Relalcja z Pionek

W czwartek 14 marca 2013 roku grupa „Radomscy poszukiwacze” z opiekunami panią Ewą i panią Elą wyruszyła pociągiem do Pionek, aby wziąć udział w VIII edycji imprezy pod nazwą „Tradycje Wielkanocne”. Organizatorem tej imprezy są Warsztaty Terapii Zajęciowych z Pionek. Nasza szkoła brała udział w tej imprezie po raz pierwszy. Wieźliśmy ze sobą ozdoby wielkanocne na konkurs. Zrobiliśmy prace w kategoriach: Pisanki, wielkanocna palma i koszyczek wielkanocny. Oprócz tego inni uczestnicy imprezy przygotowali wypieki wielkanocne oraz występy artystyczne. Impreza odbywała się w Publicznej Szkole Podstawowej Nr 5 w Pionkach przy ulicy Targowej. Po wejściu do pięknie przystrojonej sali najpierw zobaczyliśmy smakowite wypieki. Potem nasze prace ustawiliśmy na specjalnie przygotowanych stołach. Wszyscy podeszliśmy do wielkiej niespodzianki. Były to żywe kurczaczki na zielonej trawie. Zobaczycie to na zdjęciach. Później oglądaliśmy przedstawienie uczestników WTZ z Jedlanki Starej. Następnie wystąpili wychowankowie Domu Pomocy Społecznej w Wierzbicy. Bardzo nam się podobał ten występ, ponieważ mieli ciekawe stroje i pięknie śpiewał jeden z chłopaków. Mirek i Przemek zrobili bardzo dużo zdjęć. Wybraliśmy kilka zdjęć, które możecie obejrzeć. Potem jury poszło na naradę, by wybrać zwycięzców w poszczególnych kategoriach. A my zostaliśmy zaproszeni na wielkanocny barszczyk do szkolnej stołówki razem z innymi uczestnikami i wolontariuszami. W szkole znajduje się Izba Regionalna. Zobaczyliśmy tam starą kuchnię z chałupy wiejskiej, stare naczynia do gotowania i miski do jedzenia, łóżko, na którym leżał siennik ze słomy, przykryte kilimem, kufer na ubrania, stare żelazka, tary do prania, kołowrotek, ubrania chłopskie i wiele, wiele innych rzeczy. A później było ogłoszenie wyników konkursu, ale my już poszliśmy na pociąg do Radomia. Już w szkole dowiedzieliśmy się, że nasze koszyczki zajęły trzecie miejsce. Na wyciecze było bardzo fajnie. Za rok znów się wybierzemy.

 

 

Jak powstała nasza palma wielkanocna?

Wiecie już, że pojechaliśmy do Pionek na wielkanocną imprezę. Ale najpierw spotkaliśmy się w piątek 8 marca i wspólnie wykonaliśmy naszą palmę i pisanki.

Z tą palmą było bardzo dużo pracy. Nasi koledzy Mateusz i Bartek postanowili zrobić reportaż fotograficzny z tego spotkania. W naszej sali spotkały się klasy gimnazjalne 2c, 2d i 3b. Zaprosiliśmy także klasę 5b ze szkoły podstawowej. Nasze opiekunki pani Ela i pani Ania pomagały nam wykonywać kwiatuszki i kolejne elementy do palmy. Obejrzeliśmy także film instruktażowy.

I trzeba było wziąć się do pracy. Robiliśmy bardzo proste kwiatuszki z bibuły karbowanej na drucikach. Jak to wyglądało? Zobaczcie na zdjęciach.

Zrobiliśmy kwiatuszki w kolorze żółtym i czerwonym.

Wykonaliśmy także niebieskie różyczki. Potem niektóre różyczki wykorzystaliśmy jako środki do białych kwiatów wykonanych z krepiny. Czy wiecie, że krepina jest dużo grubsza i sztywniejsza niż bibuła?

Zrobiliśmy jeszcze pomarańczowe różyczki i różowe kwiaty z płatkami.

Pracowaliśmy sumiennie. Przybywało kwiatów.

Na czubek palmy mieliśmy suszone trawy i sznureczki zrobione z różowej bibuły.

Teraz zobaczcie palmę w całości.

 

Niespodziewanie przyszła do nas grupa uczniów z pisankami.

Pisanki wykonane zostały pod kierunkiem pani Joli, a koszyczki pod kierunkiem pani Ewy. Koszyczki już można było zobaczyć w poprzednim wpisie.

Podoba Wam się nasz fotoreportaż?

Pozdrawiam Ola

 

 

 

 

 

 

 

 

Legenda o radomskim grodzie

Bardzo dawno temu, kiedy ziemie porastały puszcze, a wokół było dużo mokradeł była sobie mała osada.

Mieszkańcy osady mieli coraz mniej jedzenia. Jeden z myśliwych podczas polowania spotkał orła, który ostrzegł go przed nadchodzącym głodem i poradził mu, żeby udał się z nim w podróż.

Lecieli trzy dni, nim dotarli do pięknych, zielonych lasów. Ale miejsce to było zaczarowane. Przez to, że ludzie wcześniej mieszkający w tym miejscu przepędzili mieszkające tam rusałki, zapadli w wieczny sen. Urok mógł znieść tylko ktoś, kto potrafił odczytać zaklęcie ukryte wśród otaczającej natury.

Myśliwy zastanawiał się nad tym, jak czar zdjąć ze śpiących ludzi. Chodził po lesie, zachwycony okolicą. W pewnym momencie wypowiedział słowa „Rad dom tutaj bym znalazł”.

Słowa te okazały się być zaklęciem oczarowującym. Wszyscy ożyli a osadę nazwali Radom.

Opracowane na podstawie „O orle srebrnopiórym i radomskim grodzie” w „Baśnie i legendy ziemi radomskiej” Zenon Gierała, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1999

Gość w dom, Bóg w dom

Gość w dom, Bóg w dom
Przedstawiamy Wam tekst o dawnym życiu towarzyskim. Jeśli chcecie zapoznać się z nim w całości, odsyłamy Was do źródła.
„Polak sam jeść nie lubi – pisał o szlachcie Łukasz Gołębiowski – czyli u codziennego stołu, czyli ma co lepszego, stąd rad niezmiernie gościowi. W dworach, pałacach zawsze było dość miejsca, aby pomieścić odwiedzających, dość jedzenia, aby gościa nakarmić, dość służby, aby go obsłużyć. Im dalej od miasta, im dalej od świata, tym gość był cenniejszy, bowiem przywoził światowe nowinki, spełniał rolę gazety, kroniki towarzyskiej, poradnika, mody itp.”
(…)
„Nieco inaczej sytuacja wyglądała na wsi. Wizyty składali sobie najbliżsi sąsiedzi, a w chłopskiej chacie najdogodniejszą do tego porą roku była jesień i zima, gdy przy domowych robotach, takich jak przędzenie czy skubanie pierza, spotykały się kobiety i pracując, plotkowały, opowiadały sobie zapamiętane legendy, bajdy, opowieści. Bywały i poczęstunki, choć zazwyczaj skromne – gospodyni kroiła pajdy chleba, podawała mleko. Wieczornice te tak silnie weszły w zwyczaj, że nawet w końcu wieku XX, gdy darcie pierza już dawno odeszło w niepamięć, w wielu wsiach Radomskiego kobiety schodziły się do którejś z chat. Rozsiadały się w najcieplejszej izbie, nazywanej już pokojem i kontynuowały to, co niegdyś ich matki i babki uważały za przyjemne życie towarzyskie”.
(…)
„Życie szlachty i mieszczaństwa wypełnione byłe zabawami i rozrywkami, a okazji do spotkań nie brakowało. Najpopularniejsze były z pewnością uroczystości rodzinne oraz wszystkie rocznice i jubileusze. Na pierwszym miejscu znajdowały się imieniny, które były zarówno uroczystością świecką, jak i kościelną, poświeconą czczeniu świętego patrona. Istotnym elementem tych przyjęć była poezja okolicznościowa. Solenizantowi i jego patronowi dedykowano wszystkie wygłaszane mowy i toasty. Wiersze były zwykle króciutkie, krótko także – zwykle do kolejnych imienin – trwała pamięć o nich. Panegiryki opisujące zalety solenizanta, wygłaszane także przez osoby niższego stanu, opłacane były nie tylko pieniędzmi, ale także łaską pańską, późniejszą protekcją, lepszym traktowaniem”.
(…)
„Równie wysoką rangę co panegiryki miało w trakcie imienin „wiązanie”. Wiązanie solenizanta pojmowano niegdyś dosłownie; solenizanta obwiązywano łykiem wiązu, powrósłem, wstążką, chusteczką, potwierdzając w ten sposób symbolicznie więzy przyjaźni i sympatii, a towarzyszyło temu wręczanie prezentów. Do końca XIX wieku przetrwało wyrażenie – wiązać kogoś podarunkiem (prezent imieninowy nazywano wiązaniem)”.

„Dawni pamiętnikarze niechętnie piszą o obchodzeniu urodzin, uznając je za zwyczaj niemiecki. Zachowały się jednak wzmianki o organizacji w tym dniu fety czy siurpryzy (z francuskiego -niespodzianki) na cześć jubilata. Siurpryza nazywaną ją dlatego, że wszystkie przygotowania robiono w tajemnicy przed zainteresowanym. Niekiedy owe fety ograniczały się tylko do strojenia fotela jubilata girlandami kwiatów, który z dumą w nim zasiadał, by przyjąć powinszowania od dzieci i wnuków”. (…)

źródło: Justyna Górska-Streicher „Imieniny, urodziny, czyli życie towarzyskie” w: „Miesięcznik Prowincjonalny” Nr 4 (109) Radom, VII-VIII 2008, s.24-25

Ścięcie śmierci

W Jedlińsku, oddalonym od nas o 15 km odbyły się „kusaki”.

Widowisko to jest jedynym tego rodzaju obrzędem ludowym w Polsce, odbywające się corocznie w ostatni wtorek karnawału. Obrzęd ten w XIX wieku miał nieco odmienny przebieg niż obecnie. Mianowicie w zapustny wtorek ludność Jedlińska poruszona wiadomością przyniesioną przez Kantego, odźwiernego w kościele, iż śmierć upiwszy się w kusaki zgubiła kosę w Tocznem (tj. na łąkach Jedlińska nad rzeką Tymianką) i śpi pod Spaloną Groblą, wyrusza prowadzona przez Kantego na podmiejskie łąki, gdzie mocno ją wiąże postronkami, a następnie w triumfalnym pochodzie prowadzi do osiedla. Powiadomiony o złapaniu śmierci burmistrz wraz z ławnikami oczekiwał na rynku miejskim przybycie niezwykłego orszaku. Rozpoczyna się rozprawa sądowa. Gawiedź oskarża śmierć. Po wysłuchaniu oskarżeń sąd wydaje wyrok, wzywa kata. Kat zajmuje miejsce na placu, dobywa miecza i groźnie przemawia. Straszy karami tych, którzy postępować będą niezgodnie z prawem. Po skończonej mowie ścina śmierci głowę, z której sypie się popiół, a z fałdów śmiertelnej koszuli wyskakuje czarny kot – wyobrażenie duszy. Po ścięciu na szafocie pojawia się anioł ostrzegający wszystkich, iż śmierć nadal zbierać będzie swoje plony. Kat wkłada zwłoki śmierci na sanie, które ciągną dzieci i dorośli. Objechawszy osadę, dostarczają zwłoki burmistrzowi celem spisania aktu zgonu. Po spisaniu aktu sprawiają śmierci pogrzeb w karczmie – bawiąc się i tańcząc do północy.

Zdjęcia znajdziecie pod adresami:

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/tngallery?Site=ED&Date=20130212&Category=GALERIA12&ArtNo=212009982&Ref=PH

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/section?category=wideo&id=QueyKmOZKXY

http://www.jedlinsk.pl/galeria_php/index.php?pageType=folder&currDir=./2013/Kusaki%20-%20Sciecie%20Smierci

Źródło: http://www.jedlinsk.pl/kusaki.php

Tradycyjne potrawy wigilijne

Boże Narodzenie jest najpiękniejszym świętem obchodzonym w Polsce. Kojarzy mi się z domem, rodziną, wspaniałą świąteczną atmosferą wśród najbliższych i stołem ze wspaniale przyrządzonymi daniami. Babcia pamięta, jak rodzice opowiadali jej, że na te święta suto zastawiali stoły bo wierzyli, że następny rok będzie bardziej obfitował w dobrobyt. Dlatego też przyrządzane były potrawy na wiele sposobów z produktów, które im ziemia zrodziła. A jak wiadomo kiedyś wszystko, co urosło było zdrowe, ekologiczne, smaczne, aromatyczne i wartościowe. Na wigilijnym stole nie mogło zabraknąć tradycyjnej i smacznej ryby złowionej w pobliskich rzekach i stawach. Nie mogło zabraknąć również potraw z grzybów, kapusty, grochu, warzyw, fasoli, kaszy, ziemniaków i oczywiście kompotu z suszonych owoców. Na słodko jeszcze nie mogło zabraknąć makowców, klusków z makiem i kutii. Dziś jeszcze pieczemy pączki, faworki i inne ciasta. W naszym domu na wigilijny stół przygotowujemy smażonego karpia, barszczyk z uszkami, pierogi z kapusty i grzybów, bigos wigilijny, sałatkę jarzynową, śledzie na różne sposoby, rybę po grecku i kapustę z grochem. Na słodko kutię, pączki, makowiec i kompot z suszonych owoców. Bardzo ważne jest, aby w tym dniu na wigilijnym stole niczego nie zabrakło, ale najważniejsza jest rodzinna ciepła atmosfera w otoczeniu najbliższych przy wspaniale pachnącej choince. Na zakończenie podam przepis na dwie wigilijne potrawy- żur wigilijny i kluski z makiem.

 

Kluski z makiem

Składniki:

ciasto:1/3 kg mąki, sól, woda;

masa makowa: 1 szklanka maku, 1 szklanka mleka, 3 łyżki miodu, 1łyżka masła, 1łyżka siekanej skórki pomarańczowej, po 5 dag rodzynków, orzechów włoskich lub migdałów.
Z mąki, jaja, wody i soli zagnieść ciasto, rozwałkować, gdy przeschnie pokroić na makaron. Mak namoczyć zaparzyć mlekiem, pozostawić do spęcznienia, przepuścić 2-3 razy przez maszynkę. Dodać miód, masło oraz bakalie i wszystko razem przesmażyć. Wymieszać z kluskami. Można jeść na ciepło lub na zimno.


Żur wigilijny

 

Składniki:
marchewka,

pietruszka,
pół selera,
4 suszone grzyby,
pieprz, sól.

Zakwas: 10 dag mąki żytniej pytlowej,
10 dag mąki żytniej razowej,
2 ząbki czosnku
skórka razowego chleba
Składniki zakwasu zalać w słoju litrem przegotowanej wody, przykryć gazą i zostawić na kilka dni w temperaturze pokojowej (zakwas można zastąpić litrem gotowego żuru). Z warzyw i grzybów ugotować litr wywaru, lekko posolić i przelać, przez sito. Dodać litr zakwasu i zagotować. Podawać z gotowanymi ziemniakami.

Przedstawiam Wam składniki na zakwas. Żebyście łatwiej zapamiętali dodałam obrazki.

Mikołajki u babci

Czy obchodzono babciu u was Mikołajki?

Trudno nazwać dawne zwyczaje dzisiejszymi Mikołajkami. Kiedyś nie było takich zabaw w szkole jak dziś. Jak twoja ciocia chodziła do szkoły to zaczęli robić zdjęcia ze świętym Mikołajem. Ale zawsze w towarzystwie aniołków.

Kto babciu przynosił Ci prezenty, jak byłaś dzieckiem?

Kiedyś przyszedł do mnie Mikołaj i przepytał mnie z pacierza a rodziców pytał czy byłam grzeczna przez cały rok. Pamiętam do dziś jak się bałam. Nie mieliśmy choinki tylko podłaźnik ze światami. To była gałąź ozdobiona jabłkami, i światami z opłatka. Kleiliśmy je śliną. Podłaźnik miał zapewnić dobrobyt i szczęście.

Co spotykało niegrzeczne dzieci?

Rodzice zawsze mnie straszyli, że jak będę niegrzeczna to dostanę od Mikołaja rózgę. Moich braci też. Ale chyba nigdy nie dostaliśmy samej rózgi. Zawsze był skromny prezent i do tego najwyżej rózga.

Jakie prezenty były najczęstsze?

Takie prezenty jak dzisiaj nie były kiedyś. Nie mieliśmy za co kupować sobie prezentów więc robiliśmy je sami albo dostawaliśmy coś bardzo użytecznego.

Jaki prezent najlepiej wspominasz?

Zawsze marzyła mi się lalka. A jak ją w końcu dostałam to bracia chcieli zobaczyć co taka lalka może mieć w brzuchu i rozpruli jej brzuch. Zamiast prawdziwych „flaczków” zobaczyli trociny. Jak ja wtedy płakałam.

Jakie potrawy były na waszym stole?

Barszcz czerwony, pierogi postne w Wigilię a w kolejnych dniach z mięsem, kluski z makiem, racuchy, ryba, zupa grzybowa, moja ukochana kapusta kiszona, kompot z suszu.

Nasza potrawa radomska ale nie świąteczne to porka – gotuje się ziemniaki, rozgniata tłuczkiem, dosypuje mąki i ciągle się uciera. Smaczna jest ciepła polana tłuszczem ze skwarkami a jeszcze smaczniejsza po podsmażeniu na patelni.

Więcej o naszych tradycjach znajdziecie:

http://telewizja.radom.pl/dami-radom,,content,42,news,4487,telewizja,aktualnosci.html

http://www.cozadzien.pl/wiadomosci/reportaze/14429.html

P.S. Ciocia znalazła zdjęcie jak kiedyś wyglądały Mikołajki – na plebanii i koniecznie Mikołaj w towarzystwie aniołka. Zdjęcie zrobiono 20 lat temu.

Radom wita

Witamy wszystkich pozytywnie zakręconych Etnologów.

Jesteśmy z Radomia, czternastego co do wielkości miasta w Polsce. Województwo mazowieckie. Jak na razie jest na 15 osób. A chętnych przybywa. Nasza grupa to: Martyna, Marysia, Weronika, Natalia, Ania, Jola, Klaudia, Ania, Ola, Przemek, Grzegorz, Adrian, Mateusz, Cezary, Konrad.

Wszyscy jesteśmy uczniami Zespołu Szkół nr 1 w Radomiu ale chodzimy do różnych klas. Wszyscy lubimy komputery, sport, wycieczki i prace ręczne. Dlatego tu jesteśmy.

Oto herb naszego miasta.