Na festiwalu filmowym…

Nasza przygoda z Gdyńskim Festiwalem Filmowym zaczęła się już od samego rana,

pokazem filmu Agnieszki Holland pt. „Gorejący Krzew”. Uczestniczyliśmy w nim nie tylko my, lecz cała nasza klasa. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserką. Mieliśmy okazję samemu zadawać pytania. Dowiedzieliśmy się jakie sceny były prawdziwe, a jakie fikcyjne. Był to dla nas bardzo przyjemnie spędzony czas. Na szczęście to nie koniec naszej przygody.
Gdy już wyszliśmy z kina, mogliśmy iść do domu. Nasi znajomi tak właśnie zrobili, lecz czy dla miłośników filmu cała masa atrakcji miała się skończyć tylko na jednej? – Nie, dla tego postanowiliśmy wykorzystać, to że GFF znajduje się praktycznie pod naszym nosem  i wolny czas zagospodarować na pożyteczne sprawy.
Najpierw udaliśmy się na kolejne spotkanie z reżyserką, tym razem filmu „Bejbi blues” – Katarzyną Rosłaniec. Nie mogliśmy dłużej zostać, lecz nie mamy powodów do smutku. W tym samym czasie odbywała się publiczna rozmowa z Krystyną Jandą, co uznaliśmy za ciekawszą atrakcję. Nie żałujemy wyboru, ponieważ słowa pani Krystyny, wzbudziły w nas potrzebę dogłębnej interpretacji filmu. Wyjaśniła jak powinniśmy odbierać film, i po prostu jak go oglądać, żeby nie patrzeć, lecz widzieć.
Po refleksji nad wypowiedzią aktorki, udając się do wyjścia mieliśmy okazję obserwowania nietypowego  zjawiska. Bardzo znany i szanowany aktor – Wiktor Zborowski pokazał wszystkim, że ma świetne poczucie humoru i ogromny dystans do siebie, jako osoby publicznej. W bardzo śmieszny sposób pozował do zdjęć dziennikarzom. Przy niektórych swoich znajomych „ z branży” , którzy zasłaniali się czym tylko mogli, żeby przypadkiem nikt im nie zrobił zdjęcia, wypadł najlepiej. Udowodnił, że ma świetny kontakt z praktycznie każdym.

Kolejnym udanym etapem w naszej przygodzie, okazał się Teatr Muzyczny. Co chwilkę przechadzał się tam jakiś aktor bądź aktorka. Tyle zdjęć ile wtedy zrobiliśmy sobie z wszystkimi sławnymi osobami, nie robiliśmy łącznie przez kilka miesięcy. Najciekawsze postacie to m.in.: Andrzej Chyra, Olga Frycz, Janusz Chabor, Ewa Ziętek. Nasza radość po prostu jest nie do opisania. Możliwość przeżycia takiego czegoś, jako zwykła, szara młodzież jest po prostu cudowna.

Zbliżało się kolejna publiczna rozmowa z aktorką. Tym razem była to p. Grażyna Szapołowska. Bardzo barwna i sympatyczna osoba. Z pozoru wydawać się może, że jest bardzo zarozumiała, lecz to tylko pierwsze odczucia. Również podzieliła się swoim zdaniem na temat filmu, które stworzyło nam całość z wypowiedzą p. Jandy. Po rozmowie poprosiliśmy ją o zdjęcie. Choć na początku nie chciała się zgodzić, udało nam się ją namówić. Gdy już pozowaliśmy do fotografii, stresowani z radości i emocji, p. Szapołowska zaczęła z nami rozmawiać. Poprosiła nawet swojego partnera, aby też jej zrobił na pamiątkę zdjęcie z nami. Po raz kolejny cieszyliśmy się bardziej niż kiedykolwiek, myśląc, że mocniej się nie da.
Ostatnia, najbardziej emocjonująca i zapadająca w pamięci część naszej przygody zdarzyła się wieczorem. W oczekiwaniu na kolejne gwiazdy festiwalu, tuż przed ceremonią wręczenia nagród, wydawać by się mogło, że nic nowego się nie przydarzy. Co jakiś czas przejdzie sobie aktor/aktorka, my poprosimy o zdjęcie, a potem dalej będziemy czekać. Lecz wtedy los nam sprzyjał. Sam nas pchał w stronę tych osób, gdzie nie poszliśmy spotykaliśmy kogoś takiego. Tym razem również szczęście nas nie opuściło, wręcz przeciwnie obdarowało nas potrójną porcją. Spotkaliśmy kolejnego aktora, tym razem młodego. (lecz nie w tym nam los dopisał) Rozmawiając z nim, nie świadomie weszliśmy do środka strzeżonego hotelu, w którym przebywali wszyscy goście GFF. Był to dla nas raj na Ziemi. Na zewnątrz budynku tłum fanów i obserwatorów, przed wejściami pełno ochroniarzy, a w środku masa aktorów i MY. Nie wątpliwie, była to najlepsza chwila w naszym życiu. Czuliśmy się bardzo ważni, docenieni i przede wszystkim odważni. Choć oni żyją w zupełnie innym świecie, przez chwilę mogliśmy poczuć się jakbyśmy tam byli. Nie wiedzieliśmy, w którym stać miejscu, ponieważ wszędzie działo się coś fajnego. Trafiliśmy na mini bankiet przed rozdaniem nagród. Nie myśleliśmy o niczym innym, tylko o tym co działo się teraz. Moglibyśmy być tam zawsze. To cudowne uczucie jest nie do opisania żadnymi słowami. To wydarzenie inspirować może nas teraz do czego tylko chcemy. Jeśli takie uczucie ma nam towarzyszyć w pewnych momentach życia, musimy wiele przeszkód pokonać. Jeśli będziemy na to ciężko pracować, druga strona lustra, okaże się bliższa niż  może  się wydawać. Nasza przygoda zakończyła się jak wszyscy aktorzy przeszli przez czerwony dywan prosto do Teatru Muzycznego.
Dopiero po powrocie do domu uświadomiliśmy sobie jaka piękna przygoda nas spotkała i jak wielkie mieliśmy szczęście.

One thought on “Na festiwalu filmowym…

  1. No no… rzeczywiście, niezłe mieliście przygody. Opis zaś wypadł zabawnie i jest nawet wciągający!
    Przyznam jednak, że wolałbym dowiedzieć się nieco więcej na temat tego, co panie Holland czy Janda miały do powiedzenia, a nie z kim zrobiliście sobie zdjęcia, ale rozumiem – każdy ma inne priorytety.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge