Radomski rok obrzędowy – marzec-kwiecień

Radomski rok obrzędowy – marzec-kwiecień

Jeszcze w początkach XXw. W Popielec odbywały się obrzędowe tańce kobiet. Mężatki zbierały się w karczmie na „babski comber”. Niezamężne musiały wkupić się i zatańczyć taniec „na len, na konopie”. Taniec tan miał być zaklęciem na urodzajny rok. Często bawiono się w zabawę „kłodę popielcową”, która u nas nazywana była „klockiem”. Polegała na tym, że młodzi, którzy mogli ożenić się czy wyjść za mąż a tego nie zrobili w karnawale musieli dowlec do karczmy przywiązany do nich pień.

Dziwnym dla nas zwyczajem było wyparzanie garnków w Popielec po to by wypłukać z nich resztki tłuszczu. Wtedy rzeczywiście przyrządzano bardzo postne potrawy. Najpopularniejszy był żur lub kwas z kapusty. Gotowano zupy wodziane, czyli jarzynowe z dodatkiem kaszy i zupy z suszu gruszkowego, śliwkowego czy jabłkowego.

Topienie marzanny wyglądało kiedyś trochę inaczej niż teraz. Kukła, która była symbolem zimy, chorób, ludzkich zmartwień była noszona od domu do domu by zabrać z każdego domu całe zło. Potem była niszczona a najważniejsze było, żeby nie dotknąć jej resztek co mogło przynieść nieszczęście a nawet uschnięcie ręki.

W dawniejszych czasach palemki radomskie były bardzo skromne. Robiło się je z bazi i borówek związanych na kształt kropidła. Palma dookoła była owinięta kryzą z białej bibuły albo papierem. Kiedyś wierzono, że palma chroniła dom od burzy i chorób a zjedzenie kotki z bazi miało uchronić gardło przed chorobami.

Wszystkie przygotowania świąteczne kończono kiedyś w Wielki Wtorek. W Wielki Piątek przy grobie Jezusa wartę pełnili członkowie Ochotniczych Straży Pożarnych. Obowiązywał zakaz wykonywania ciężkich prac. Nie wolno było zwłaszcza rąbać, wbijać gwoździ, bo to jakby w Jezusa.

W Wielką Sobotę gospodynie szykowały święconkę. Były to drewniane niecki, do których wkładano całe pożywienie  przygotowane do święcenia. Z czasem zaczęto ograniczać ilość potraw w święconce. Do wsi, które były oddalone od kościoła przyjeżdżał ksiądz i święcił święconki w wybranym domostwie. Obrzędowi święcenia towarzyszyły uderzenia klekotkami.

Kiedyś msza rezurekcyjna odprawiana była w nocy z sobotę na niedzielę. Towarzyszyły jej huki wystrzałów, wybuchy petard – salut na cześć Chrystusa. W Iłży (niedaleko Radomia) od 0.00 do 6.00 słychać głos bębna – barabanu, miedzianego kotła o średnicy metra i obciągniętego skórą źrebięcia.  Kocioł wyjmowany jest tylko raz w roku i przekazywany dziesięcioosobowej grupie mężczyzn, którzy obchodzą z nim całe miasto. Zaczynają bębnić o godzinie 0.00 bo wtedy skały zaczęły pękać i Chrystus zmartwychwstał.

Po mszy trzeba było jak najszybciej wrócić do domu. Gospodarz, który był pierwszy miał mieć największe plony.

Śmigus-dyngus oznaczał kiedyś dwa odrębne obrzędy. Śmigus polegał na uderzaniu się zielonymi gałązkami lub oblewaniu wodą dla poprawy zdrowia. Dyngus oznaczał wykupywanie się, wypraszanie darów.

Śmigus – im bardziej dziewczyna była oblana wodą tym lepiej. Oblane dziewczyny dziękowały za oblanie wcześniej przygotowanymi pisankami.

Dyngus – wypraszanie darów – dotyczyło matki chrzestnej i chrześniaka. Chrześniak dostawał od matki chrzestnej pisanki.

Źródło:

„Miesięcznik prowincjonalny” Nr 2 (101) marzec-kwiecień, Radom 2007r., Wyd. Miejska Biblioteka Publiczna w Radomiu

Relalcja z Pionek

W czwartek 14 marca 2013 roku grupa „Radomscy poszukiwacze” z opiekunami panią Ewą i panią Elą wyruszyła pociągiem do Pionek, aby wziąć udział w VIII edycji imprezy pod nazwą „Tradycje Wielkanocne”. Organizatorem tej imprezy są Warsztaty Terapii Zajęciowych z Pionek. Nasza szkoła brała udział w tej imprezie po raz pierwszy. Wieźliśmy ze sobą ozdoby wielkanocne na konkurs. Zrobiliśmy prace w kategoriach: Pisanki, wielkanocna palma i koszyczek wielkanocny. Oprócz tego inni uczestnicy imprezy przygotowali wypieki wielkanocne oraz występy artystyczne. Impreza odbywała się w Publicznej Szkole Podstawowej Nr 5 w Pionkach przy ulicy Targowej. Po wejściu do pięknie przystrojonej sali najpierw zobaczyliśmy smakowite wypieki. Potem nasze prace ustawiliśmy na specjalnie przygotowanych stołach. Wszyscy podeszliśmy do wielkiej niespodzianki. Były to żywe kurczaczki na zielonej trawie. Zobaczycie to na zdjęciach. Później oglądaliśmy przedstawienie uczestników WTZ z Jedlanki Starej. Następnie wystąpili wychowankowie Domu Pomocy Społecznej w Wierzbicy. Bardzo nam się podobał ten występ, ponieważ mieli ciekawe stroje i pięknie śpiewał jeden z chłopaków. Mirek i Przemek zrobili bardzo dużo zdjęć. Wybraliśmy kilka zdjęć, które możecie obejrzeć. Potem jury poszło na naradę, by wybrać zwycięzców w poszczególnych kategoriach. A my zostaliśmy zaproszeni na wielkanocny barszczyk do szkolnej stołówki razem z innymi uczestnikami i wolontariuszami. W szkole znajduje się Izba Regionalna. Zobaczyliśmy tam starą kuchnię z chałupy wiejskiej, stare naczynia do gotowania i miski do jedzenia, łóżko, na którym leżał siennik ze słomy, przykryte kilimem, kufer na ubrania, stare żelazka, tary do prania, kołowrotek, ubrania chłopskie i wiele, wiele innych rzeczy. A później było ogłoszenie wyników konkursu, ale my już poszliśmy na pociąg do Radomia. Już w szkole dowiedzieliśmy się, że nasze koszyczki zajęły trzecie miejsce. Na wyciecze było bardzo fajnie. Za rok znów się wybierzemy.

 

 

Gość w dom, Bóg w dom

Gość w dom, Bóg w dom
Przedstawiamy Wam tekst o dawnym życiu towarzyskim. Jeśli chcecie zapoznać się z nim w całości, odsyłamy Was do źródła.
„Polak sam jeść nie lubi – pisał o szlachcie Łukasz Gołębiowski – czyli u codziennego stołu, czyli ma co lepszego, stąd rad niezmiernie gościowi. W dworach, pałacach zawsze było dość miejsca, aby pomieścić odwiedzających, dość jedzenia, aby gościa nakarmić, dość służby, aby go obsłużyć. Im dalej od miasta, im dalej od świata, tym gość był cenniejszy, bowiem przywoził światowe nowinki, spełniał rolę gazety, kroniki towarzyskiej, poradnika, mody itp.”
(…)
„Nieco inaczej sytuacja wyglądała na wsi. Wizyty składali sobie najbliżsi sąsiedzi, a w chłopskiej chacie najdogodniejszą do tego porą roku była jesień i zima, gdy przy domowych robotach, takich jak przędzenie czy skubanie pierza, spotykały się kobiety i pracując, plotkowały, opowiadały sobie zapamiętane legendy, bajdy, opowieści. Bywały i poczęstunki, choć zazwyczaj skromne – gospodyni kroiła pajdy chleba, podawała mleko. Wieczornice te tak silnie weszły w zwyczaj, że nawet w końcu wieku XX, gdy darcie pierza już dawno odeszło w niepamięć, w wielu wsiach Radomskiego kobiety schodziły się do którejś z chat. Rozsiadały się w najcieplejszej izbie, nazywanej już pokojem i kontynuowały to, co niegdyś ich matki i babki uważały za przyjemne życie towarzyskie”.
(…)
„Życie szlachty i mieszczaństwa wypełnione byłe zabawami i rozrywkami, a okazji do spotkań nie brakowało. Najpopularniejsze były z pewnością uroczystości rodzinne oraz wszystkie rocznice i jubileusze. Na pierwszym miejscu znajdowały się imieniny, które były zarówno uroczystością świecką, jak i kościelną, poświeconą czczeniu świętego patrona. Istotnym elementem tych przyjęć była poezja okolicznościowa. Solenizantowi i jego patronowi dedykowano wszystkie wygłaszane mowy i toasty. Wiersze były zwykle króciutkie, krótko także – zwykle do kolejnych imienin – trwała pamięć o nich. Panegiryki opisujące zalety solenizanta, wygłaszane także przez osoby niższego stanu, opłacane były nie tylko pieniędzmi, ale także łaską pańską, późniejszą protekcją, lepszym traktowaniem”.
(…)
„Równie wysoką rangę co panegiryki miało w trakcie imienin „wiązanie”. Wiązanie solenizanta pojmowano niegdyś dosłownie; solenizanta obwiązywano łykiem wiązu, powrósłem, wstążką, chusteczką, potwierdzając w ten sposób symbolicznie więzy przyjaźni i sympatii, a towarzyszyło temu wręczanie prezentów. Do końca XIX wieku przetrwało wyrażenie – wiązać kogoś podarunkiem (prezent imieninowy nazywano wiązaniem)”.

„Dawni pamiętnikarze niechętnie piszą o obchodzeniu urodzin, uznając je za zwyczaj niemiecki. Zachowały się jednak wzmianki o organizacji w tym dniu fety czy siurpryzy (z francuskiego -niespodzianki) na cześć jubilata. Siurpryza nazywaną ją dlatego, że wszystkie przygotowania robiono w tajemnicy przed zainteresowanym. Niekiedy owe fety ograniczały się tylko do strojenia fotela jubilata girlandami kwiatów, który z dumą w nim zasiadał, by przyjąć powinszowania od dzieci i wnuków”. (…)

źródło: Justyna Górska-Streicher „Imieniny, urodziny, czyli życie towarzyskie” w: „Miesięcznik Prowincjonalny” Nr 4 (109) Radom, VII-VIII 2008, s.24-25

Zaległe Andrzejki w naszej szkole

Jak co roku w długi jesienny Andrzejkowy wieczór tradycji musi stać się zadość. Było tak i tym razem w naszej szkole. Panie zorganizowały dzień wróżb.
Wróżba 1 . Tradycyjne lanie wosku. Symboliczne znaczenie klucza- zamyka lub otwiera wszelkie sekrety i tajemnice. Podejmowanie prób odkrycia, tego co nam niesie los, poprzez przyglądanie się cieniom woskowych tworów. Najbardziej rozpowszechnioną wróżbą jest nadal lanie wosku. Dawniej lano ołów (szczególnie ceniony był ten ze starych okiennic kościelnych), ale wosk jest znacznie bardziej wygodny w użyciu. Ołów symbolizował trwały związek, nierozerwalne połączenie. Wosk był kiedyś bardziej cenny niż teraz. Pochodził przecież od pszczół, świętych stworzeń, a świece lane z wosku uświetniały kościelne i rodzinne uroczystości.
Wróżba 2. Wróżba z zapałek. Propozycja te polega na wybieraniu z każdego pionowego rzędu po jednej z zapałczanych kompozycji. Każda z nich składa się z pięciu zapałek. Ich układ ma symboliczne i wróżebne znaczenie. Jeśli każdy dokona wyboru, można odczytać wróżby.
Wróżba 3. Andrzejkowe kubeczki. Pod każdym z pięciu kubeczków znajdują się przedmioty: piersionek(wyjazd) kluczyk(nowy, piękny domek) pieniążek (bogactwo), cukier (słodkie życie), autko (podroż w nieznane). Dzieci wybierają jeden kubeczek i czekają na odczytanie przepowiedni.
Wróżba 4. Losowanie cyfr. Numerologia jest grą liczbową, która ma dwa tysiące lat. Aby poznać swoją liczbę i wróżbę związaną z tą liczbą każdy zsumował, z mniejszą lub większą pomocą, swoją datę urodzenia. Dowiedzieliśmy się o sobie wielu ciekawych rzeczy.
1 – to symbol Słońca i wszelkiego początku. Ludzie ci są ambitni i pewni siebie.
2 – to symbol księżyca. To ludzie którzy tworzą harmonijne związki z „jedynkami”, bo Księżyc i Słońce uzupełniają się nawzajem.
3 – to symbol Jowisza. Osoby spod tej cyfry są dynamiczne i godne zaufania, ambitne.
4 – czwórka jest związana z Uranem, są uparte i sentymentalne.
5 – to symbol Merkurego. Ludzie ci są pogodni, impulsywni, żywiołowi.
6 – to symbol planety Wenus, planety miłości  Szóstki są serdeczne, spokojne, towarzyskie. Miłość w ich zyciu odgrywa ważną rolę.
7 – to symbol Neptuna. Siódemki są romantyczne, to niespokojne duchy.
8 – to symbol Saturna. Ósemki są zamknięte w sobie i przez to często nie doceniane.
9 – to symbol Marsa. Są niezależne i pełne pasji. To natury wojownicze!
Wróżba 5. Losowanie karteczek z zawodem. Aby poznać czym będziemy zajmowali się w przyszłości wystarczy wylosować karteczkę na której są obrazki z zawodami.
Wróżba 6. Andrzejkowe serce. Wróżba polega na przekłuciu igłą papierowego serca, na którym napisane są imiona męskie dla dziewczynek i damskie dla chłopców. Poznać można w ten sposób imię przyszłej sympatii.

Kolybka – W czym się dawniej kładło dzieci

Dialekt naszego regionu
Znaleźliśmy w Internecie artykuł o dialektach polskich. Samego Radomia na nim nie ma ale dowiedzieliśmy się od jednej z naszych pań, że rodzina jej męża pochodzi akurat z regionu, w którym była gwara Mazowsza bliższego.

Jak daliśmy pani do posłuchania tekst ze strony http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=opis-dialektow&l2=dialekt-mazowiecki&l3=mazowsze-blizsze&l4=mazowsze-blizsze-gwara-regionu&l5=teksty-przewoz2 to powiedziała że wypisz wymaluj opis kołyski usłyszanej od teściowej, jak sama wychodziła w pole i musiała zabierać dziecko.
Zajrzyjcie i posłuchajcie. My rozumiemy z tego wszystko a wy?

Nasza wycieczka do Muzeum Wsi Radomskiej

12 grudnia byliśmy na wyciecze w Muzeum Wsi Radomskiej. Podczas lekcji muzealnej poznaliśmy regionalne zwyczaje ludowe i wykonaliśmy ozdobę świąteczną z zielonego opłatka. Ozdoba ta nazywana była światem. Na początku spotkania wysłuchaliśmy opowieści o tradycjach na radomskiej wsi. Dowiedzeliśmy się, że zawsze przy stole było jedno miejsce wolne. Pod obrusem kładli gospodarze siano i opłatek. Zasiadali do wieczerzy wigilijnej dopiero wtedy, gdy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda. Przedtem dzielili się opłatkiem ze zwierzętami i je karmili. Jak ludzie usiedli do wieczerzy to nie mogli odłożyć łyżki do końca jedzenia. Oznaczało to, że przez następny cały rok będzie jedzenia pod dostatkiem. Dziewczyny wyciągały spod obrusa sianko. Jak było proste i ładne oznaczało, że szybko wyjdze za mąż. Jak było troszkę krzywe to poczeka. Jak było czarne i skrzywione to będzie długo czekać. Gospodarze rzucali do góry kłosami zboża i im więcej wbiŁo się w sufit, tym obfitsze będą plony. Potem pan Piotr, który prowadził warsztaty pokazał nam pod sufitem gałązkę sosny powieszoną czubkiem do dołu i ozdobioną orzechami i światem. Naszym zadaniem było wykonanie takiej ozdoby- świata. Dostaliśmy zielony opłatek i z elemetów sklejaliśmy na ślinę ozdoby. Praca była bardzo trudna i delikatnie trzeba było sklejać opłatek żeby się nie połamał. Ta zielona gałązka nawywała się podłażnik.
Po skończonej pracy poszliśmy zwiedzać zagrody chłopskie, chatę bogatego chłopa i ubogiego chłopa. Pani przewodnik opowiadała i pokazywała nam, jak wyglądała Wigilja u biednego chłopa. Zobaczycie to na zdjęciu. Na stole leżał kołacz, na talerzu była kasza i fasola okraszona olejem. Ale bardzo nam się podobał podłaźnik czyli sosenka pod sufitem i wycinanki na ścianach. Pani przewodnik powiedziała nam, że nawet firanka jest wycięta z bibułki. Potem poszliśmy do chaty bogatego chłopa i tam na stole mogliśmy zobaczyć potrawy już mięsne, które jadło się przez następne dni. Na naszych zdjęciach można zobaczyć też krosna. W długie zimowe wieczory gospodynie wiejskie tkały na nich chodniki, kilimy, zapaski. Widzieliśmy też w zagrodzie żywe zwierzęta czyli owce i barany.
Możecie też zobaczyć całą zagrodę wiejską z XIX i wiejską kapliczkę.
Spacer po skansenie i zimowy krajobraz bardzo nam się podobały. W naszej sali w akualnościach RADOMSKICH POSZUKIWACZY powiesiliśmy na gałązkach nasze światy jako ozdoby na Boże Narodzenie.

Budownictwo ludowe naszego regionu

Dawna radomska wieś to chłopskie zagrody, dwory, folwarki, kuźnie, młyny wodne, karczmy, remizy strażackie. Najwyższym budynkiem był kościół a obok niego dzwonnica. Najwięcej było sadów i lasów. Nasz teren sprzyjał uprawie pól i sadów, a nie pasterstwu.
Wsie ze względu na rozmieszczenie zabudowań przyjmowały różne kształty:
- przysiółek -niewielka wieś, licząca kilka zagród
- wieś niwowa – wieś, gdzie zagrody ustawione były w dwa zwarte szeregi – od drogi znajdowały się chałupy ustawione przodem do ulicy a od strony pól znajdowały się stodoły.
- łańcuchówki- zabudowa takiej wsi skupiała się po jednej lub dwóch stronach drogi, biegnącej wzdłuż rzeki lub potoku.
- widlice to miejscowości, w których zagrody rozmieszczano wzdłuż drogi zbliżonej kształtem do litery Y.
- rzędówki to wsie z budynkami rozmieszczonymi po obu stronach drogi. Pola uprawne przylegały bezpośrednio do zagród. U nas jest ich najwięcej.
- zabudowa rozproszona – zagrody rozrzucone byty chaotycznie pośród pól.

W naszym regionie dominowały zagrody wielobudynkowe. To znaczy, że wokół podwórka były trzy czy cztery budynki – dom, obora, stajnia, budynki schówkowe, stodoły.

Domy ustawiane były dłuższym bokiem do ulicy i oddzielone były od niej ogródkiem lub warzywnikiem. Największe były stodoły i budynki inwentarskie. Budynki te mieściły w sobie oborę, stajnię i chlew. Dla kur stawiano grzędę. Jeśli gospodarz był bogatszy miał dwa budynki dla zwierząt. Jeden był stajnią i oborą a drugi był dla zwierząt nierogatych i kur.

Nasze spichlerze (czyli miejsce do przechowywania ziarna, produktów żywnościowych, sprzętów i odzieży) były najczęściej wolnostojące. Rzadko znajdowały się w stodołach. Ten kto nie miał spichlerza wolnostojącego trzymał wszystkie te rzeczy na strychu w swojej chałupie.

Bardzo fajnie mieli bogaci chłopi, którzy mieli wozownię wolnostojącą. Czyli miejsce do przechowywania wozów i bryczek. Codzienny wóz konny służył do prac gospodarczych. A używana od święta bryczka stała w miejscu osłoniętym ścianami lub w stodole. Zimą zaś poruszali się do miasta lub kościoła saniami.

W województwie radomskim wykorzystywano kamień i glinę jako budulec. Wykorzystywano występujące w przyrodzie piaskowce i wapienie. Budowano z nich głównie  budynki gospodarcze, rzadziej domy.

Bibliografia:

„Budownictwo ludowe Radomskiego” A. Kubica, J. Górska-Streicher, Z. Skuza, A. Żytnicki, Muzeum Wsi Radomskiej 2008

Akcja na Załamanku – obchody 73. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

YouTube Preview Image

2 września w Pionkach zaprezentowano inscenizację bitwy partyzanckiej, która miała miejsce 12 sierpnia 1944 roku w okolicach „Załamanka”. W rolę partyzantów i niemieckich żołnierzy wcielili się mieszkańcy Pionek i harcerze.

 

Organizatorami rekonstrukcji był Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej w Pionkach oraz Patrol Rekonstrukcji Historycznej „Puszcza”.

- W naszej inscenizacji brało udział około 30 osób. Była pirotechnika, przyjechały samochody z Muzeum Motoryzacji i Techniki w podwarszawskich Otrębusach. Cieszymy się, że widowisko zgromadziło tak wielu widzów. Trochę naciągnęliśmy historię, bo w rekonstrukcji brały również udział dziewczęta, których przecież w partyzanckim oddziale Ignacego Pisarskiego nie było. U nas zagrały rolę sanitariuszek – opowiada o widowisku Wojciech Sapiński, jeden z organizatorów.

 

HISTORIA: Akcja oddziału Armii Krajowej pod dowództwem Ignacego Pisarskiego „Marii” miała miejsce 12 sierpnia 1944 roku na trasie z Radomia do Kozienic, w okolicach wyjazdu z Pionek, popularnie nazywanego „Załamankiem”. Partyzanci zaatakowali kolumnę łącznikową armii „Mitte” („Środek”). W zasadzce Niemcy stracili piętnastu zabitych i sześciu wziętych do niewoli. Żołnierzom AK udało się wówczas zdobyć klucze, szyfry i mapy położenia niemieckich jednostek frontu środkowego.

Zdjęcia i filmik zrobiła nasza pani.

Źródło

http://pionki24.pl/nowosci,top,18,1,pionkowskie_obchody_1_wrzesnia_w,1536.html

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120903/POWIAT0206/120909729