I

 

            Niebo pociemniało, pozostawiając słabo widoczne światło w miejscu, gdzie powinno znajdować się teraz słońce. Przyroda zamarła. Odgłosy ucichły. Jestem tu tylko ja i ktoś jeszcze. Jakaś postać lub zwierze. Trudno stwierdzić jednoznacznie, lecz wiem, że ktoś tu jest i przygląda mi się teraz uważnie. Taksuje mnie kawałek po kawałku analizując przy tym każdą część mojego ciała na swój sposób. Nie drgnęłam, ani przez chwilę, zastygłam jak gorący wosk przelewany przez klucze w święto św. Andrzeja. Kiedy nagle stwór wyprostował się i zrobił krok w moją stronę. Spanikowałam. Odwróciłam się na pięcie i pędem pognałam przed siebie. Przedzierałam się przez krzewy raniąc przy tym swoje ciało o ich ciernie.  Potwór gonił mnie nieustannie. Czułam jak stawia kroki, jego oddech… Zauważyłam jaskinię. Nie mogłam przeoczyć takiej okazji, moje ramiona niemiłosiernie pulsowały od bólu, musiałam się schować. To była moja ostatnia deska ratunku. Cupnęłam za wielkimi kamieniami i kiedy myślałam, że już po wszystkim, stało się to czego najbardziej się obawiałam… Zaczęłam krzyczeć…

    – Aaaa..! – rozejrzałam się energicznie wkoło. – Uff.. – to był tylko zły sen. Obudziłam się w swojej izbie. Było dość ciemno co oznaczało, że obudziłam się w środku nocy . To był tylko zły sen, to był tylko zły sen.. powtarzałam w myślach, by wyrównać swój oddech. Instynktownie spojrzałam na ramiona, były zdrowe bez jakiegokolwiek zadrapania, ale sen wydawał się nadzwyczaj realistyczny. Byłam tam, stałam, uciekałam i… i.. i właściwie co? Pamiętam, że przed czymś uciekałam i skryłam się w jaskini i że widziałam to coś, ale nie pamiętam co. Amnezja. To nie możliwe, że tak szybko umknęła mi końcówka mojego snu. Dziwne, ale jestem tak zmęczona, że dalsze kontemplacje nie mają teraz jakiegokolwiek sensu, gdyż moje oczy wręcz same zamykają mi się do snu.

                Po paru minutach znowu odpłynęłam. Tym razem nie przyśniło mi się nic, co sprawiło, że reszta snu przemknęła mi w niecałe 10 min, chociaż spałam ponad 6 godz.

                Rozciągnęłam się ospale na łóżku i ziewając zsunęłam się na ziemię. Odsłoniłam zasłony i z uśmiechem przywitałam nowy dzień. Promienie słoneczne miło połechtały mnie po policzkach po czym w wyśmienitym nastroju udałam się do toalety.

                Po 30 min byłam już gotowa do codziennej pacy. Rodziców straciłam w wieku 3 lat więc odpowiedzialność za moje wychowanie przejęła moja ciotka – Sofia. Rodziców dokładnie nie pamiętam. Z tego co opowiadała mi moja cioteczka musieli ciężko pracować na to, by mnie wyżywić więc wyjechali do pracy poza granicę Eufros, gdzie mieli wypadek i zmarli. Przyznam trudno było mi się pogodzić z ich śmiercią, ale Sofia starała mi się to wszystko jakoś wynagrodzić. Stała się moją przyjaciółką, a nawet matką, którą straciłam w tak młodym wieku. Choć z początku nie odstępowała mnie, ani na krok co było bardzo uciążliwe to z czasem jak już dorastałam to się nieco zmieniło. Doszłam do wniosku, że może faktycznie Sofia uważa mnie za swoją córkę i dlatego jest, aż tak zanadto opiekuńcza. Stała się swojego rodzaju moim stróżem.     

    – Witaj Sofio. – zagadnęłam wchodząc do kuchni.

    – Dzień dobry dziecko. Jak ci się dzisiaj spało? – zapytała krzątając się po kuchni jak zawsze ciepłym, aksamitnym głosem, a ja usiadłam przy zastawionym już stole.

    – Cóż miałam zły sen, ale szybko o nim zapomniałam. – o dziwo to prawda. Pamiętam, że o czymś śniłam, ale nie pamiętam o czym. W głowie miałam chaos. Przypominałam sobie obrazy wyrwane z kontekstu, nie spójne, nie logiczne, chociaż nie.. jedyne co na pewno pamiętam to, to iż byłam w jaskini.

    – Mam nadzieję, że to nie był proroczy sen. – odparła mimo chodem co sprawiało, że do końca nie wiedziałam czy akurat żartuje czy mówi prawdę. Dość często tak się zachowywała, ale usprawiedliwiałam to jej wiekiem, w końcu to starsza kobieta z przeszłością, która w swoim życiu nie jedno już widziała.

    – Skądże na pewno nie. To tylko sen. Wytwór wyobraźni. – spojrzałam na jej zamyśloną twarz.

    – No dobrze, już dobrze. Jedz, żebyś miała dużo siły na dziś dzień, gdyż pracy nie mało. – ożywiła się nagle jakby chciała coś ukryć.

    – Sofio o nic się nie martw, dam sobie radę. – uśmiechnęłam się promiennie, gdyż od samego dzieciństwa przygotowywano mnie do pracy w polu i uporałam się już z bólami i obtarciami jakie towarzyszą każdemu wieśniakowi po ciężkiej pracy na roli. Nasza wioska jest dość mała, zaledwie kilka chat, chlewów, zagród chociaż otwarta jest na innych mieszkańców. Mieści się u podnóża gór Erthis znajdujących się na północnym – zachodzie Zielonego Wybrzeża, z których wycieka nasze jedyne pragnienie – strumyk, który doprowadza wodę do jedynej w Eufros studni. Ludzie zamieszkujący te tereny to zwykli wieśniacy, którzy ledwo utrzymują się z uprawy roli i hodowli trzody czy bydła. Nie wadzimy nikomu. Żyjemy życiem trudnym, ale własnym. Co prawda obawiamy się napaści grabieżnych, ale na szczęście jest ich nie wiele odkąd panuje król Darnus III. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge