Stadion Śląski 9 lipca 2018

Po kilku godzinach snu, poprzedzonych dzieleniem się wrażeniami z niedzielnego koncertu na Narodowym, siedziałem już za kierownicą mojej „Czarnej Błyskawicy” i pomykałem kultową „Gierkówką” na Śląsk, gdzie zaplanowałem drugi dzień tourne po polskich stadionach. Na chorzowskim Stadionie Śląskim zwanym także „Kotłem Czarownic”, który był areną historycznych występów piłkarskiej reprezentacji Polski oraz naszych wspaniałych żużlowców, w poniedziałek odbył się koncert jednej z legend hard rocka, amerykańskiej grupy Guns N’ Roses.

Guns N' Roses logo

Z uwagi na małą ilość snu, sporą odległość, którą miałem do pokonania oraz brak miejsc hotelowych w promieniu 50 kilometrów od Chorzowa świadomie odpuściłem sobie dwa supporty przed gwoździem programu. Na parking dotarłem około 19,00 i czym prędzej udałem się na stadion.

1

Dojeżdżając na miejsce przez otwarte okno upewniłem się, że zdążyłem

2

Jeszcze selfie z synem przed tunelem na płytę i zaczynamy zabawę :)

Po kilkunastu minutach oczekiwania, które wykorzystałem na zlokalizowanie i spotkanie się ze znajomymi, ruszyłem w kierunku sceny. Nie było to łatwe zadanie, gdyż spragniony dobrej muzyki tłum szczelnie wypełnił obydwa sektory na płycie boiska. Dotarłem, gdzie mogłem i oczekiwałem na rozpoczęcie koncertu. Ku mojemu zdziwieniu rozpoczęło się dość wcześnie, kiedy słońce oświetlało jeszcze stadion.

3

Sygnałem do rozpoczęcia zabawy było pojawienie się na ogromnych telebimach czołgu, który prąc do przodu niszczył wszystko co spotkał na swojej drodze.

4

Po takim wstępie obudził się we mnie stary instynkt rockmana, zdjąłem czapeczkę, rozpuściłem włosy i oddałem się szaleństwu w rytmie „It’s So Easy„.

5

Później hity zespołu leciały jeden za drugim. Chyba jako czwarty w kolejności był „Welcome To The Jungle” podczas którego ktoś z publiczności cisnął na scenę szalik reprezentacji Polski. Szkoda, że takiego kibica jak Axl Rose pozyskaliśmy dopiero teraz, kiedy nasza reprezentacja może oglądać Mundial jedynie w telewizji :)

6

Skoro nie dane jest nam śledzenie występów naszych na stadionach Rosji, to przynajmniej mamy gwiazdy rocka na rodzimych, równie pięknych obiektach. Z satysfakcją stwierdzam, że to godne zastępstwo. „Gunsi” dali czadu na Śląskim. Do wokalnej formy Axla dostosowali się jego koledzy i … koleżanka z zespołu.

7

Melissa Reese oprócz gry na klawiszach wspierała Axla wokalnie

8

Slash „szył” na gitarze jak za dawnych dobrych czasów

11

Duff McKagan oprócz gry na basie jak zwykle zaśpiewał kilka utworów podczas których Axl zmieniał swoje kapelusze :)

Perkusista Guns N' Roses 1

          Frank Ferrer walił po garach aż miło :D                Foto: https://gunsnroses.com.pl/forum/news-20/sto-lat-frank!-15193/

12

Izzy Stradlin znakomicie dotrzymywał kroku Slashowi i…

12a

prowadził z nim fantastyczne pojedynki i dialogi gitarowe :)

9

Axl Rose okazał się także zdolnym pianistą :-o

13

Publiczność szalała z zachwytu

14

Kolejne próby zejścia muzyków ze sceny i pożegnania się z widownią kończyły się fiaskiem. Żywiołowa publiczność domagała się ciągle bisów i ku powszechnej radości doczekiwała się ich. Wszystko ma jednak swój początek i koniec. Finał musiał nastąpić. Kiedy wybrzmiewały ostatnie takty „Paradise City” scena rozświetliła się niczym „Żyleta” przy Łazienkowskiej w Warszawie :D :P :) . Po ponad 3 godzinach i 30 minutach koncert dobiegł końca. Byłem na wielu koncertach zespołów z absolutnego światowego topu, ale takiej porcji muzyki w wykonaniu jednego z nich jeszcze nie zaznałem. Zazwyczaj tyle trwa koncert gwiazdy razem z supportem. Oprócz długości koncertu moje oczekiwania przeszedł repertuar. Wśród swoich sztandarowych hitów zespół zagrał także kilka coverów innych, znanych wykonawców. Nie mogło oczywiście zabraknąć „Knockin’ on Heaven’s Door” Boba Dylana, ale „Wish You Were Here” z reprertuaru Pink Floyd czy „Whole Lotta Rosie” AC/DC, to była dla mnie miłe niespodzianki. Zatkało mnie niemal gdy w trakcie solo Slasha rozpoznałem ścieżkę dźwiękową z filmu „Ojciec chrzestny„. Ten powszechnie znany motyw muzyczny zgrabnie przeszedł w „Sweet Child O’ Mine„. Tego typu niespodzianek było podczas tego koncertu na pęczki. Podobno zespół wróci do Polski w 2019 roku.

15

Po poniedziałkowej uczcie dla oczu i uszu nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie wtedy zabraknąć. Wam też sugeruję odłożenie paru złotych i kupno biletu. Nie będziecie żałować.

Opisałem wam swoje wakacyjne przygody na polskich stadionach, teraz czekam na rewanż z waszej strony. Chętnie zamieszczę. Życząc miłego wypoczynku wakacyjnego pozdrawiam serdecznie.

Piotr Nizioł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge