„NIE MIŁUJCIE SŁOWEM I JĘZYKIEM, ALE CZYNEM I PRAWDĄ”.

,,Nie miłujcie słowem i językiem, ale czynem i prawdą” – papieski testament zaklęty

w szmerze górskiego strumienia – przezroczystej tafli krzepiącej prawdy.

„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską” – na miesiąc, rok czy całe życie? Kocham, ale niczego nie umiem poświęcić. Wybaczać też mnie nie nauczono. Nie zamierzam cierpieć. Nie wolno mnie zranić. Błędów nie toleruję. Musisz robić to, co akceptuję. Twoje poglądy mnie nie interesują.

Miłość samego siebie, daleko posunięty narcyzm, kończący się prozaicznym wnioskiem : „wypaliła się”. Żagiew, pochodnia? Te chwilę płoną, po czym zastygają w popiele.

A ona, ta co „silniejsza jest niż śmierć”? Wymaga. Od siebie przede wszystkim.

„Miłość cierpliwa jest,

Łaskawa jest.

Miłość nie zazdrości,

Nie szuka poklasku,

Nie unosi się pychą;

Nie dopuszcza się bezwstydu,

Nie szuka swego,

Nie unosi się gniewem,

Nie pamięta złego;

Nie cieszy się z niesprawiedliwości,

Lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi,

Wszystkiemu wierzy,

We wszystkim pokłada nadzieję,

Wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje.”

Nie pragnie deklaracji. Nie znosi iluzji. Nie żywi się pochlebstwami. Gotowa znosić porażki, upadać. Odziana w pokorę życzliwości. Przenika w głąb serca, by nie ranić fałszywym osądem.

Miłość w obozowym pasiaku. Współczuje? Nie! Poświęca życie za współwięźnia. Wydaje na siebie wyrok : ”mam już blisko pięćdziesiąt lat, życie moje przeżyłem, a Ten ma życie przed sobą. Ma żonę

i dzieci, on jest im potrzebny. Niech on przeżyje,  ja chcę pójść za niego”.

Miłość rozpięta na drzewie krzyża. Złorzeczy? Nie! Ukoronowana cierpieniem naucza : „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich„.

„Trędowata” Misjonarka Miłości. Poddaje się? Rezygnuje? Nie!

Z uporem maniaka pochyla się nad wykluczonymi. Nie jest ważne wyznanie. Wszak ci ludzie cierpią!

„Ecce Homo” odziany we franciszkańską pokorę, mieszkaniec ogrzewalni miejskiej przy ulicy Skawińskiej. Bezdomna miłość nędzy tworzy sztukę z życia społecznych wyrzutków.

Zasztyletowana w Boliwii miłość. Pozostały kwiaty na ścianach remontowanego sierocińca… testament Helenki Kmieć.

Komora gazowa, a w niej? „ Bezdomni, samotni, biedni, nerwowi, niepewni, ulegli, nikomu nie potrzebni i światu całkiem zbędni,
złamani, osieroceni, nieufni, nieśmiali, speszeni, wśród ludzi zagubieni, przez wszystkich odtrąceni”. Sami? Nie! Korczakowska, skremowana miłość.

„Podaj rękę tonącemu, nawet jeśli nie umiesz pływać”. Stopy krwią ociekają,

a ona milczy. Dwa i pół tysiąca zwitków papieru w szklanym słoju podwójnej tożsamości – litania ocalonych. Sprawiedliwa miłość Ireny Sendlerowej

z szyderczym uśmiechem szmugluje żydowskie dzieci przez posterunki faszystowskiej żandarmerii.

Miłość zaklęta w kamiennych tablicach Dekalogu, drogowskazie Mistrza dłonią zakreślonym. Trwa rzucana przez nienawiść na kolana. Wdeptana w popiół,  jak feniks się odradza. Nie powstaje z niczego. Zrodzona ze słowa,  które „było na początku,  a bez niego nic się nie stało, co się stało”.

Pisze, ubierając drgnienia serca w laur dźwięków. Rozbiegane myśli białą wstęgą w jeden łączy wątek, papieski „Magnificat” :

„Uwielbiaj – duszo moja – Imię Pana Twego,

Ojca Wielkiej Poezji, tak bardzo dobrego.

On młodość moją rytmem cudnym obwarował,

On pieśń mą na dębowym kowadle ukował”.

Zdobi karty historii czerwienią maków, co pod Monte Cassino „wzrosły z polskiej krwi”.

Wznosi, jednoczy, buduje karmiona prawdą.

Tęskni za tą umiłowaną „gdzie mają tak za tak, nie za nie. Bez światło – cienia”.

Najczulszy gest dojrzałego człowieczeństwa – MIŁOŚĆ – „Ona. Sama jedna”, bo:  „Jeśli miłość największa w prostocie,
a pragnienie najprostsze w tęsknocie,
więc nie dziw, że pragnął Bóg,
aby najprostsi Go przyjęli,
ci, którzy dusze mają z bieli,
a dla miłości swej nie znają słów.

                                                            (Jan Paweł II)

Zuzanna  Rutkowska

 

JAN PAWEŁ II – PAPIEŻ DIALOGU.

Jeśli chcecie zachować pokój, pamiętajcie o człowieku. Pamiętajcie o jego prawach, które są niezbywalne, bo wynikają z samego człowieczeństwa każdej ludzkiej osoby. Pamiętajcie między innymi o jego prawie do wolności religijnej, stowarzyszania się i wypowiadania swoich poglądów. Pamiętajcie o jego godności, w której muszą się spotykać poczynania wszystkich społeczeństw i społeczności. Wtedy bowiem wszystkie one: społeczności, społeczeństwa, narody, państwa, żyją pełnym, autentycznie ludzkim życiem, kiedy godność człowieka, każdego człowieka, nie przestaje ukierunkowywać od samych podstaw ich bytowania i działalności. Wszelkie naruszenie i nieposzanowanie praw człowieka stanowi zagrożenie dla pokoju”.

http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,29787,warszawa-obchody-12-rocznicy-smierci-jana-pawla-ii.html

https://www.slideshare.net/secret/xxLJuA5CO1aFNw

 

 

PRAWO AUTORSKIE. SERDECZNIE DZIĘKUJEMY PANI TRENER:)

- AUTOR DZIEŁA – OD MOMENTU JEGO STWORZENIA  (NIE MUSI BYĆ ONO SKOŃCZONE) LUB USTALENIA W JAKIEJKOLWIEK POSTACI –  NIE MUSI SIĘ PODPISYWAĆ NA PRACY. BEZWZGLĘDNIE JEST ONA JEGO WŁASNOŚCIĄ.

- UTWÓR TO KAŻDE DZIEŁO – PIOSENKA,  WIERSZ (NAWET STÓŁ, MEMY, SELFIE, KALENDARZ I SZKOLNE BAZGROŁY)

- USTAWY, DOKUMENTY, AKTY PRAWNE, ROZKŁAD JAZDY BUSÓW, KSIĄŻKI TELEFONICZNE, KRÓTKIE NOTKI PRASOWE TO NIE UTWORY.

Definicja utworu zgodna z ustawą o prawie autorskim – nie jest to każda definicja utworu. Tak definiuje ją jedynie prawo autorskie.

- PRAWO AUTORSKIE OBOWIĄZUJE NAWET PO ŚMIERCI!

- ŚCIĄGANIE FILMU (NP. Z TORRENTY) I UDOSTĘPNIANIE INNYM JEST KARALNE!

- ŚCIĄGANIE PLIKÓW Z SERWISÓW PRZECHOWYWANIA FILMÓW JEST LEGALNE (DLA SWOJEGO UŻYTKU – UŻYTEK DOZWOLONY)

-OGLĄDANIE FILMÓW NA YOU TUBE – LEGALNE.

- JEŚLI AUTOR UTWORU WYRAŻA ZGODĘ, MOŻNA ZROBIĆ COVER (nowa aranżacja, interpretacja istniejącego utworu muzycznego wykonywana przez wykonawcę, który nie jest jego pierwotnym, znanym wykonawcą -https://pl.wikipedia.org/wiki/Cover). TO DOZWOLONY UŻYTEK – NIE WOLNO ROZPOWSZECHNIAĆ!

- PREZENTACJE NIE MOGĄ ZAWIERAĆ MUZYKI CHRONIONEJ PRAWEM AUTORSKIM!

- .JAMENDO TO DARMOWA JAK I PŁATNA MUZYKA DO WYKORZYSTANIA.NALEŻY ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA LICENCJE, KTÓRE DOKŁADNIE DEFINIUJĄ MOŻLIWOŚCI JEJ WYKORZYSTANIA.

https://www.jamendo.com/?language=pl

 

- SPRZEDAŻ SKSEROWANYCH DZIEŁ JEST NIELEGALNA!

- WRZUCENIE ZDJĘCIA ZROBIONEGO PRZEZ KOGOŚ DO SERWISU SPOŁECZNOŚCIOWEGO BEZ ZGODY AUTORA JEST NIELEGALNE! MOŻNA ŻĄDAĆ ODSZKODOWANIA FINANSOWEGO POZYWAJĄC DO SĄDU.

- TWORZENIE DEMOTYWATORÓW JAKO PARODII JEST LEGALNE. NIE MOŻE JEDNAK OBRAŻAĆ I GODZIĆ W CZYJŚ WIZERUNEK!

- ZROBIENIE KOPII ALBUMU MUZYCZNEGO ZNAJOMYM JEST LEGALNE. NIE MOŻNA UDOSTĘPNIAĆ POPRZEZ INTERNET! NIE WOLNO POWIELAĆ KOPII!

- POKAZY KRÓTKICH FILMÓW W CZASIE LEKCJI SĄ LEGALNE W RAMACH PRAWA CYTATU JEDYNIE WTEDY, GDY POWIĄZANE SĄ TEMATYCZNIE Z ZAJĘCIAMI / PREZENTACJĄ ORAZ PODAMY ŹRÓDŁO I AUTORA ORAZ TYTUŁ . W RAMACH UŻYTKU NA CELE EDUKACYJNE POTRZEBNE JEST OKREŚLENIE CELÓW EDUKACYJNYCH.

- NIE WOLNO KOPIOWAĆ OPROGRAMOWANIA (PROGRAMÓW INFORMATYCZNYCH)!

- ŚCIĄGANIE FILMÓW Z YOU TUBE JEST LEGALNE, JEŚLI NIE UDOSTĘPNIA SIĘ INNYM

- ŚCIĄGANIE MUZYKI I SŁUCHANIE JEJ BEZ UDOSTĘPNIANIA JEST DOZWOLONE

OCHRONA WIZERUNKU :

- NALEŻY ZAPYTAĆ O ZGODĘ

- MOŻNA ZASTRZEC, GDZIE MOGĄ BYĆ PUBLIKOWANE ZDJĘCIA

DOMENA PUBLICZNA :

- UTWORY 70 LAT PO ŚMIERCI AUTORA MOŻNA PRZETWARZAĆ (PODAJĄC JEDNAK JEGO DANE).

 

 

 

-

 

 

 

ŻOŁNIERZE WYKLĘCI.

Żołnierze wyklęci, żołnierze niezłomni, polskie powojenne podziemie niepodległościowe i antykomunistyczneantykomunistyczny, niepodległościowy ruch partyzancki, stawiający opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR, toczący walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce. Określenie pochodzi od nazwy wystawy poświęconej powojennym oddziałom partyzanckim, którą w roku 1993 na Uniwersytecie Warszawskim przygotowała Liga Republikańska, a spopularyzował je w roku 1996 Jerzy Ślaski w książce pod takim tytułem.

Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych szacuje się na 120–180 tysięcy osób. W ostatnich dniach wojny na terenie Polski działało 80 tysięcy partyzantów antykomunistycznych. Ostatni członek ruchu oporu – Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” – zginął w obławie w Majdanie Kozic Górnych pod Piaskami (woj. lubelskie) osiemnaście lat po wojnie – 21 października 1963 roku. W praktyce jednak większość organizacji zbrojnych upadła na skutek braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowanie przez PPR wyborów do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 i powyborczej amnestii, po której podziemie liczyło nie więcej niż dwa tysiące osób.

W walkach podziemia z władzą komunistyczną zginęło około 15 tys. ludzi, w tym około 7 tys. członków podziemia.

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBo%C5%82nierze_wykl%C4%99ci

20170221_132117

20170221_132127

20170221_132200

20170221_132246

„GRYBÓW. STUDIA Z DZIEJÓW MIASTA I REGIONU” Danuta Quirini-Popławska.
„[...] Roman Kamiński z Kąclowej wrócił z obozu do swego domu i sklepu. Został zastrzelony w nocy przez KBW podczas próby ratowania się ucieczką. W noc wigilijną 1946 r. aresztowano w Kąclowej mojego ojca Kaspra Gucwę, brata Franciszka, zaś brat Stanisław, musiał ukrywać się aż do ujawnienia w 1947 r. Aresztowano kilku innych, w tym żołnierza z Armii gen. Andersa – Wojciecha Brodę. Ukrywali się „Borsuk” i „Kukułka”. Ten ostatni aresztowany i skazany wrócił po wielu latach z więzienia, zmarł przedwcześnie. [...]Przed aresztowaniem ukrywał się Ks. prałat Ignacy Dziedziak, potem został aresztowany i skazany na 5 lat więzienia. [...] Wzywano na przesłuchania i nękano Jana Skrabę i Franciszka Kmaka z Podchełmia. Profesor Stanisław Przywara [...] aresztowany w Grybowie, gdzie pracował jako nauczyciel w Liceum, zbiegł w czasie przesłuchania w budynku UB w Nowym Sączu [...] Franciszek Paszek „Kmicic” aresztowany w 1945 r. i wieziony na wschód zbiegł z transportu koło Biecza, przedostał się za granicę. [...] Ja również niejeden dzień i noc spędziłem na przesłuchaniach przez UB, robiono mi rewizję w mieszkaniu, szykanowano przez całe lata. [...] Taki był los żołnierzy AK.” (Józef Gucwa pseud. „Wilk” – „Michał” – „Szumny”. „Z leśnych koszar do kapłaństwa”, Tarnów 1992).

http://www.beskid-niski.pl/forum/viewtopic.php?t=3945

Franciszek Paszek uzyskał dyplom dojrzałości w Gimnazjum w Grybowie. W czasie wojny dowodził 30 osobowym oddziałem partyzanckim „Żbik”, który został przemianowany 22 września 1944 r. na 7 kompanię III batalionu 1 PSP AK. Po wojnie postanowił ujawnić się i podjął pracę w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Gorlicach. Został jednak aresztowany i skazano go na zesłanie na Syberię. Zdołał uciec z pociągu w okolicy Biecza i przedostać się do Francji. Tam wstąpił do Legii Cudzoziemskiej. Zmarł 27 lutego 1977 r. w Austrii.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Paszek

Franciszek, jeszcze w czasie wojny przedostaje się do armii gen. Władysława Andersa, w szeregach której walczy we Włoszech, uczestnicząc m.in. w bitwie pod Monte Cassino. Po wojnie osiedla się w Austrii, gdzie pracuje w firmie swojego teścia. Umiera w roku 1977.

http://www.beskid-niski.pl/forum/viewtopic.php?t=3945

Stuła i karabin

Przypominamy – w oparciu o archiwalny artykuł z „Dziennika Polskiego” – życie i dokonania zmarłego w poniedziałek w Tarnowie, 8 marca 2004 r. Ks. Biskupa Józefa Gucwy:

Przez wiele lat ks. Józef Gucwa był rektorem kościoła św. Kazimierza w Nowym Sączu, popularnej „Kaplicy Szkolnej”, katechetą młodzieży gimnazjalnej. 18 listopada 1952 r. przejął w zarząd „Kazimierzowską Rodzinę”, w listopadzie 1958 r. rozpoczął budowę domu katechetycznego, który ukończył w 1961 r. 23 listopada 1968 r. radio watykańskie ogłosiło wiadomość o nominacji ks. Józefa Gucwy na biskupa – sufragana diecezji tarnowskiej. Było to ważne i radosne wydarzenie dla mieszkańców Nowego Sącza. Tyle jest zatem wspomnień o nim, ilu jego sądeckich uczniów.
– Jako uczennica liceum pedagogicznego uczęszczałam na religię do popularnej „ciuciubabki”, budynku obecnego IV LO im. Bolesława Chrobrego przy ul. Jagiellońskiej 61, a następnie do kościoła na Starym Cmentarzu – wspominała mgr Zofia Ledzińska-Zwolenik. - Zapamiętałam przede wszystkim humor (lubił żartować) naszego katechety, elokwencję. Zawsze zadbany, przystojny, wysoko ceniący godność i swoje powołanie. Powiem szczerze: myśmy go serdecznie kochały, była to niewątpliwie miłość piękna i szlachetna. Uczyłyśmy się religii nie tylko dla Pana Boga, ale i dla naszego Księdza Profesora. Oblewałyśmy się rumieńcami wstydu, a czasem i łzami, gdy coś na lekcji nie wychodziło. Wyrozumiałość księdza dawała wtedy znać o sobie: powiadał „nie martw się, na przyszłej lekcji będzie lepiej”.
Kolejne roczniki młodzieży zdawały matury i szły w świat. Młode pary, które stawały przed ołtarzem, nie wyobrażały sobie, aby kto inny mógł być celebransem podczas ich ślubów. Również dziś ksiądz Gucwa rozpoznaje podczas pobytów w Sączu swoich byłych wychowanków. Pamięta o zjazdach, rocznicach.

W leśnych koszarach

Józef Gucwa urodził się 20 grudnia 1923 r. w starej królewskiej wsi Kąclowa koło Grybowa. Ojciec Kasper Gucwa i matka Anna Kmak byli rolnikami. Wzgórze, które zamieszkiwali, nazywano… Małym Kasprowym Wierchem.
Naukę w gimnazjum w Grybowie i Tarnowie (mała matura w Gimnazjum i Liceum im. Brodzińskiego w 1939 r.) przerwała wojna. Najpierw wrześniowa ucieczka na Wschód aż po Stanisławów, powrót, zawiązanie konspiracji w ZWZ AK, namierzenie przez gestapo, „kocioł” w rodzinnym domu. Szukając Józka, Niemcy zmaltretowali ojca, grożąc, że jeżeli syn się nie zgłosi na przesłuchanie, rodzina pójdzie do obozu, a gospodarstwo zostanie skonfiskowane. Wyznaczyli jednocześnie nagrodę za wskazanie miejsca jego pobytu.
„Byłem gotów zgłosić się na gestapo, by ratować rodzinę. Wtedy ojciec powiedział: Jestem już stary, jeśli trzeba będzie, raczej ja pójdę do obozu…”.
Ciągle poza domem, w leśnych koszarach, noce w stodołach i na polanach, w lasach nad Gródkiem, Szymbarkiem, Ropą i Bystrą, aresztowania i prześladowania przyjaciół i bliskich, pacyfikacje i obławy, wyroki na kolaborantów – wszystko to pięknym językiem opisuje biskup Gucwa w książce „Z leśnych koszar do kapłaństwa”. Wspaniała, porywająca lektura, pełna udokumentowanych faktów, anegdot, przepojona poetyką, zespoleniem człowieka, przyrody i Boga.
„Ukrywałem się na zmianę u Franciszka Kmaka, u Franciszka Lichonia w Białej Wyżnej, u ciotki Marii Witek w Sośniu, u Jana Skraby przy Chełmie, u Władysława Radzika, Jana Gołyźniaka i Liszki w Gródku”. Józefowi przypomniała się wtedy Mickiewiczowska „Pieśń żołnierza”: „Ja w mej chacie spać nie mogę, chcę u ciebie spać, kolego…”.
Ożywają na nowo nocne posiady u ks. prałata Ignacego Dziedziaka na plebanii na Podchełmiu, zwanej przez Niemców – „Banditen Kirche”, a także samotne, zmarznięte Wigilie młodego Józka, gdzieś na śniegu, z sarnami, a także naturalistycznie opisane potyczki z okupantem, śmierć kolegów, fałszywe kenkarty, dziesiątki cudownych ocaleń, szpitalik dla leśnych w domu Górskich w Szymbarku, matura w konspiracji i egzamin bez taryfy ulgowej, w 1944 r. – wszystko pod hymnem:
„Naprzód do boju, żołnierze Polski Podziemnej. Za broń! Boska potęga nas strzeże, woła do boju nas dzwon. Godzina pomsty wybiła za zbrodnię, mękę i krew. Do broni! Jezus, Maryja! Żołnierski woła nas zew”.

Niedoszły wyrok na konfidencie

Grupa partyzancka Józefa wiosną 1943 r. otrzymała zadanie wykonania wyroku śmierci na konfidencie gestapo, Władysławie G. z Białej Niżnej. Ten człowiek zadenuncjował kilku Polaków i winien był ich aresztowania, śmierci przez rozstrzelanie lub zsyłki do obozu koncentracyjnego. Gucwa relacjonuje tę akcję w osobie trzeciej, ale wygląda na to, że był jej bezpośrednim świadkiem-uczestnikiem:
„Pewnego wieczora trzech partyzantów AK udało się z Podchełmia na Białą Niżną, aby wykonać wyrok Sądu Specjalnego Polski Podziemnej za zdradę i działalność ogromnie szkodliwą dla Narodu. Zdawano sobie sprawę, że ten pierwszy akt partyzanckiej sprawiedliwości odbije się głośnym echem w całej okolicy, podniesie udręczone społeczeństwo na duchu, a dla zdrajców będzie ostrzeżeniem. I tu wyłoniła się pewna przeszkoda. W domu konfidenta zmarły niedawno ojciec leżał w trumnie, dom był wypełniony ludźmi, a Władysław G. siedział w kuchni przy stole, niedaleko okna, padł strzał oddany tak, by nie zranić kogoś innego. Rozległ się krzyk, zgasła lampa. Okazało się później, że konfident został tylko lekko ranny, zdarzenie to wywołało jednak ogromne wrażenie (…) Konfident zamieszkał na policji, musiał się strzec, wszyscy go unikali. Miał wyjątkowe szczęście. Dożył do końca wojny i zniknął bez śladu, gdy wycofali się Niemcy. Bóg go osądzi i wymierzy sprawiedliwość”.
W 1943 r. Józefa Gucwę odznaczono Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami „za postawę wobec wroga i konspiracyjną służbę w warunkach bojowych”. „Szumny”, „Wilk”, „Michał”, bo takie miał pseudonimy, został w 1945 r. odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, a w 1969 – Krzyżem Armii Krajowej.
Tuż po wygnaniu hitlerowców stanął Józef Gucwa na rozdrożu.
„Po raz pierwszy od 1942 r. poszedłem zobaczyć Grybów. Na Równiach spalony tartak, a ziemia zryta wybuchami pocisków. W pobliżu wiaduktu trupy żołnierzy niemieckich i radzieckich. W mieście dużo gruzów. Kościelna wieża zniszczona, a dach świątyni zapadnięty. Matko, Pani Grybowska, weź w opiekę swój umęczony lud! Tylu zginęło, a mnie Bóg zachował niegodnego. Najlepiej będę mógł służyć Bogu i Krakowi jako ksiądz. Trzeba powiedzieć tak.”
I oto w lutym 1945 r. za radą („pomógłbyś mi czasem w kaplicy…”) księdza Dziedziaka, który otrzymał akurat wiadomość o rekrutacji na pierwszy rok studiów w Seminarium Duchownym, wybrał się Józef piechotą (pociągi nie kursowały) do Tarnowa, a z okolic Ciężkowic zabrał go radziecki samochód wojskowy. Wśród przyjętych do seminarium alumnów, obok Gucwy, byli również inni żołnierze AK, m.in. Stanisław Woda, Józef Nowak, Julian Rzeźnik.

