Na tropie starszaków II

Weronika, redaktorka kółka dziennikarskiego dla klas IV-VI postanowiła odkryć tajemnice szkoły wespół z uczniami gimnazjum. Oto wyniki jej rozmowy z naszą Panią Dyrektor.

pizap.com14286840520311Jak to kiedyś było?

Weronika: Skąd pomysł na założenie szkoły?
Magdalena Wontek: Bardzo dawno temu mój syn poszedł do pierwszej klasy szkoły prywatnej, ja pracowałam wtedy na uczelni, uczyłam takie dorosłe dzieci, już po maturze, a mój synek poszedł do szkoły, która wtedy zaczynała swoją działalność. I tam był dwa lata. W drugim roku tej działalności pani dyrektor, która zarządzała tamtą szkołą, zaczęła wprowadzać takie zmiany, które nam, rodzicom, nie bardzo się wtedy podobały. Wymyśliłam więc sobie taką szkołę, która będzie spełniała moje wyobrażenia o tym, co szkoła prywatna powinna dzieciom i rodzicom dawać. Wiedziałam już jako mama, czego oczekuję: chciałabym, żeby moje dziecko było i „nauczone” w szkole i zabezpieczone pod różnymi względami, żeby razem z nauczycielami mogło wychodzić do kina, do teatru, do galerii, na warsztaty – to, na co ja jako rodzic nie mam czasu, a chciałabym, żeby szkoła to po części dla mnie zrobiła. No i tak się zaczęło.
WG: Skąd wzięła się nazwa szkoły?
MW: Nie wiem… nie pamiętam… Nazwę szkoły wymyślaliśmy wśród naszych znajomych. Wiedziałam, że nazwa musi się kształtować w taki sposób: najpierw pierwsza część „Prywatna Szkoła Podstawowa nr 5”, bo to było nam narzucone przez kuratorium, a potem chciałam do tego dołożyć krótką informację i już nie pamiętam, kto wpadł na pomysł o „przyszłości”, potem zaczęliśmy się zastanawiać, czy trzeba powiedzieć „moja”, „twoja”, „nasza”. No i takim wspólnym sumptem doszliśmy do „Twoja Przyszłość”. Do „Twojej Przyszłości” doszły potem „Skrzaty z Przyszłością” – nazwa naszego przedszkola.
WG: Czy dzisiejsza szkoła jest taką, jak Pani sobie wyobrażała 20 lat temu?
MW: W zakresie wielkości przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Kiedy miała 30 dzieci i tylko 2 piętra wykorzystywane na potrzeby szkoły, zastanawiałam się, co ja zrobię z tym trzecim piętrem, czy kiedyś będę mogła je w ogóle wykorzystywać? Więc ilość dzieci i to, że teraz nie mamy w ogóle ani jednej sali wolnej, to naprawdę przerosło moje oczekiwania, natomiast szkoła jest chyba taka właśnie, jak sobie wymarzyłam, nic bym nie zmieniała.
WG: Ilu było uczniów i klas w pierwszym roku szkolnym?
MW: W pierwszym roku szkolnym było 22 dzieci, była klasa II, III i IV. Tylko tyle. Potem dochodziły dzieci do starszych klas, czyli powstała klasa V, VI i VII. Co roku przybywała kolejna klasa I. Pierwszy rok zaczynaliśmy z 20 dziećmi, a kończyliśmy z 38. I potem, chyba w 1999 albo w 2000 roku przekroczyliśmy 100. To był taki nasz wewnętrzny jubileusz – setna osoba przyjęta do szkoły. A teraz jest nas 199, czyli dwa razy tyle co w 1999 roku.
WG: Ilu nauczycieli pracowało na początku?
MW: Było 4 nauczycieli wychowawców, w tym jeden anglista, na kilka godzin jeszcze przychodziły osoby z zewnątrz. W sumie, z paniami sprzątaczkami i stróżami, było nas siedmioro w całej szkole.
WG: Czy trudno było znaleźć nauczycieli do zatrudnienia?
MW: Znaleźć było łatwo, ale takich, którzy spełnialiby moje oczekiwania, trudniej.
WG: Czy jest taki nauczyciel, który pracuje od początku działania szkoły?
MW: A nie byłaś na jubileuszu szkoły? (śmiech) Od początku działania szkoły pracuje pani Marzena Szydłowska, w marcu doszła pani Renata Ciszewska. Rok później dołączyła do nas pani Ania Lorenc.
WG: Co stwarzało największe problemy?
MW: Największym problemem był brak finansów. W początkowym okresie do szkoły chodziło bardzo mało dzieci. Niewiele pieniążków wpływało z czesnego. Wtedy stawałam przed problemem: Czy stać nas na kupienie dodatkowych nagród, czy może zapłacić za światło czy ogrzewanie? I to był trudny wybór. Na szczęście teraz mogę dla każdego dziecka kupić coś słodkiego albo kolorowego, tak aby nikt nie został bez nagrody.
WG: Jakie było najśmieszniejsze wydarzenie?
MW: Przez tych wiele lat mnóstwo było ciekawych i przezabawnych zdarzeń. Jak sobie je przypomnę, to powrócimy do tego pytania.
WG: Od kiedy organizowane są zielone szkoły?
MW: Są organizowane od początku funkcjonowania szkoły, zawsze na przełomie maja i czerwca. Najpierw wyjeżdżaliśmy na 10-dniowe, potem na dwutygodniowe pobyty poza szkołą. W pierwszych latach były to wyjazdy do Rabki. Mieliśmy mało dzieci i chcieliśmy, żeby było to w miarę blisko, aby szczególnie te najmniejsze dzieci nie wyjeżdżały od razu zbyt daleko od Sosnowca.
WG: Czy od początku jeździliście na basen i halę?
MW: Przez wiele, wiele lat mieliśmy kontakt z basenem na ulicy Żeromskiego, czyli z tym miejscem, z którym do dzisiaj kontynuujemy współpracę. Kiedy był remontowany, przez okres dwóch lat korzystaliśmy z basenów zaprzyjaźnionych szkół. Później powróciliśmy do już odnowionego basenu na Żeromskiego.
Od ponad 10 lat jeździmy także na halę na Żeromskiego i tam nasi uczniowie mają zajęcia W-F.
WG: Czemu przychodzimy na 08.10, a nie na 08.00?
MW: Dlatego, żeby dzieci i rodzice mieli te 10 minut zapasu w stosunku do wszystkich pozostałych szkół i klas, tak aby nie trzeba było dzieciom wpisywać codziennie spóźnień. Rodzice czekając w korkach niepotrzebnie by się denerwowali, a u nas większość dzieci przywożona jest do szkoły samochodami, przez swoich rodziców albo najbliższych, dlatego dajemy te 10 minut zapasu rannego.
WG: Czy zawsze była taka godzina?
MW: Zmieniliśmy to… no chyba jeśli dobrze pamiętam 10 lat temu, kiedy przechodziliśmy na dzwonki, bo był też u nas taki czas w szkole, że nie mieliśmy dzwonków.
WG: Taaak? 
MW: No widzisz, nie pamiętasz, prawda! Był taki czas, że każdy nauczyciel pracował u nas, patrząc tylko na swój zegarek. On decydował, czy minutę wcześniej czy minutę później mógł skończyć zajęcia, ale w związku z tym tworzył się niewielki chaos. Okazywało się, że dzieci idąc na przerwę, często nie są na swoich piętrach, na których miały odbywać się kolejne zajęcia. Trudno było zebrać bez tego dzwonka wszystkich uczniów przed swoimi klasami o tej samej porze. Stąd też po chyba 5 latach „okresu bezdzwonkowego” stworzyliśmy system dzwonkowy. Ale dzwonki były tylko na lekcje. Przerwa zaczynała się różnie, za to lekcja zawsze o konkretnej godzinie, którą wyznaczał dzwonek. A potem wróciliśmy do dzwonków, aby lekcje zawsze kończyły się o jednej porze, bo często zdarzało się, że uczniowie kończący jedne zajęcia mogli przeszkadzać innym.
WG: Gdyby miała Pani w jednym zdaniu powiedzieć, jak to kiedyś było, co by Pani powiedziała?
MW: Było trudno, ale bardzo wesoło i szczęśliwie.
WG: Bardzo dziękuję za wywiad i poświęcony mi czas.

Dla kółka dziennikarskiego z panią Dyrektor szkoły Magdaleną Wontek rozmawiała Weronika Główka z klasy IV omega.

 

One thought on “Na tropie starszaków II

  1. Widzę, że w Sosnowcu rośnie pokolenie świetnych dziennikarzy! Wywiad przeprowadzony przez Weronikę przeczytałam z wielką przyjemnością. Zadawała świetne pytania, dzięki czemu bardzo dużo dowiedziałam się o tym jak powstawała i jak wygląda teraz Wasza szkoła :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejne wywiady starszaków :)

    Pozdrawiam
    Aneta
    Szkoła z Klasą 2.0
    szkola2zero ostatnio opublikował…Akcja Czytamy III: Z kamerą wśród czytelnikówMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge