wiedziałam, czy historia jest bez sensu, czy ja tego nie rozumiem. Powieść opowiada o życiu trzydziestolatków w Nowym Jorku. Jeśli tak ono istotnie wygląda, to chcę dołączyć do grupy 27.

Czytelnika zachęci na przykład samo nazwisko (Przecież to ta od „Wojny polsko-ruskiej”! Jedna z najlepszych pisarek współczesności!), albo opinia Mrożka na okładce. Albo zbyt wiele negatywnych recenzji, jak mnie.

Czy mogę powiedzieć coś dobrego o książce? Dobre do pociągu, poczekalni lub samolotu. Lektura nie wniosła nic do mojego życia. Kolejna przeczytana książka, która nic nie zmieniła, katharsis nie było.

 

Yyyy… Drugi wpis?

Właściwie miałam posiedzieć nad tym w weekend, ale teraz mam chwilę wolnego czasu (to nie tyle wolny czas co prokrastynacja). W sobotę postaram się napisać coś o filmie „Zmruż oczy” który widziałam ostatnio.

Dzisiaj o najnowszym filmie W. Allena  - „Zakochani w Rzymie”. Obejrzałam film kompletnie przez przypadek i nie żałuję. Znani aktorzy. Świetni aktorzy. Między innymi Ellen Page („Juno”), Alec Baldwin („Tramwaj znany pożądaniem”) lub Penelope Cruz („Nine”). Ciekawa fabuła, zabawny scenariusz oraz (ach!) Rzym. Amada mia amore mio!

YouTube Preview Image

Polecam. I do obejrzenia ze znajomymi i samemu z kubłem lodów. Chyba pójdę zrobić lasagne;)