Serdecznie polecam wszystkim zmęczonym Cyfrowa Szkoła
W chwili natchnienia taki oto wiersz na temat Cyfrowej Szkoły napisała moja koleżanka – nauczycielka języka angielskiego
Ku pokrzepieniu serc(a)

Przez śniegi i mrozy , przez bagna, kałuże zasuwa do domu coś małe, choć duże.

I taska ze sobą torbisko opasłe, gdy spytasz „czyje to?” odpowie „me własne!”.

Zapytasz „a komuż?”, „ludziskom” – odpowie – „kaganek oświaty im niesę – na zdrowie.

Kaganek kultury, dostatku zaczątek i szczęścia namiastkę na dobry początek.

By sobie ludziska to upodobały i w globalny wiosce znaleźć się umiały.

I po Internecie se poserfowały, w wirtualnym świecie cudeńka poznały.

By myszką przeciągły od lewy do prawy, troszku dla roboty, więcy dla zabawy

I by ciut liznęły laptopa, notbuka, żeby se wiedziały gdzie się czego szuka.

By jeden drugiemu przekazać umiały, jak jakom zaraze, co same doznały.

Ale nie cholere, ale nie gangrene , lecz dobre praktyki, jakby miały wene.”

A kto to tak idzie i dźwiga te dary, coby dać rozkoszy i szczęścia bez miary?

Coby optymizmem zarazić narody i dać do chłeptania, jako żywej wody?

Czy to jaki agent, co ludzi tarmosi, a może listonosz co rente roznosi.

Albo akwizytor do bólu wytrwały, choć go jeden z drugim za drzwi wykopały?

Tak, pewnie to sąsiad z bloku, rozpędzony, gna do spożywczaka, bo wielce spragniony.

Nie daj Boże – bieda dźwiga zamiast wora torbe z nieszczęściami, jako ta Pandora.

A może podatnik zasuwa z PITami, co je był wypełnił drżącymi rękami.

To komornik pewnie, co z decyzją śpieszy, którą lokatorów raczej nie ucieszy.

Może donosiciel czai się pod blokiem i wszystko świdruje przenikliwym wzrokiem.

Albo dzielnicowy, jak zwykle służebny, tam się pokazuje gdzie nie jest potrzebny.

Chyba że polityk, co przed wyborami durnych ludzi karmi ulotek stertami,

I naiwnie myśli: „Tym razem się uda, zgłodniali uwierzą – lubią wierzyć w cuda”.

Może weterynarz pierwszą pomoc niesie, bo pies wuja Zdzicha we wnyki wlazł w lesie.

Nie, on jest ciut wyższy, to nie on być może, wszak we drzwiach się schylał w Mietkowej oborze.

Albo ten robotnik z fabryki miejscowej, jedną trzecią niesie ze średniej krajowej,

By owoc swej ciężkiej miesięcznej krwawicy wręczyć ze łzą w oku swojej połowicy.

Lub kura domowa biegnie wcześnie rano (ten gatunek ptactwa tak kiedyś nazwano),

Chce zdążyć, próbuje powstrzymać emocje, na mięso mielone w Biedronce promocje,

A potem piekarnia – usłyszała wieści, że dziś dwa bochenki po złotych trzydzieści.

Choćbyś przyjacielu miał boleści dostać, nigdy nie odgadniesz co to jest za postać!

To nie żaden burmistrz, ani dzielnicowy, ani nawet agent ubezpieczeniowy.

To nasza Justynka niesie moduł nowy, bo znowu dostała ze Szkoły Cyfrowy

Renata Rutkowska