PAMIĘTAMY… LISTY DO JANA PAWŁA II GWARĄ PODHALAŃSKĄ – stylizacja językowa :)

DROGI ŁOJCE ŚWINTY,

BACO SPODE TATER,

TYŚ WIEDZIEŁ NOS JAG ŁOWIECKI

KU BESPIECNYM HALOM

DALEKO ŁOT WILKÓW.

TEROS WILKÓW COROS WINCY,

POCYNO ŹLE SIĘ DZIOĆ.

JO W CHAŁUPIE SŁOWANY

WOŁAJĘCY KU TOBIE

NOS ŚWINTY…

PROSIM

SPOJZYJ NA SWOJE ŁOWIECKI

W TYM CINSKIM CASIE.

Julka

KOCHONY GÓROLU !

NA WSTYMPIE MEGO LISTU

KCIOŁABYCH CIE PŁOZDROWIĆ.

NI MA CIE JUS.

PROSIM O MŁODLITWE ZA NOS

I SYĆKICH NA ŚWICIE.

KCE CI PODZINKOWAĆ :

ZEŚ UCYŁ NOS MŁODLIĆ SIE

I WYBACAĆ LUDZIOM.

TEROS CHAŃ ZEŚ W GÓZE.

KAJSI KU NOM SPOGLONDOS

I POMOGOS KIEJ PROSIEMY.

Justyna

BACO NOSYK DUSYCEK.

SYĆKO SIE ŁODMIENIŁO,

TA KURNIAWA GZYCHÓW SIE NA NOS ZWALIŁA,

KIEJ ŁOCIEC POSED NA DRUGOM STRONE.

KAJ CI LEPI W NIEBIE,

PON BÓCEK WPUŚCIOŁ CIE

NA TE NIEBIAŃSKIE PŁOLA.

NOM TU ŹLE.

PROSIM

POMOGEJ KAJ INO MOZES.

Gabi

ŚWINTY ŁOJCE.

HAŃ GDZIEŚ SAMIUŚKIE TATERKI KOCHOŁ.

SYĆKIE MYŚLEMY ŁO TOBIE

JAKO NOLEPSYM BACY.

ŁOJCULKU DROGI,

SYĆKA HYBIA CI.

NIEG BENDZIE POFOLONY

NAJŚWINTSY SAKRAMYNT,

KTÓRYŚ DOŁ NAD SYĆKO.

NIEG CIE ARCHANIEŁY STRZEGOM

I WACHLUJOM TWYM KAPELUSEM.

U NOS BIDA,

KAJ CIE TU NI MA.

PROŚ ZA NOS BŁOGA ŁOJA.

AMYN.

Kuba

PASTYZU SPOD TATER.

JAK CI SIE LUBUJOM

ŚLAKI NIEBIESKIE?

WSPINOS SIE KIEJSI?

TU TES MOMY STUKE.

GROMY CO ZEŚ  KOCHOŁ.

GUCIO TYS JES ZE „ŚLUBÓW PANIEŃSKICH”.

TEROS „ROMEO I JULIA” NA SCYNIE.

TY WIES…

TENSKNO CI TA CASEM?

ŚCISKI BYSTRE?

KRYNCI SIE TA ŁESKA

W ŁOKU?

Rafał

 

 

 

 

 

VIII Ogólnopolski Konkurs Małych Form Dokumentalnych „Świat wokół mnie”. Lista laureatów.

LISTA LAUREATÓW

VIII OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU

MAŁYCH FORM DOKUMENTALNYCH

ŚWIAT WOKÓŁ MNIE”

 Gimnazjum

Monika Mocarska, Karolina Karwowska – Gimnazjum w Radziłowie

Inga Świeca, Wojtek Zacharski – Publiczne Gimnazjum nr 15 w Łodzi

Kaja Kokosza, Natalia Niedbała, Wiktoria Respondek – Gimnazjum nr 1 w Bytomiu

Jakub Jacak – Gimnazjum w Grybowie

Ponadgimnazjalne

Julia Polkowska – IV Liceum Ogólnokształcące w Białymstoku

Olga Sawicka, Julia Gujska – I Liceum Ogólnokształcące w Białogardzie

Agata Dzietko – Liceum Plastyczne w Supraślu

Agata Gacka – Liceum Plastyczne w Supraślu

Kacper Kordas – II  Liceum Ogólnokształcące w Rybniku

Anna Jakubowska Człowiek zwyczajny – III  Liceum Ogólnokształcące w Lublinie

Uroczyste podsumowanie konkursu odbędzie się 25 kwietnia 2017 roku

o 12.30 w Pracowni Filmoteki Szkolnej w Zespole Szkół nr 3 w Rybniku
przy ul. Orzepowickiej 15.

http://mdkrybnik.vot.pl/Protokol_viii_filmowy_2017.pdf

 

Wyniki I etapu konkursu „Źródła Marzeń”

J. K. ROWLING:

KOD SZKOŁY NAZWISKO UCZESTNIKA IMIĘ UCZESTNIKA SUMA MIEJSCE WYNIK 092                            RUTKOWSKA ZUZANNA                                26,5         212      14 092                                PAJĄK PATRYCJA                                       22,5         524     22 092                                 SĘDZIK AGNIESZKA                                 15,0         1399   37

 J. FLANAGAN:

KOD SZKOŁY NAZWISKO UCZESTNIKA IMIĘ UCZESTNIKA PKT MIEJSCE WYNIK 092                           TOTOŚ WERONIKA                                     24,0     213          20

C.S. LEWIS:

KOD SZKOŁY NAZWISKO UCZESTNIKA IMIĘ UCZESTNIKA PKT MIEJSCE WYNIK 092                                      RADZIK MARIA                                 17,5      195            27

092                                  GOMUŁKA SYLWIA                              16,5       217          29

092                                      DYL PAULINA                                   15,0       248           31

J. R. R. TOLKIEN:

KOD SZKOŁY NAZWISKO UCZESTNIKA IMIĘ UCZESTNIKA PKT MIEJSCE WYNIK          092                    JACAK JAKUB                                                22,0      65         15

Liczba w kolumnie „Miejsce” informuje, które miejsce zdobył uczeń biorąc pod uwagę wszystkich uczniów z wynikiem wyższym od danego ucznia (w tym miejsca ex aequo). Liczba w kolumnie „Wynik” informuje, które z kolei miejsce zajmuje liczba punktów uzyskanych przez danego ucznia. [przykład: dwaj uczniowie zdobyli 29 punktów, zatem obaj będą na miejscu I z wynikiem 1, uczeń, który zdobył 29 punktów, zajmuje miejsce III z wynikiem 2.]. Informacje końcowe. O zakwalifikowaniu do II etapu uczestnicy będą zawiadamiani telefonicznie. Finał konkursu odbędzie się 22 kwietnia (sobota) w Zamku Moszna oraz w Zamku Gniew Każdy uczestnik, który nie zakwalifikował się do II etapu konkursu otrzyma dyplom drogą pocztową. Podziękowania. Serdecznie dziękujemy za zainteresowanie konkursem i przede wszystkim aktywny udział w jego promocji i organizacji. Każdemu uczestnikowi gratulujemy pasji i zaangażowania w poznawanie literackich zakamarków świata fantasy i oczywiście wysokich wyników w konkursie. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku również zechcą Państwo i Wy, Drodzy Uczniowie, przyczynić się do popularyzacji czytelnictwa i tego typu konkursów.

„KAŻDE ŻYCIE NAWET NAJMNIEJ ZNACZĄCE DLA LUDZI, MA WIECZNĄ WARTOŚĆ PRZED OCZAMI BOGA…”

        „DOBRY JAK CHLEB”.

„Każdy z nas idzie swoją drogą. Każdy lepi swoje gniazdko. Tymczasem dla tylu ludzi drogi stały się za ciasne. Nie ma gdzie postawić stopy. Nie ma skrawka ziemi, który by można nazwać swoim. Nie ma kromki chleba, na którą by mogli zapracować. Nie ma dziecka, które by mogli wydać na świat z tym przeświadczeniem, że nie będzie zawalidrogą. A my w tym wszystkim poruszamy się, zadufani w siłę jakiegoś powszechnego układu, który każe przemilczać rzeczy krzyczące i tłumić usprawiedliwiony wybuch. Nie, nie. W nas wszystkich czegoś brak. Nie wiem jeszcze czego. Męczę się, aby odgadnąć. Ale wiem, że brak – i wiem, że to rozsadzi”.

