PGE Narodowy 8 lipca 2018

Zespołu The Rolling Stones przedstawiać chyba nie muszę. Może muzyki nie kojarzycie, ale nazwę z pewnością słyszał każdy. Jeżeli jest inaczej, to powiem, że jestem w głębokim szoku. To tak jakbym ja nie słyszał o Justinie Bieberze :)

logo

W zasadzie wszystko co mógłbym napisać o tym legendarnym zespole powinno zrobić na was przeogromne wrażenie. Poczynając od tego, że zespół powstał w 1962 roku i nieprzerwanie występuje do dzisiaj. Poprzez to, że pierwszy koncert w Polsce, a właściwie dwa, Stones’i zagrali 13 marca 1967 roku czyli ponad 51 lat temu. Byłem wprawdzie wtedy na świecie, ale jedyną melodię której słuchałem to było coś w rodzaju „a, a, a kotki dwa, szaro – bure obydwa…” :) i nie mogłem być na tym wyjątkowym wydarzeniu. Tamte koncerty odbyły się w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina  w Warszawie, która mieści ok. 800 osób, a do uczestnictwa w tych dwóch koncertach przyznaje się niemal tyle osób co uczestniczyło w niedzielnym koncercie na Narodowym :D :D :D O tamtych koncertach jest jeszcze mnóstwo innych ciekawych przekazów. O części z nich możecie przeczytać klikając w poniższy link.

https://www.polskieradio.pl/6/8/Artykul/350779,Fakty-i-mity-o-warszawskim-koncercie-The-Rolling-Stones-z-1967-roku

Niedzielny koncert był piątym w historii występów Stones’ów w Polsce. Pomyślałem sobie, że z uwagi na upływający czas i częstotliwość występów zespołu w naszym kraju, warto będzie się wybrać na to wyjątkowe wydarzenie. Może jak przyjadą kolejny raz, to będę za stary, żeby wyruszyć w podróż do Warszawy lub innego równie odległego miasta :P Bo o to, że zespół będzie jeszcze w stanie zagrać jestem spokojny. Oni są niezniszczalni i wiecznie żywi niczym Lenin, Presley i Jackson razem wzięci. Zasiadłem więc do kompa w dniu 1 marca b.r. o godz. 10,30 i co chwila klikałem, żeby złożyć zamówienie. Udało się o godzinie 10,51 !!! Od tamtej pory odliczałem dni trzymając kciuki, żeby nie wydarzyło się coś takiego jak w 2006 roku, kiedy Keith Richards podczas wypoczynku na wyspie Fidżi spadł z palmy :) i musiał przejść operację. Planowany koncert … odwołano. Tym razem wszystko poszło jak trzeba i w niedzielę pojechałem do Warszawy.

1

Wyposażony w czarne polo z jęzorem :P ruszyłem na Narodowy

0a

Żeby mój syn nie miał takich dylematów jak ja, to zadbałem też o bilet dla niego

Oczekiwanie na koncert gwiazdy wieczoru wypełnił trębacz i puzonista Trombone Shorty z zespołem Orleans Avenue. Przed jego występem nie znałem człowieka, natomiast po zakończeniu koncertu moje skojarzenia „dęciaków” z hejnałem mariackim, widowiskami cyrkowymi czy z pochodami pierwszomajowymi skończyły się chyba na zawsze. Zespół żywiołowo grał muzykę jazzową, funk, pop, hip – hop a nawet rap. Nie sądziłem, że trąbka i puzon pasuje do tych wszystkich gatunków. A jednak można :D

4

Po prawie godzinnej rozgrzewce publiczności przez gości z Ameryki na scenie pojawiła się ekipa techniczna, która zajęła się przygotowaniem sceny dla gwiazdy wieczoru. W pewnym momencie zgasły światła, na czterech olbrzymich telebimach pojawiły się charakterystyczne usta z wywalonym jęzorem :P a z głośników ogromnej mocy konferansjer wykrzyczał „Ladies and gentlemen – The Rolling Sones !!! i się zaczęło…

5

Kiedy zabrzmiały pierwsze  takty „Street Fighting Man” tłum na płycie stadionu i na trybunach zafalował, a gdy zaczął śpiewać Mick Jagger, to zapanowało istne szaleństwo, które trwało przez bite dwie godziny.

5a

Były uniesione w górę ramiona, rytmiczne podskoki, fruwające marynary, a nawet lądujące na scenie elementy damskiej bielizny :-o . Zupełnie jak na archiwalnych zapisach koncertów z lat 60 – tych. Mogę tylko  żałować, że nie udało mi się nabyć biletów na płytę. Wszystkie sprzedały się w kilka minut.

Ja

Z trybun miałem natomiast pogląd na całą scenę i dobrą słyszalność. Akustyka ponoć nie jest mocną stroną naszego reprezentacyjnego stadionu, ale inżynierowie dźwięku stanęli na wysokości zadania i nie miałem problemów z rozpoznawaniem kolejnych utworów czy ze zrozumieniem tego co mówił frontman zespołu, a trzeba przyznać, że w tym zakresie przygotował się on znakomicie. Pamiętam pielgrzymkę Benedykta XVI i jego wypowiedzi w języku polskim jak nas wita i z czego błogosławi :D . Mick Jagger okazał się zdolniejszym poliglotą. Pomiędzy kolejnymi przebojami zawsze powiedział coś miłego w naszym ojczystym języku: „Jak leci Warszawa?”, „To jest nasz piąty koncert w Polska”, „Polska to piękny kraj” i wiele innych. Aplauz wywołał mówiąc, „Jestem za stary, żeby być sędzią, ale jestem wystarczająco młody, by śpiewać” czy przedstawiając swoich kolegów:

6

„Król pierogów - Ron Wood !!!

7

gitara i śpiew - Keith Richards !!!

7a

perkusja - Charlie Watts !!!”

Niedzielny koncert trwał dwie godziny i był dla mnie swoistą podróżą w czasie. Słuchając kolejnych przebojów przypominałem sobie dyskoteki z podstawówki, wycieczki szkolne, wypady z kolegami do Krakowa na zakupy czy nasze „osiemnastki”. Nie mogło się to wszystko odbyć bez „Brown Sugar„, „Paint It Black„, „Jumpin’ Jack Flash„, „Like A Rolling Stone” czy „Satisfaction„. Nie ma na świecie drugiego takiego zespołu. Dlatego jeżeli ziści się hasło wyświetlone na telebimach po zakończeniu ich koncertu „Do zobaczenia wkrótce”, to nie zastanawiajcie się ani minuty tylko klepcie bilety. Warto…

8 9 10

Piotr Nizioł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge