Dreszczowiec w hali MOSiR

Dzisiaj zmagania w ramach Licealiady rozpoczęli piłkarze ręczni. Przypomnę, że nasza reprezentacja to ubiegłoroczni brązowi medaliści. Pamiętam jak po zdobyciu tego medalu chłopaki deklarowali walkę o wyższe cele w tym roku szkolnym. Humory trochę popsuł fakt choroby opiekuna naszych szczypiornistów p. Roberta Rachwała, który przebywa na zwolnieniu lekarskim. Tak się złożyło, że to właśnie mnie przypadł w udziale obowiązek zastąpienia go w roli „kołcza” :) To był mój debiut w tej dyscyplinie. Pierwszą rzeczą, którą sobie zamierzyłem było wprowadzenie przyjaznej atmosfery. Z doświadczenia wiem, że wspólne selfie buduje mosty i łamie wszystkie lody :D :) ;)

selfie z handbalistami1

Dobry humor szybko popsuł nam początek spotkania z drużyną IV LO. Po naszej pierwszej akcji zakończonej bardzo niecelnym strzałem rywale przeprowadzili kontrę i wyszli na prowadzenie 1 : 0. Wraz z dalszym przebiegiem tego meczu sytuacja powtarzała się jak w kalejdoskopie. My rozgrywaliśmy akcje kończąc je stratami lub niecelnymi rzutami, rywale kontrowali i strzelali kolejne bramki. Do przerwy na tablicy widniał wynik 1 : 5 na korzyść naszych rywali z liceum na wzgórzu Czwartek.

wynik do przerwy1

Po zmianie stron rozpoczęliśmy z nieco większym animuszem czego efektem były dwie bramki. Kiedy wydawało się, że realne staje się odrobienie strat przytrafiło się kilka błędów w obronie, kolejne niecelne rzuty i zabójcze kontry przeciwników. Nie pomogły zmiany i czas dla drużyny. Mecz zakończył się naszą porażką 3 : 10 i kolejny mecz z ekipą III LO miał zadecydować o tym, która z tych drużyn uzyska awans obok IV LO.

losowanie1

Losowanie nam sprzyjało. Nasz kapitan Hubert Smolak wybrał piłkę i zaczęliśmy.

Rozpoczęcie1

W tej pierwszej akcji wróciły demony z poprzedniego meczu :( Po ciekawym rozegraniu nastąpiła banalna strata piłki, szybka kontra rywali, którzy wyszli na prowadzenie.

akcja na 0 1a

Na szczęście po tej akcji „Unii” opanowaliśmy nerwy i mieliśmy bardzo udany okres gry udokumentowany trzema trafieniami i czystym kontem naszego bramkarza Kuby Targońskiego, który popisał się kilkoma efektownymi obronami.

nasza kontra1

Na przerwę schodziliśmy prowadząc 5 : 3. Grupa naszych wiernych kibiców mogła trochę odsapnąć i z optymizmem czekać na drugą połowę spotkania.

kibice1

Rywale prowadzeni przez znakomitą przed laty zawodniczkę Montexu p. Małgorzatę Filip nie zamierzali jednak kapitulować. Drugą część meczu rozpoczęli z wielkim animuszem, szybko wyrównali i w wyszli na prowadzenie 7 : 6 :( My w odpowiedzi tylko raz trafiliśmy i w połowie drugiej części spotkania nadal nie było wiadomo, która z drużyn uzyska awans.

Unia atakuje1

Kiedy wydawało się, że poukładaliśmy swoją grę znów zanotowaliśmy kilka głupich strat  i w efekcie rywale uciekli nam na 10 : 7. Dodatkowo przy jednej z akcji w obronie przytrafiła się niefortunna interwencja Kacprowi Kopycińskiemu, który instynktownie, bo to przecież piłkarz nożny, zablokował strzał rywala w niedozwolony sposób i sędzia odesłał go na ławkę kar :( Gdy Kacper odbywał karę zamieniłem z nim kilka słów mówiąc mu, że z tak agresywnie broniącym rywalem trzeba szukać okazji do zdobycia bramki w szybkich kontrach i w rzutach w wyskoku. Dwa razy tego nie musiałem powtarzać. Po powrocie na boisko Kacper w obronie przechwycił podanie i indywidualną akcją zdobył ósmego gola dla nas. Później silnymi rzutami ponad broniącymi rywalami dwukrotnie zakończył akcje całej drużyny, która ambitnie walczyła do końca. Doświadczona opiekunka naszych rywali wzięła jeszcze czas dla drużyny, żeby ustalić taktykę na końcówkę meczu. Po chwili my zrobiliśmy to samo, żeby zakłócić realizację planu rywali :)

czas2

Na 20 sekund przed końcową syreną mieliśmy piłkę i okazję na „dobicie” rywala. Niestety podanie Kacpra do naszego skrzydłowego było za wysokie i piłka wyszła na aut. Zawodnicy „Unii” ruszyli z szaleńczym atakiem, ale nie udało im się zakończyć akcji celnym rzutem. Wywalczyli jednak rzut wolny z 9 metrów, po którym gra nie miała być już wznawiana. Pamiętam jak przed laty Karol Łabiga dokładnie w takiej samej sytuacji dał naszej szkole awans. Bałem się, żeby fortuna nie chciała  wyrównać rachunków. :-o

wolny w ostatniej akcji1

Skończyło się na strachu i „wyblokowaniu” tego rzutu, a remis na tablicy po 20 minutach gry oznaczał, że o zwycięstwie i awansie zadecydują rzuty karne.

remis1

Najpierw kapitanowie drużyn dokonali losowania, która z ekip rozpocznie.

losowanie przed karnymi1

Wypadło na rywali. Ich zawodnik pokonał naszego bramkarza i Hubert Smolak pod presją podszedł do piłki. Spisał się jednak wzorowo i wyrównał.

Hubert1

Drugi karny w wykonaniu naszych przeciwników też znalazł drogę do siatki :( Odpowiedź Kuby Brzezińskiego była jednak znakomita :D

Brzeziński2

Trzecia kolejka, to następne trafienie rywali i wyrównanie tym razem przez Mikołaja Pietronia. Musicie uwierzyć mi na słowo, gdyż zdjęcie jest jeszcze gorszej jakości niż poprzednie :) W celu wyłonienia zwycięzcy konieczne było kontynuowanie karnych. Regulamin stanowił, że będą je wykonywać ci sami zawodnicy do skutku. Do bramki udał się kolejny raz Kuba Targoński. Kiedy jego rywal sposobił się do rzutu krzyknąłem

weź to wypij2

W tym zgiełku Kuba chyba niedokładnie usłyszał mój głos, wziął i wybił piłkę :D

obrona Dżejkoba1

Po tym zdjęciu widzę, że jak mam dalej prowadzić bloga, to muszę naciągnąć szkołę na kupno aparatu fotograficznego z prawdziwego zdarzenia ;) lub osobistego fotografa :D

Kolejnego karnego wykonywał Hubert Smolak, który i tym razem się nie pomylił czym wprawił swoich kolegów w euforię :D Wszyscy rzucili się do niego z gratulacjami.

gratulcje dla Huberta1

Na dzisiejszy sukces, który rodził się w wielkich bólach, a w pewnym momencie wisiał na przysłowiowym włosku, oprócz wymienionych dotychczas zapracowała solidarnie cała ekipa. Ci, którzy grali na parkiecie oraz ci wspierający ich z ławki rezerwowych. Nie można także zapomnieć o p. Robercie Rachwale, który przygotowywał drużynę do zawodów. Jak wróci, to z pewnością będzie kontynuował swoja pracę i wierzę, że zakończy się ona sukcesem. A oto dzisiejsi bohaterowie:

nasza ekipa1

Od lewej w górnym rzędzie: Mikołaj Pietroń, Kacper Kopyciński, Jakub Janiszewski, Filip Krzysiak, Piotr Siatecki, Bartłomiej Pyc, Jakub Brzeziński i Piotr Tomaszewski; w środkowym od lewej Hubert Smolak i ja; w dolnym Dominik Pioś i Jakub Targoński. 

PS Równolegle ze zmaganiami piłkarzy ręcznych w sąsiedniej „Aqua Lublin” odbywała się Licealiada w pływaniu. Z krótkiej rozmowy z p. Dorotą Szczerbą dowiedziałem się, że i wydarzenia na basenie nadają się na scenariusz filmowy. O ile jednak piłkarze ręczni zafundowali nam horror z happy endem, to na basenie była raczej komedia pomyłek lub tragifarsa. Szczegóły jutro.

Piotr Nizioł

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge