Deszcz;(

Witajcie kochani, jak wam mijają wakacje,bo u mnie nieustannie pada ;(

Myślałam, że wakacje zacznę z uśmiechem na twarzy, a promienie słońca miło będą łechtać mnie po policzkach, ale się przeliczyłam. Uśmiech co prawda był, ale zamiast promieni moją skórę nawilżyły krople deszczu ;( Czy zawsze musi padać w tak nieodpowiednim momencie? Czy wy też czasami tak macie, jak chcecie żeby padało to nie pada, a jak nie chcecie to pada ? Wrr.. to jest denerwujące. Pomyślicie oszalała, ale cóż moje zażalenia są uwarunkowane, ponieważ ten okropny deszcz niestety przepędził mnie z koncertu organizowanego w mojej okolicy z okazji „Motoserca”. Impreza zapowiadała się wspaniale. Rockowe brzmienia miały poruszyć mną, aż do czerwoności, a w rzeczywistości musiałam zbierać się już po pierwszym zespole :( I na nieszczęście troszeczkę się na nim zawiodłam, ale gusta są przecież różne. Jednym mogą się podobać, drugim nie, życie ;)

A wy jakiej muzyki słuchacie? Podzielcie się ze mną swoimi ulubionymi piosenkami,  z chęcią posłucham.

Pozdrawiam ;)

 

YouTube Preview Image

 

II

               Po śniadaniu sprzątnęłam naszą chatkę, uprałam i rozwiesiłam pranie, przyniosłam wody ze studni, napełniłam chrustem kocioł oraz wyrzuciłam obornik bydlętom. Gdy miałam się już płukać po niezbyt czystej pracy zauważyłam coś dziwnego. Przy studni obok stosu kamieni leżało małe zawiniątko. Z początku pomyślałam, że to podarunek dla kogoś z wioski, ale po krótkim namyśle wcześniej się upewniając czy nikt nie nachodzi zagarnęłam zawiniątko i udałam się do swojej chaty. Zamknęłam drzwi, by nikt mi nie przeszkadzał i odwinęłam karteczkę. Byłam zdziwiona tym co ujrzałam, ale zarazem ciekawa czy to jakaś poważna sprawa czy raczej wygłupy chłopaków. Na papierku napisane było: „ Zmierzch. Stary Dąb. Przyjdź sama”. Chodzić mogło tylko o jedno – spotkanie. Tylko w jakim celu i kto ma przyjść? Może faktycznie to była wiadomość dla kogoś z wioski, a ja pozbawiłam go wieści? Szybko zawinęłam więc zawiniątko i pospiesznie udałam się do studni, by odłożyć wiadomość na miejsce. Starałam się to zrobić dość niezauważalnie, by nie zdradzić się, że wiem może o miejscu czyjejś schadzki, po czym wróciłam z powrotem do chaty. Sofia dziergała coś przy kominku, najprawdopodobniej jakiś szal na zimę, gdyż nie stać nas na nowe rzeczy, a po za tym Sofia lubi takie rzeczy, jak to określiła kiedyś, to ją relaksuje i uspokaja więc mogłam udać się do swojej izby i odpocząć.

                Leżąc tak na łóżku nie mogłam odpędzić myśli od tej pozostawionej wiadomości, skoro miało to być wezwanie na schadzkę to czemu nie została ona przekazana ustnie nawet jeśli to nie właściwe to raczej lepiej przekazać ją przez kogoś zaufanego niż ryzykować zdradzenie siebie przez osoby, które znalazłyby ten liścik.  Tu musiało chodzić o coś innego. Tylko o co?  Istniało tylko jedne rozwiązanie, by się tego dowiedzieć.  Musiałam  iść tam sama i to sprawdzić.

                Już zmierzchało kiedy pod pretekstem zbiórki chrustu ruszyłam do lasu. Trochę się zdziwiłam, że Sofia nie zorientowała się, iż już dzisiaj zbierałam go przed południem, ale cóż w końcu kobieta ma swoje lata, a co za tym idzie pamięć już nie jest, aż taka dobra jak kiedyś.

                Dokładnie znam ten las, a przynajmniej ten, który rozciąga się wzdłuż naszej wioski, a co za tym idzie wiem, gdzie rośnie Stary Dąb. Stare Dęby nie są często widziane w tych lasach, chociaż to mało powiedziane, ponieważ rośnie tu tylko jeden, którego historia jest naprawdę druzgocąca.  Z tego co wiem z opowieści Sofii jakieś czterdzieści lat temu ten las zamieszkiwali  wieśniacy, którzy mieli problem z panującym ówcześnie królem – Edmundem II. Ludność w akcie obrony skontaktowała się z samym Symeonem – potężnym czarnoksiężnikiem, demonem, którego wskrzesili do życia, by ten pomógł im rozprawić się z królem, który zamiast ich wspierać jak powinien każdy król oskarżył ich o coś czego nie zrobili. Był zaślepiony władzą oraz pyszny w stosunku do ludzi, którzy nie zaspakajali go złotem po tym jak wszystkich nisko urodzonych poddanych głównie samych wieśniaków zamieszkujących małe wioski obarczył za zrzeszenie się i atak na jego komnaty tudzież kradzież złota. Jednakże nie było to prawdą, ponieważ wieśniacy nie posiadali umiejętności rabusiów, co innego w większych wioskach, gdzie na każdym kroku można było zostać okradzionym, a przynajmniej tak mówiła mi Sofia. Król stał się przez to okrutny, ale również i podstępny, gdyż, aby nie wypaść w oczach możnowładców jako nieludzki pan dał mieszkańcom wiosek podlegającym Alianowi prawo do wyboru, albo co miesiąc oddawać mu będą po 20 denarów złota, co dla przeciętnego mieszkańca małej wioski oznaczało śmierć głodową, albo zawisną na stryczku. W ten sposób chciał ponownie wypełnić królewski skarbiec kosztownościami i w łatwy sposób, w krótkim czasie pozbyć się wieśniaków. Nie liczył się z tym, że zabiłby przez to jedną trzecią mieszkańców Zielonego Wybrzeża. Cieszyło go to, że w ten sposób jego poddanymi zostaliby mieszkańcy głównych pięciu wiosek, które były bardzo dobrze rozwinięte i miały wielkie predyspozycje do zostania ważnymi ośrodkami pieniężnymi króla  tudzież skarbcem dużego miasta – Alian – rodzimego miasta Edmunda II, w którym sprawował swe rządy, a jednocześnie pozbyłby się wieśniaków, którzy nie spełniali jego oczekiwań i w których to on musiał inwestować, dając pieniądze na ziarno czy też jak to ujął spełniać ich zachcianki, zamiast gdy to oni powinni inwestować w niego, tak jak to robią kolejno mieszkańcy Duranu, Fados, Sanos, Ursao i Rneo. Mieszkańcy w akcie obrony z pomocą jakiejś sekty odnieśli się do podziemia, a ich punktem łącznym były najstarsze, najpotężniejsze i najtwardsze drzewa w lesie – Stare Dęby. Gdy król Edmund II dowiedział się od swoich szpiegów, że wieśniacy zamiast się go bać spiskują przeciwko jego osobie, wygłosił rozkaz o ścięciu wszystkich dębów w obrębie 100 mil od królestwa. I tak też się stało, strażnicy i niewolnicy ścinali wszystkie dęby, na które się natknęli nawet te malutkie krzaczki, które wyrosły dopiero z ziemi, przyczyniając się do wykarczowanie prawie całego lasu, który dawał mieszkańcom opał na nadchodzącą zimę. Jednakże to nie powstrzymało mieszkańców. Znalazł się wśród nich dzielny młodzieniec, który swą męskością zawstydził nie jednego królewsko urodzonego mężczyznę, gdyż w chwili kiedy na jego wioskę najechali strażnicy, by wykonać rozkaz, bez żadnego wahania udał się do malutkiego jeszcze dąbku i dobrze go maskując zwiódł posłańców od wykonania rozkazu, a tym samym zapewnił możliwość sprowadzenia Symeona do pomocy. Kiedy egzekucje ustały owy mężczyzna udał się na dwór i osobiście zabił króla. Prawdopodobnie wstąpił w niego wezwany wcześniej duch czarnoksiężnika, który swą mocą pomógł mu pokonać złego władcę. Niestety czyniąc to również zginął, ponieważ kiedy uciekał przed strażnikami skrył się w ruinach za zamkiem, gdzie tam wydała go jakaś przypadkowa kobieta, które wracała wówczas z pola.  Straże brutalnie się z nim rozprawili. Obcięli mu nogi i ręce po czym poszarpanego powiesili przed bramą prowadzącą wprost do królestwa, by nadjeżdżający goście mogli podziwiać jak zabójca króla pokutuje za swój haniebny czyn. Dodatkowo miała być to przestroga dla wszystkich następców owego wieśniaka, którzy wpadliby na pomysł, by pójść w ślady swojego poprzednika. Na szczęście po śmierci króla wieśniacy odzyskali dawną wolność i zwolniono ich z płacenia danin w chwili, gdy zapanował kolejny król – król George I Wyrozumiały.  Ludność otrząsnęła się w końcu z tej tragedii i tylko Stary Dąb przypomina im teraz o tych ciężkich latach, który przetrwał do dziś i jest największym i najmasywniejszym obiektem w lesie, do którego właśnie zmierzam. 

I

 

            Niebo pociemniało, pozostawiając słabo widoczne światło w miejscu, gdzie powinno znajdować się teraz słońce. Przyroda zamarła. Odgłosy ucichły. Jestem tu tylko ja i ktoś jeszcze. Jakaś postać lub zwierze. Trudno stwierdzić jednoznacznie, lecz wiem, że ktoś tu jest i przygląda mi się teraz uważnie. Taksuje mnie kawałek po kawałku analizując przy tym każdą część mojego ciała na swój sposób. Nie drgnęłam, ani przez chwilę, zastygłam jak gorący wosk przelewany przez klucze w święto św. Andrzeja. Kiedy nagle stwór wyprostował się i zrobił krok w moją stronę. Spanikowałam. Odwróciłam się na pięcie i pędem pognałam przed siebie. Przedzierałam się przez krzewy raniąc przy tym swoje ciało o ich ciernie.  Potwór gonił mnie nieustannie. Czułam jak stawia kroki, jego oddech… Zauważyłam jaskinię. Nie mogłam przeoczyć takiej okazji, moje ramiona niemiłosiernie pulsowały od bólu, musiałam się schować. To była moja ostatnia deska ratunku. Cupnęłam za wielkimi kamieniami i kiedy myślałam, że już po wszystkim, stało się to czego najbardziej się obawiałam… Zaczęłam krzyczeć…

    – Aaaa..! – rozejrzałam się energicznie wkoło. – Uff.. – to był tylko zły sen. Obudziłam się w swojej izbie. Było dość ciemno co oznaczało, że obudziłam się w środku nocy . To był tylko zły sen, to był tylko zły sen.. powtarzałam w myślach, by wyrównać swój oddech. Instynktownie spojrzałam na ramiona, były zdrowe bez jakiegokolwiek zadrapania, ale sen wydawał się nadzwyczaj realistyczny. Byłam tam, stałam, uciekałam i… i.. i właściwie co? Pamiętam, że przed czymś uciekałam i skryłam się w jaskini i że widziałam to coś, ale nie pamiętam co. Amnezja. To nie możliwe, że tak szybko umknęła mi końcówka mojego snu. Dziwne, ale jestem tak zmęczona, że dalsze kontemplacje nie mają teraz jakiegokolwiek sensu, gdyż moje oczy wręcz same zamykają mi się do snu.

                Po paru minutach znowu odpłynęłam. Tym razem nie przyśniło mi się nic, co sprawiło, że reszta snu przemknęła mi w niecałe 10 min, chociaż spałam ponad 6 godz.

                Rozciągnęłam się ospale na łóżku i ziewając zsunęłam się na ziemię. Odsłoniłam zasłony i z uśmiechem przywitałam nowy dzień. Promienie słoneczne miło połechtały mnie po policzkach po czym w wyśmienitym nastroju udałam się do toalety.

                Po 30 min byłam już gotowa do codziennej pacy. Rodziców straciłam w wieku 3 lat więc odpowiedzialność za moje wychowanie przejęła moja ciotka – Sofia. Rodziców dokładnie nie pamiętam. Z tego co opowiadała mi moja cioteczka musieli ciężko pracować na to, by mnie wyżywić więc wyjechali do pracy poza granicę Eufros, gdzie mieli wypadek i zmarli. Przyznam trudno było mi się pogodzić z ich śmiercią, ale Sofia starała mi się to wszystko jakoś wynagrodzić. Stała się moją przyjaciółką, a nawet matką, którą straciłam w tak młodym wieku. Choć z początku nie odstępowała mnie, ani na krok co było bardzo uciążliwe to z czasem jak już dorastałam to się nieco zmieniło. Doszłam do wniosku, że może faktycznie Sofia uważa mnie za swoją córkę i dlatego jest, aż tak zanadto opiekuńcza. Stała się swojego rodzaju moim stróżem.     

    – Witaj Sofio. – zagadnęłam wchodząc do kuchni.

    – Dzień dobry dziecko. Jak ci się dzisiaj spało? – zapytała krzątając się po kuchni jak zawsze ciepłym, aksamitnym głosem, a ja usiadłam przy zastawionym już stole.

    – Cóż miałam zły sen, ale szybko o nim zapomniałam. – o dziwo to prawda. Pamiętam, że o czymś śniłam, ale nie pamiętam o czym. W głowie miałam chaos. Przypominałam sobie obrazy wyrwane z kontekstu, nie spójne, nie logiczne, chociaż nie.. jedyne co na pewno pamiętam to, to iż byłam w jaskini.

    – Mam nadzieję, że to nie był proroczy sen. – odparła mimo chodem co sprawiało, że do końca nie wiedziałam czy akurat żartuje czy mówi prawdę. Dość często tak się zachowywała, ale usprawiedliwiałam to jej wiekiem, w końcu to starsza kobieta z przeszłością, która w swoim życiu nie jedno już widziała.

    – Skądże na pewno nie. To tylko sen. Wytwór wyobraźni. – spojrzałam na jej zamyśloną twarz.

    – No dobrze, już dobrze. Jedz, żebyś miała dużo siły na dziś dzień, gdyż pracy nie mało. – ożywiła się nagle jakby chciała coś ukryć.

    – Sofio o nic się nie martw, dam sobie radę. – uśmiechnęłam się promiennie, gdyż od samego dzieciństwa przygotowywano mnie do pracy w polu i uporałam się już z bólami i obtarciami jakie towarzyszą każdemu wieśniakowi po ciężkiej pracy na roli. Nasza wioska jest dość mała, zaledwie kilka chat, chlewów, zagród chociaż otwarta jest na innych mieszkańców. Mieści się u podnóża gór Erthis znajdujących się na północnym – zachodzie Zielonego Wybrzeża, z których wycieka nasze jedyne pragnienie – strumyk, który doprowadza wodę do jedynej w Eufros studni. Ludzie zamieszkujący te tereny to zwykli wieśniacy, którzy ledwo utrzymują się z uprawy roli i hodowli trzody czy bydła. Nie wadzimy nikomu. Żyjemy życiem trudnym, ale własnym. Co prawda obawiamy się napaści grabieżnych, ale na szczęście jest ich nie wiele odkąd panuje król Darnus III. 