                                                                                         („Brat naszego Boga” Jan Paweł II)

Spod dłoni  Adama Chmielowskiego wychodziły prawdziwe arcydzieła. Każdy obraz to dzieło sztuki tworzone pod boskim natchnieniem. Bogaty, adorowany przez przyjaciół opływał w dostatki. Nie spełniał się jednak jako malarz. Wciąż poszukiwał sensu i celu. Pragnął  z życia uczynić arcydzieło równe obrazowi : „Ecce Homo”.  Zafascynowany postawą pokory św. Franciszka z Asyżu przywdział mnisi habit, by zbratać się z nędzą, głodem i poniżeniem. „Co im dam, jeśli nie siebie” – powtarzał z uporem maniaka, kiedy najbliżsi unikali Go niczym trądu.

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” usłyszał w chwili kontemplacji. Powstał z kolan, spojrzał głęboko w oczy cierpiącego Chrystusa i …ujrzał w Nim

nędzarza, który wił się z głodu przed wejściem świątyni. Energicznym krokiem opuścił boski przybytek.

- Powstań i chodź za mną – szepnął do żebraka.

- Dokąd mam iść? Nie znam Cię – wykrzyknął przerażony człowiek.

- O nic nie pytaj. Spróbuj mi zaufać – odpowiedział Brat Albert Chmielowski. Szli obaj w głębokiej zadumie, gdy zakonnik dostrzegł, że Jego towarzysz zwalnia kroku i zaczyna utykać.

- Co się stało?

- Nie mam już siły. Dalej nie pójdę – odrzekł żebrak.

- Usiądź.

Sięgnął dłonią pod habit i z kieszeni wydobył kilka kromek chleba.

- Proszę. Posil się.

Człowiek z błyskiem szczęścia w oczach pospiesznie przełykał każdy kęs pieczywa.

- Ratunku! Pomocy! Złodziej! – usłyszeli z daleka przeraźliwe krzyki.

Po chwili dostrzegli człowieka biegnącego w ich stronę.

- Zatrzymaj się! Stój! – wykrzyknął zdumiony zakonnik.

Miejscowy rozbójnik zamarł w bezruchu.

- Czego chcesz!

- Pomogę Ci, ale musisz mi zaufać – powiedział Brat Albert.

- Nie możesz. Dla mnie już nie ma ratunku. Mój syn umiera z głodu.

To dla niego ukradłem – i pokazał dwa skradzione bochenki.

- Zaraz mnie zamkną. Muszę uciekać!

- Nie pozwolę cię skrzywdzić. Pokaż mi dom i syna.

- Ja nie mam domu. Mieszkamy tam – i dygocącą dłonią wyrzutek wskazał wysypisko śmieci.

- Chodźmy więc – odrzekł wzruszony „ojciec nędzarzy”.

Wzmocniony żebrak wstał i we trzech udali się we wskazane miejsce.

Do ich uszu docierały jęki umierającego człowieka.

- To on – ze łzami w oczach stwierdził bezradny ojciec. Brat Albert dostrzegł alabastrową twarz ginącego młodzieńca.

- Potrzebuje lekarza. Szybko! Zabieramy go – krzyknął „ Brat naszego Boga”.

Unieśli gasnące ciało niosąc w nieznanym kierunku.

- Tutaj. Wejdźmy – wskazał Chmielowski.

W schludnym, lecz ubogim domu znaleźli wolne łóżko.

- Sprowadzę lekarza. Ufaj i módl się.

Po chwili Albert ukazał się ponownie wraz z medykiem.

- To silna anemia – zabrzmiała pełna nadziei diagnoza.

Wyjdzie z tego. Nie może jeść dużo na raz. Częste, niewielkie posiłki. Odzyska siły – doradzał doktor.

- Nie wiem, jak dziękować – łkając wydusił z siebie ojciec.

Jesteś dobry… jak chleb.

Albert przytulił go serdecznie i wyszeptał :

- Nie mnie, Jemu podziękuj – i uniósł wzrok w górę.

- Dostrzegłem w Tobie Jego oblicze. Są jeszcze wolne miejsca. Noce chłodne, a bezdomnych coraz więcej. Pomóż mi ich znaleźć. On pragnie takiej modlitwy.

Albert zaprowadził nędzarza do swej dawnej posiadłości.

- Mam jeszcze kilka obrazów. Sprzedajmy je. Nikt nie może umierać

z głodu.

Drzwi otworzyła pulchna służąca.

- Panie Maksymilianie. Jakiś dziwak w łachmanach.

Nowy właściciel majątku podszedł do drzwi.

- Czego tu jeszcze szukasz! – wrzasnął opryskliwie.

- Moje obrazy. Oddaj mi je. Niczego więcej nie pragnę. Dostałeś wszystko – smutnym głosem rzekł Chmielowski.

- Właź szybko. Co powiedzą sąsiedzi? Taki włóczęga w moich progach?

Zabieraj swoje bohomazy i wynoś się! Żebym cię więcej nie widział!

Albert zdjął ze ściany dwa obrazy i opuścił wyniosły przybytek.

- Adamie, nie żałujesz, że pomagając nam straciłeś wszystko?- zapytał żebrak za drzwiami.

- Nie żałuje. On by tak uczynił … i wzniósł wzrok ku bezchmurnemu niebu boskiego miłosierdzia.

- Spójrz na nią – rzekł Albert po chwili kontemplacyjnej wędrówki.

Dygoce z zimna. Co ona ma w tym zawiniątku? Podejdę bliżej.

- Nie zabierajcie mi go – wykrzyknęła przerażona kobieta.

- Nie bój się – powiedział Chmielowski. Kątem oka dostrzegł maleństwo.

Nie zabiorę ci synka.

- To córeczka. Ona nie płacze. Nie ma siły – kobieta spazmatycznym płaczem przecinała martwą ciszę nędzy krakowskiego Kazimierza.

- Chodź z nami.

Na pobliskim bazarze Albert sprzedał obrazy. Z zakupionego kosza żywności wyjął chleb i podał matce.

- Nakarm ją. O sobie też nie zapomnij.

Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Uwiązł w gardle. Z oczu wytrysnęła fontanna łez. Albert mocno przytulił je do siebie.

- Teraz już w drogę. Wieczór się zbliża, a chłód coraz bardziej przejmujący.

Potem były sieroty okradające przechodniów, dziewczyna

z przemrożonymi kwiatami  w dłoniach, skrzypek z pustym kapeluszem, staruszek wygrzebujący ze śmietnika resztki żywności…

Wszyscy mieli Jego oblicze.

Plon dziesięciokrotny urastał do stu i tysiąckrotnego. Potężne dzieło umiłowania społecznych wyrzutków.

Aż zgasł. Brat naszego Boga opuścił tych, których nad życie ukochał. Spełniło się dzieło nie z tego świata. Do niego trafił, by w Jego obliczu przejrzeć karty swej ziemskiej wędrówki.

Z zadumy wyrwał Go potężny głos Stwórcy :

- Albercie, „Byłem głodny, a dałeś Mi jeść;

Byłem spragniony, a dałeś Mi pić”

Umierałem z zimna, a Ty Mnie ogrzałeś.

Byłem bezdomny, a Mnie przygarnąłeś.

Szyderstw cierń wbijano, Ty honor  oddałeś

I nad łzą bezradną wciąż się pochylałeś.

Siebie oddawałeś im  w Moim imieniu

I Mnie dostrzegłeś w strwożonym istnieniu.

Adam pokornie skłonił  wzrok. Upadł na kolana, a łza szczęścia mięciutko zatonęła w śnieżnobiałym obłoku.

- „Pójdź, błogosławiony Ojca mego, weź w posiadanie królestwo, przygotowane dla Ciebie od założenia świata! (Mt,25,34)

Ostatni wers boskiej biografii Brata Alberta, wpisany w księgę życia anielskim inkaustem brzmiał :

„Każde życie nawet najmniej znaczące dla ludzi, ma wieczną wartość przed oczami Boga”…

GABRIELA MOTYKA

https://www.slideshare.net/secret/xZkIk6MIztFPBU

 

 

 

 

„GDYBYM MÓWIŁ JĘZYKAMI LUDZI I ANIOŁÓW…”

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów”, „ gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił”, „ i gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie”  bez miłości byłbym niczym.

Idą więc : mądrość i wiara – ta, co bez uczynków martwa jest. Zimna, twarda, bezwzględna, zamknięta w spisanym testamencie do „soli tej ziemi”-

„Nie miłujcie słowem i językiem, ale czynem i prawdą.”

Czy miłość przeżyje upływ czasu? Zarośnie mchem? Czy stokrotnym plonem wyda niepojęty owoc triumfu nad nienawiścią…

Nie jest „wygodna”. Każe zapomnieć o „mnie”, „ja”, „moje”, „dla mnie”, stawiając ponad to „Ciebie”, „Ty”, „Twoje”.

Toksyczna miłość godzi celniej i rani dotkliwiej niż obosieczny miecz. Rozładowuje frustracje na rozsądku. Ślepo tratuje sprawiedliwość żądłem języka. Ona niczego nie wymaga. Żąda bezwzględnego posłuszeństwa. Nie chroni, gdyż krótkowzrocznością ogranicza swym podwładnym horyzont. Szantaż jej orężem. Zastrasza chroniąc swe wyniosłe ego. Oszczerstwem toruje drogę. Oczernianiem wymierza drugi policzek. Bezkarnie pustoszy wrażliwość. Kloszem wrzaskliwej nienawiści skrywa pępek świata przed szacunkiem

do ludzkiej godności. Pławi się w rozkoszy zadawania bólu. Krzyżuje pokorę

i huczącym monodramem zagłusza sumienie. Głucha niczym pień zatrzaskuje drzwi przed miłosierdziem.

Gubi sens istnienia. Pogardą kalumnii niweczy niesione powiewem halnego znad Tatr słowa:

„Miłości bez Krzyża nie znajdziecie,
a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie.

Za wygodna, by podjąć jakikolwiek ciężar. Przygniata do ziemi szczerość,

a prawdę przysłania kirem fałszu. Ornamentem kłamliwego języka zdobi skroń egocentryzmu. Destrukcyjna pseudo – miłość zaklina fanatyzmem faszyzmu.

Nie jest jednak wieczna. Zapisano już datę jej zgonu. Przepadnie wraz ze ślepymi jej wyznawcami na tym świecie. Boska sprawiedliwość wyceni znikomą wartość egoistycznej zarazy. Czy warto więc budować na piasku? Trwałym fundamentem jest Ona.
„Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała –
Dlatego uwielbiam tę Miłość,
Gdziekolwiek by przebywała.”

Czas jej nie ogranicza. Odległość stanowi wyzwanie, nie przeszkodę. Tuli

do siebie bezbronnych. Pojawia się niespodziewanie, cichutko jak szelest liści.

„ W takiej ciszy ukryty ja-liść,
Oswobodzony od wiatru,
Już się nie troskam o żaden z upadających dni,

Więc, Gdy wiem, że wszystkie upadną”.

Nie jest bezradna. Formułuje twarde reguły, lecz nie wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. Konstruuje azyl dla zagubionych. Zrozpaczonym ociera łzę bezradności. Podsuwa rozsądne rozwiązania. Otwarta niczym księga staje się „równiną dla cichego otwartą przepływu,
W którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe
Pnie”.

Spisuje każdy gest życzliwości i laurem wdzięczności zdobi skroń wyrzeczenia.
W niej: „ wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
I tą świadomością po liściach nie osrebrzonych tchnie.” . Kojącymi kropelkami rosy obmywa zbrukane serca i światełko nadziei dostrzega w nienawistnym mroku. Szczera „do bólu” pozwala „góry przenosić”. Dźwiga z upadków, cierpliwie znosi dyskomfort prawdy. Kiedy w skalistych górach życiowych przeszkód zbaczasz z jej ścieżki, lawiną pokory bombarduje sumienie. Nie bawi się ludzkim przerażeniem. Wnikliwym wzrokiem ocenia wewnętrzne piękno człowieka.

Miłości nie wywiedziesz w pole makijażem, nie odziejesz purpurą złudnych wartości. Jest wiecznie młoda. Urokiem wrażliwości na kolana rzuca. Ocean kłamstwa przepływa bez znużenia. Nie tonie w odmętach niegodziwości. Świadoma, że są „ Trzy rzeczy, które nie mogą być długo ukryte: Słońce, Księżyc i prawda.” Pojawiają się zawsze. Wystarczy cierpliwie czekać.

Miłości nie wywiedziesz w pole. We wszystkim znajdzie cel. Przewidzi skutki. Poniesie konsekwencje. Ukorzy się przed wyrokiem. Katu poda otwartą dłoń przebaczenia. Gotowa wyrzec się wygód. Rezygnuje z „mieć”, by „być”. Skromna, nieśmiała, heroiczną odwagą śmierć zwycięża. Burzy mury, buduje mosty.

Miłość – wieczny konstruktor pokoju…

KLAUDIA PORĘBA

https://www.slideshare.net/secret/4zRBKjIcvlLh9m