Podsumowanie

Fajne jest odkrywanie tego co się wydarzyło dawniej. Było inaczej. Jak pisaliśmy wcześniej ludzie nie spieszyli się ciągle. Mieli więcej czasu dla siebie, dla sąsiadów, rodziny. Spędzali czas razem w większym towarzystwie a nie tak jak dzisiaj każda rodzina oddzielnie. Największą trudnością jest dla nas zdobywanie informacji od starszych ludzi. Dobrze że mamy swoje babcie, choć one nie są wcale takie stare i nie pamiętają tych dawnych, dawnych czasów. Mamy też problem z wpisami w terminach. Nie wiedzieliśmy że to takie trudne. Bardzo się staramy ale potrzebujemy więcej czasu. Na przyszłość wiemy, żeby wybrać konkretny temat a nie taki cały ogólny.

Marzy nam się stworzenie ze wszystkimi gry planszowej z zadaniami do pokonania z różnych rejonów Polski.

Mikołajki u babci

Czy obchodzono babciu u was Mikołajki?

Trudno nazwać dawne zwyczaje dzisiejszymi Mikołajkami. Kiedyś nie było takich zabaw w szkole jak dziś. Jak twoja ciocia chodziła do szkoły to zaczęli robić zdjęcia ze świętym Mikołajem. Ale zawsze w towarzystwie aniołków.

Kto babciu przynosił Ci prezenty, jak byłaś dzieckiem?

Kiedyś przyszedł do mnie Mikołaj i przepytał mnie z pacierza a rodziców pytał czy byłam grzeczna przez cały rok. Pamiętam do dziś jak się bałam. Nie mieliśmy choinki tylko podłaźnik ze światami. To była gałąź ozdobiona jabłkami, i światami z opłatka. Kleiliśmy je śliną. Podłaźnik miał zapewnić dobrobyt i szczęście.

Co spotykało niegrzeczne dzieci?

Rodzice zawsze mnie straszyli, że jak będę niegrzeczna to dostanę od Mikołaja rózgę. Moich braci też. Ale chyba nigdy nie dostaliśmy samej rózgi. Zawsze był skromny prezent i do tego najwyżej rózga.

Jakie prezenty były najczęstsze?

Takie prezenty jak dzisiaj nie były kiedyś. Nie mieliśmy za co kupować sobie prezentów więc robiliśmy je sami albo dostawaliśmy coś bardzo użytecznego.

Jaki prezent najlepiej wspominasz?

Zawsze marzyła mi się lalka. A jak ją w końcu dostałam to bracia chcieli zobaczyć co taka lalka może mieć w brzuchu i rozpruli jej brzuch. Zamiast prawdziwych „flaczków” zobaczyli trociny. Jak ja wtedy płakałam.

Jakie potrawy były na waszym stole?

Barszcz czerwony, pierogi postne w Wigilię a w kolejnych dniach z mięsem, kluski z makiem, racuchy, ryba, zupa grzybowa, moja ukochana kapusta kiszona, kompot z suszu.

Nasza potrawa radomska ale nie świąteczne to porka – gotuje się ziemniaki, rozgniata tłuczkiem, dosypuje mąki i ciągle się uciera. Smaczna jest ciepła polana tłuszczem ze skwarkami a jeszcze smaczniejsza po podsmażeniu na patelni.

Więcej o naszych tradycjach znajdziecie:

http://telewizja.radom.pl/dami-radom,,content,42,news,4487,telewizja,aktualnosci.html

http://www.cozadzien.pl/wiadomosci/reportaze/14429.html

P.S. Ciocia znalazła zdjęcie jak kiedyś wyglądały Mikołajki – na plebanii i koniecznie Mikołaj w towarzystwie aniołka. Zdjęcie zrobiono 20 lat temu.

Nasza wycieczka do Muzeum Wsi Radomskiej

12 grudnia byliśmy na wyciecze w Muzeum Wsi Radomskiej. Podczas lekcji muzealnej poznaliśmy regionalne zwyczaje ludowe i wykonaliśmy ozdobę świąteczną z zielonego opłatka. Ozdoba ta nazywana była światem. Na początku spotkania wysłuchaliśmy opowieści o tradycjach na radomskiej wsi. Dowiedzeliśmy się, że zawsze przy stole było jedno miejsce wolne. Pod obrusem kładli gospodarze siano i opłatek. Zasiadali do wieczerzy wigilijnej dopiero wtedy, gdy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda. Przedtem dzielili się opłatkiem ze zwierzętami i je karmili. Jak ludzie usiedli do wieczerzy to nie mogli odłożyć łyżki do końca jedzenia. Oznaczało to, że przez następny cały rok będzie jedzenia pod dostatkiem. Dziewczyny wyciągały spod obrusa sianko. Jak było proste i ładne oznaczało, że szybko wyjdze za mąż. Jak było troszkę krzywe to poczeka. Jak było czarne i skrzywione to będzie długo czekać. Gospodarze rzucali do góry kłosami zboża i im więcej wbiŁo się w sufit, tym obfitsze będą plony. Potem pan Piotr, który prowadził warsztaty pokazał nam pod sufitem gałązkę sosny powieszoną czubkiem do dołu i ozdobioną orzechami i światem. Naszym zadaniem było wykonanie takiej ozdoby- świata. Dostaliśmy zielony opłatek i z elemetów sklejaliśmy na ślinę ozdoby. Praca była bardzo trudna i delikatnie trzeba było sklejać opłatek żeby się nie połamał. Ta zielona gałązka nawywała się podłażnik.
Po skończonej pracy poszliśmy zwiedzać zagrody chłopskie, chatę bogatego chłopa i ubogiego chłopa. Pani przewodnik opowiadała i pokazywała nam, jak wyglądała Wigilja u biednego chłopa. Zobaczycie to na zdjęciu. Na stole leżał kołacz, na talerzu była kasza i fasola okraszona olejem. Ale bardzo nam się podobał podłaźnik czyli sosenka pod sufitem i wycinanki na ścianach. Pani przewodnik powiedziała nam, że nawet firanka jest wycięta z bibułki. Potem poszliśmy do chaty bogatego chłopa i tam na stole mogliśmy zobaczyć potrawy już mięsne, które jadło się przez następne dni. Na naszych zdjęciach można zobaczyć też krosna. W długie zimowe wieczory gospodynie wiejskie tkały na nich chodniki, kilimy, zapaski. Widzieliśmy też w zagrodzie żywe zwierzęta czyli owce i barany.
Możecie też zobaczyć całą zagrodę wiejską z XIX i wiejską kapliczkę.
Spacer po skansenie i zimowy krajobraz bardzo nam się podobały. W naszej sali w akualnościach RADOMSKICH POSZUKIWACZY powiesiliśmy na gałązkach nasze światy jako ozdoby na Boże Narodzenie.

Budownictwo ludowe naszego regionu

Dawna radomska wieś to chłopskie zagrody, dwory, folwarki, kuźnie, młyny wodne, karczmy, remizy strażackie. Najwyższym budynkiem był kościół a obok niego dzwonnica. Najwięcej było sadów i lasów. Nasz teren sprzyjał uprawie pól i sadów, a nie pasterstwu.
Wsie ze względu na rozmieszczenie zabudowań przyjmowały różne kształty:
- przysiółek -niewielka wieś, licząca kilka zagród
- wieś niwowa – wieś, gdzie zagrody ustawione były w dwa zwarte szeregi – od drogi znajdowały się chałupy ustawione przodem do ulicy a od strony pól znajdowały się stodoły.
- łańcuchówki- zabudowa takiej wsi skupiała się po jednej lub dwóch stronach drogi, biegnącej wzdłuż rzeki lub potoku.
- widlice to miejscowości, w których zagrody rozmieszczano wzdłuż drogi zbliżonej kształtem do litery Y.
- rzędówki to wsie z budynkami rozmieszczonymi po obu stronach drogi. Pola uprawne przylegały bezpośrednio do zagród. U nas jest ich najwięcej.
- zabudowa rozproszona – zagrody rozrzucone byty chaotycznie pośród pól.

W naszym regionie dominowały zagrody wielobudynkowe. To znaczy, że wokół podwórka były trzy czy cztery budynki – dom, obora, stajnia, budynki schówkowe, stodoły.

Domy ustawiane były dłuższym bokiem do ulicy i oddzielone były od niej ogródkiem lub warzywnikiem. Największe były stodoły i budynki inwentarskie. Budynki te mieściły w sobie oborę, stajnię i chlew. Dla kur stawiano grzędę. Jeśli gospodarz był bogatszy miał dwa budynki dla zwierząt. Jeden był stajnią i oborą a drugi był dla zwierząt nierogatych i kur.

Nasze spichlerze (czyli miejsce do przechowywania ziarna, produktów żywnościowych, sprzętów i odzieży) były najczęściej wolnostojące. Rzadko znajdowały się w stodołach. Ten kto nie miał spichlerza wolnostojącego trzymał wszystkie te rzeczy na strychu w swojej chałupie.

Bardzo fajnie mieli bogaci chłopi, którzy mieli wozownię wolnostojącą. Czyli miejsce do przechowywania wozów i bryczek. Codzienny wóz konny służył do prac gospodarczych. A używana od święta bryczka stała w miejscu osłoniętym ścianami lub w stodole. Zimą zaś poruszali się do miasta lub kościoła saniami.

W województwie radomskim wykorzystywano kamień i glinę jako budulec. Wykorzystywano występujące w przyrodzie piaskowce i wapienie. Budowano z nich głównie  budynki gospodarcze, rzadziej domy.

Bibliografia:

„Budownictwo ludowe Radomskiego” A. Kubica, J. Górska-Streicher, Z. Skuza, A. Żytnicki, Muzeum Wsi Radomskiej 2008

Co dowiedziałam się o leczeniu naturalnym?

W dawnych czasach, kiedy to nie było tak rozpowszechnionego leczenia farmakologicznego ludzie radzili sobie sami w miarę własnych możliwości. Wykorzystywali do tego różnego rodzaju zioła, suszone owoce i soki, które były stosowane na różne dolegliwości. W rozmowie z moją babcią Leokadią dowiedziałam się, że z ziół produkowano w warunkach domowych różne mikstury, maści, syropy a także sporządzano napary. Wtedy bardzo dobrze wiedzieli, co, na jaką chorobę lub dolegliwość stosować. Babcia opowiadała, że przy różnych bólach wykorzystywano bardzo często pijawki, które wysysały w chorym miejscu krew, co ludziom pomagało i przynosiło ulgę. Stosowane było również na przeziębienie smarowanie klatki piersiowej tłuszczem i spirytusem i robiono kompresy. Bardzo rozpowszechnione było stawianie baniek, które pomagały w zwalczaniu chorób dróg oddechowych. Używano również kiszonej kapusty i soku gdyż kapusta zawiera dużo witaminy C. Babcia mówiła, że jedzono dużo cebuli, czosnku i miodu, który posiada właściwości bakteriobójcze jak dzisiaj antybiotyki. Stosowano także sok z malin. Często też babcia sporządzała mojej mamie sok z surowego buraka z cukrem, który dodawał sił. Na pewno było wiele innych sposobów na zapobieganie i leczenie różnych chorób, ale moja babcia opowiedziała o tych, które pamiętała i sama stosowała. Metody jakie przetrwały w naszym domu do dziś to stawianie baniek i sporządzanie przez moją mamę syropu z cebuli, czosnku i miodu, który jest bardzo dobry i skuteczny. Teraz mamy leczenie lekami i antybiotykami, ale czy dobrze wpływają na nasz organizm? Ludzie stają się mniej odporni na wszelkie wirusy i bakterie.