What’s the matter with you lately?

Hej, hej, hej ;)

Jak wasze samopoczucie, bo moje niestety sięgnęło dna ;( Dzisiejszy dzień miał rozkwitnąć dla mnie niczym mleczyk dla Sida, a  okazało się, że było wręcz przeciwnie ;/ Jednakże nic nie jest stracone, gdyż z racji tego, że moja miejscowość położona jest na Kurpiach Zielonych i jestem Kurpianką, dziś organizowane jest Wesele Kurpiowskie kilka kilometrów od mojej wsi więc mam zamiar poprawić sobie humor i na nie jechać. Dodatkowym atutem jest to, iż gwiazdą wieczoru będzie lemON. Zbytnio nie przepadam za takim rodzajem muzyki, ale niektóre piosenki zespół ma całkiem fajne więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zobaczyć go na żywo ;)

Pomyślałam sobie, że dziś pochwalę się wam również moim talentem artystycznym. Może to zbyt wielkie słowa, ale jestem dumna z siebie, że biorąc ołówek do ręki mogę stworzyć coś pięknego. Co prawda moja rysunki opierane są na innych rysunkach, gdyż z racji tego, że jestem wzrokowcem muszę się na coś patrzeć i wtedy to rysować. Staram się nad tym pracować, aby zacząć coś tworzyć własnego, a nie przekopiowanego. Uważam jednak, że trening czyni mistrza więc takie przerysowywanie ( nie mówię tu o takim prawdziwym kopiowaniu, że rysuję żywcem bez własnej ingerencji) jest dobrym treningiem. Małymi kroczkami staram się dodawać coś od siebie, przekształcać trochę, aby w końcu stworzyć coś już nie patrząc na kogoś dzieło, ale patrząc oczami swojej wyobraźni i przenieść to na papier ;)

Łapcię kilka rysunków i sami oceńcie ;)

DSC06898

 

DSC06900

 

DSC06901

 

DSC06904

 

DSC06905

 

DSC06906

 

DSC06907

 

DSC06910

 

YouTube Preview Image

Wolność..

Witajcie kochani:)

Jak zwykle piszę z opóźnieniem. Musicie mi wybaczyć, ponieważ z racji tego, iż koniec roku szkolnego nadchodzi wielkimi krokami musiałam poprawiać się z kilku przedmiotów. Na szczęście wszystko poszło po mojej myśli ;) Ale koniec tych rozterek związanych ze szkołą. Chciałabym się z wami czymś podzielić.

Kilka dni temu niedaleko mojej miejscowości odbywały się obchody 25-lecia demokracji w Polsce pt.:  ”Wolności… oddać nie umiem” . W związku z tym zorganizowano koncert, w którym młode wokalistki śpiewały piosenki znanych polskich grup muzycznych z 80 lat oraz mój ulubiony punkt wieczoru spektakl.  W spektaklu młodzi aktorzy przedstawili pantomimę opartą na postaciach z bajek Stanisława Lema i muzyki Grzegorza Ciechowskiego oraz twórczości zespołu Republika. Historia, którą przedstawili chwyciła mnie bardzo za serce, wzbudziła wielki podziw i oddanie. Byłam oniemiała tym co rozgrywało się przede mną. Zaczarowali mnie swoją grą aktorską choć nie profesjonalną, ale naprawdę na bardzo dobrym poziomie. Genialna muzyka oraz świetnie napisany scenariusz przyprawił mnie nawet o gęsią skórkę.

Uwierzcie mi warto chodzić na takiego rodzaju przedstawienia. Gorąco was do tego zachęcam. Abyście mogli zobaczyć, choć fragmenty tego co ja zobaczyłam, łapcie wideo.

PS: Pragnę pozdrowić moją koleżankę, która była jedną z aktorek. Gdyby nie ty, nie było by mnie tam ;)

YouTube Preview Image YouTube Preview Image YouTube Preview Image

„Dama i śmierć”

Hej kochani;)

Minęło już sporo czasu od mojego ostatniego wpisu, ale byłam zbyt pochłonięta przygotowywaniem się do konkursu i..i.. i do dyskusji. Tak dobrze czytacie do dyskusji! Przyznam początkowo było bardzo stresująco nawet przed kolegami z klasy, ale później jak się rozkręciliśmy to było już super.  Najwspanialszą rzecz jaką usłyszałam tego dnia już pomimo oklasków, było to, iż niektórzy uważali, że nadaję się na nauczycielkę. Ja? Nauczycielkę! Choć wydaje się to sprzeczne z moją naturą to jednak zrobiło mi się ciepło na sercu jak to usłyszałam i to, żebym zorganizowała kolejne spotkanie. W związku z tym łapcie kilka zdjęć z tego cudownego dnia.

DSC06801 DSC06802

DSC06803

 

DSC06805

 

Bym zapomniała. Łapcie jeszcze film, który oglądaliśmy. Jest naprawdę uroczy. Mam nadzieję, ze spodoba wam się tak samo jak nam;)

„Rany boleści”

Witajcie kochani :)

Wytrzymaliście te okropne upały?

Ja osobiście lubię ciepło prawie jak większość nas wszystkich, ale oczywiście z umiarem:)

Niestety jest mi bardzo smutno, ponieważ w tym miesiącu skończyły mi się sezony prawie wszystkich seriali, które oglądam ;( Jedynym pocieszeniem jest to, iż w zamian jeden w końcu niedługo powita mnie z 4 sezonem nowych przygód.

Hmm.. kolejnym utrapieniem jest szkoła. A jakby nie inaczej. Poprawy, odpytywanie i kolejne sprawdziany oraz kartkówki nie dają mi się zrelaksować, a przecież jest tak pięknie na dworze, a ja z książką w ręku siedzę i zakuwam kolejne słówka. Też tak macie?

Aby podtrzymać Was na duchu i zjednoczyć się w bólu ^^ dedykuje Wam mój autorski wiersz. Powodzenia :)

Rany boleści

Stoją na trawie w czerń oblekłe wrony,

kraczą nad ciałem zmarłej mej żony,

pieśni miłości gorzkiej mej prawdy.

Marny to widok nie powiem wielce,

widok kobiety ściska me serce.

Dama w bezradzie kona na połani,

a ja w niebogłosy krzyczę do mej Pani.

Miłość nieczysta winą nam skaraną,

gdyż co wbrew Bogu, wbrew wszystkiemu raną.

Trzymajcie się ;)

YouTube Preview Image

 

***

Hej:)

Co u was słychać w ten pięknym przypuśćmy w każdym zakątku świata majowym dniu?

U mnie.. cóż, trochę popisałam i teraz mam ochotę wybrać się na przejażdżkę rowerową, w końcu mamy sobotę, nie ma co siedzieć w domu i  kisić się przed komputerem, albo telewizorem. Zachęcam wszystkich do działania, a nie do leniuchowania ^^

Dziś w ramach również małego bonusu oraz zadania przedstawię wam mój jeden z wielu ulubionych teledysków, który jest swojego rodzaju moim mottem, dewizą jeśli można to tak ująć i inspiracją. To teledysk Birdy osiemnastoletniej angielskiej wokalistki kryjącej się za tym pseudonimem artystycznym pt.: People Help The People zyskał moje uznanie. Teledysk wyreżyserowany przez Adama Powella, który jest tłem dla fantastycznej piosenki ukazuje nas samych –  ludzi, w codziennym życiu. Zmagających się z rzeczywistością, smutnych, wesołych, różnego pochodzenia, wieku, zamożnych czy biednych sprawiając iż na własne oczy możemy zobaczyć, że pomimo tych wszystkich różnic jakie nas pozornie wyróżniają  jesteśmy tacy sami mamy dwie nogi, ręce, rozum i przypominają przynajmniej mi, że powinniśmy być tolerancyjni, pomagać innym, bo ta nasza okazana pomoc w przyszłości może przydać się nawet i nam. Łapcie teledysk i oceńcie czy zgadzacie się również ze mną.

YouTube Preview Image

Może wy również macie jakieś ulubione teledyski i chcecie się ze mną nimi podzielić? Z przyjemnością je obejrzę ;)

Trzymajcie się ;)

Wrr.. internet

Witajcie kochani ;)

Wybaczcie za moją długą nieobecność, ale niestety problemy z internetem ;/

Na szczęście wszystko jest już w porządku i mogę się z wami w końcu podzielić małą namiastką mojego życia:) Nie martwcie się nie będzie wiać nudą. Na początku ogromne podziękowania maturzystom za to, że dzięki maturom mam luźne lekcje w szkole i liczne zwolnienia ^^ Oczywiście trzymam za was kciuki ;)

Niestety u mnie teraz pogoda płata figle i mam ku temu pewną obawę, gdyż nie mogę przez to odsunąć się ani o krok od parasolki, ale za to rześkie  powietrze i ta głęboka, piękna zieleń ( na moje szczęście zielony to mój ulubiony kolor) sprawia, że wybaczam matce naturze te nieznośne czasami krople deszczu ;)

Aby zrekompensować wam długo oczekiwany wpis mam zaszczyt podzielić się z wami moim najnowszym opowiadaniem, z którego pragnę stworzyć powieść i być może umilić wam choć troszeczkę te kilka minut przed wami;)

PS. Nie mam jeszcze tytułu gdyż praca jeszcze wre, ale jak na razie to nie jest najważniejsze :)

***

 Niebo pociemniało, pozostawiając słabo widoczne światło w miejscu, gdzie powinno znajdować się teraz słońce. Przyroda zamarła. Odgłosy ucichły. Jestem tu tylko ja i ktoś jeszcze. Jakaś postać lub zwierze. Trudno stwierdzić jednoznacznie, lecz wiem, że ktoś tu jest i przygląda mi się teraz uważnie. Taksuje mnie kawałek po kawałku analizując przy tym każdą część mojego ciała na swój sposób. Nie drgnęłam, ani przez chwilę, zastygłam jak gorący wosk przelewany przez klucze w święto św. Andrzeja. Kiedy nagle stwór wyprostował się i zrobił krok w moją stronę. Spanikowałam. Odwróciłam się na pięcie i pędem pognałam przed siebie. Przedzierałam się przez krzewy raniąc przy tym swoje ciało o ich ciernie.  Potwór gonił mnie nieustannie. Czułam jak stawia kroki, jego oddech… Zauważyłam jaskinię. Nie mogłam przeoczyć takiej okazji, a dodatkowo przeszywający ból na ramionach utwierdził mnie w przekonaniu, że to jedyna deska ratunku. Cupnęłam za wielkimi kamieniami i kiedy myślałam, że już po wszystkim, stało się to czego najbardziej się obawiałam… Zaczęłam krzyczeć…

- Aaaa..!Uff.. – to był tylko zły sen. Obudziłam się w swojej izbie. Było dość ciemno co oznaczało, że obudziłam się w środku nocy . To był tylko zły sen powtarzałam w myślach, by wyrównać swój oddech. Instynktownie spojrzałam na ręce, były zdrowe bez jakiegokolwiek zadrapania, ale sen wydawał się być nadzwyczaj realistyczny. Byłam tam, stałam, uciekałam i… i.. i właściwie co? Pamiętam, że przed czymś uciekałam i skryłam się w jaskini i że widziałam to coś, ale nie pamiętam co. Amnezja. To nie możliwe, że tak szybko umknęła mi końcówka mojego snu. Dziwne, ale jestem tak zmęczona, że dalsze kontemplacje nie mają sensu, gdyż moje oczy same zamykają mi się do snu. Po paru minutach znowu odpłynęłam. Tym razem nie przyśniło mi się nic, co sprawiło, że reszta snu przemknęła mi w niecałe 10 min, chociaż spałam ponad 6 godz.

            Rozciągnęłam się ospale na łóżku i ziewając zsunęłam się na ziemię. Odsłoniłam zasłony i z uśmiechem przywitałam nowy dzień. Promienie słoneczne miło połechtały mnie po policzkach po czym w wyśmienitym nastroju udałam się do toalety.

           Po 30 min byłam już gotowa do codziennej pacy. Rodziców straciłam w wieku 3 lat wiec odpowiedzialność za moje wychowanie przejęła moja ciotka – Sofia. Rodziców dokładnie nie pamiętam. Z tego co opowiadała mi moja cioteczka musieli ciężko pracować na to, by mnie wyżywić więc wyjechali do pracy poza granicę Eufros, gdzie mieli wypadek i zmarli. Przyznam trudno było mi się pogodzić z ich śmiercią, ale Sofia starała mi się to wszystko jakoś wynagrodzić. Stała się moją przyjaciółką, a nawet matką, którą straciłam w tak młodym wieku. Choć z początku nie odstępowała mnie, ani na krok co było bardzo uciążliwe to z czasem jak już dorastałam doszłam do wniosku, że może faktycznie Sofia uważa mnie za swą córkę i dlatego jest, aż tak zanadto opiekuńcza. Stała się swojego rodzaju moim stróżem.     

- Witaj Sofio. – zagadnęłam wchodząc do kuchni.

- Dzień dobry dziecko. Jak ci się dzisiaj spało? – zapytała krzątając się po kuchni jak zawsze ciepłym, aksamitnym głosem, a ja usiadłam przy zastawionym już stole.

- Cóż miałam zły sen, ale szybko o nim zapomniałam. – o dziwo to prawda. Pamiętam, że o czymś śniłam, ale nie pamiętam o czym. W głowie miałam chaos. Przypominałam sobie obrazy wyrwane z kontekstu, nie spójne, nie logiczne, chociaż nie.. jedyne co na pewno pamiętam to, to iż byłam w jaskini.

- Mam nadzieję, że to nie był proroczy sen. – odparła mimo chodem co sprawiało, że do końca nie wiedziałam czy akurat żartuje czy mówi prawdę. Dość często tak się zachowywała, ale przecież to starsza kobieta z przeszłością, która w swoim życiu nie jedno już widziała.

- Skądże na pewno nie. To tylko sen. Wytwór wyobraźni. – spojrzałam na jej zamyśloną twarz.

- No dobrze, już dobrze. Jedz, żebyś miała dużo siły na dziś dzień, gdyż pracy nie mało. – ożywiła się nagle jakby chciała coś ukryć. 

- Sofio o nic się nie martw, dam sobie radę. – uśmiechnęłam się promiennie, gdyż od samego dzieciństwa przygotowywano mnie do pracy w polu i uporałam się już z bólami i obtarciami jakie towarzyszą każdemu wieśniakowi po ciężkiej pracy na roli. Nasza wioska jest dość mała, zaledwie kilka chat, chlewów, zagród chociaż otwarta jest na innych mieszkańców. Mieści się u podnóża gór Erthis,  z których wycieka nasze jedyne pragnienie – strumyk, który doprowadza wodę do jedynej w Eufros studni. Ludzie zamieszkujący te tereny to zwykli wieśniacy, którzy ledwo utrzymują się z uprawy roli i hodowli trzody czy bydła. Nie wadzimy nikomu. Żyjemy życiem trudnym, ale własnym. Co prawda obawiamy się napaści grabieżnych, ale na szczęście jest ich nie wiele odkąd panuje król Darnus (…)

I jak? Podobało wam się? Macie jakieś spostrzeżenia? Z chęcią posłucham. To jedynie namiastka tego co praktycznie w połowie już stworzyłam. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę miała szansę się z wami podzielić już skończoną wersją :)

Trzymajcie się *.*

Ściskam :)