Wykłady odbywały się po łacinie

Ze wspomnień biskupa:
„Początkowo łapałem słówka, potem rozumiałem już niektóre zdania. Po dwóch godzinach wykładu koledzy pytają mnie: – Dużo zrozumiałeś? – Prawie wszystko, tylko nie wiem, co znaczy to często powtarzane słowo „miraculum”. Wybuchnęli śmiechem, bo wykład był o cudach: De miraculis”.
Wykłady odbywały się w kurii, w obecnym salonie ordynariusza. Trwała jeszcze wojna. Wszyscy cierpieli biedę. Rektor seminarium jeździł furmanką do jednej z parafii nad Wisłą, aby było co do garnka włożyć. Na śniadanie i kolację podawano zwykle cienką kromkę chleba i czarną kawę bez cukru. „Nie grymasiliśmy, zaprawieni w chłodzie i głodzie. Byliśmy szczęśliwi, że możemy studiować i pracować nad sobą”.
Pewnego razu młody kleryk zszedł do kuchni, aby przynieść ognia potrzebnego do nabożeństwa:
„Niosąc w ręce naczynie z kadzidłem, powoli wstępowałem po schodach. Jakże się zmieniłem, co się ze mną stało, to nie do wiary, przemknęło mi po głowie. Zamiast pistoletu i granatu – kadzidło! Uśmiechnąłem się. Taka wola Boża”.
Zanim Gucwa otrzymał święcenia kapłańskie i ukończył studia teologiczne, organy bezpieczeństwa aresztowały jego ojca i brata Franciszka. Drugi brat ukrywał się aż do 1947 r. Po 5-letnim ciężkim więzieniu zmarł na serce człowiek, któremu Gucwa dużo zawdzięczał: ks. prałat Ignacy Dziedziak. Również młody ksiądz niejedną noc i dzień spędził na przesłuchaniach w UB, a w jego mieszkaniu robiono rewizje.
Od dziesiątków lat uczestniczy biskup Józef Gucwa w tradycyjnych spotkaniach kombatantów AK i BCh m.in. w Szczawie. W rodzinnej Kąclowej miejscowa szkoła otrzymała imię Stanisława Leszczyc-Przywary ps. „Szary”, bohaterskiego harcerza i żołnierza AK. Staszek był najbliższym przyjacielem Józefa w „leśnych koszarach”. Ojciec Staszka – profesor gimnazjalny w Grybowie, Stanisław Przywara, aresztowany po wojnie, zbiegł podczas przesłuchania z budynku UB w Nowym Sączu, ukrywał się, a po 1956 r. pracował na ziemiach zachodnich, gdzie zmarł nagle. Zdążył namalować obraz – alegorię czynu zbrojnego syna i jego przyjaciela Józefa.
Dzieląc się wspomnieniami ze starą partyzancką gwardią, nie tworzy kombatanckiej martyrologii, nie ma w nim – jak zauważał jego poprzedni przełożony ks. biskup Józef Życiński – cierpiętnictwa ani patetycznych komentarzy.
„Widoczna jest za to głęboka wiara w to, że życie ludzkie pozostaje wartościowe i sensowne dopiero wtedy, kiedy potrafimy je złożyć jako dar w służbie dla Boga czy dla braci” - stwierdza biskup Życiński.
Obecny ordynariusz bp Wiktor Skworc mówi:
- Całe życie biskupa Józefa Gucwy jest poniekąd pielgrzymką do Chrystusa obecnego w człowieku. Byłeś i jesteś wiernym świadkiem Ewangelii. Twoje życie jest nie tylko świadectwem wiary, ale i wezwaniem do tego świadectwa, skierowanym pod naszym adresem, wyzwaniem do wierności Chrystusowi. Oby i nasze kapłańskie życie było jak Twoje, nieustannym przechodzeniem od kapłańskiego, biskupiego do sam na sam z Ojcem, do bycia całym dla braci.
Dekret o sakrze biskupiej dla księdza Gucwy podpisał papież Paweł VI w grudniu 1968 r. Oficjalnie wręczył mu ją w styczniu 1969 r. ówczesny ordynariusz tarnowski Jerzy Ablewicz przy współudziale biskupów Piotra Bednarczyka z Limanowej i Jana Obłąka z Olsztyna. Przez wiele lat biskup Gucwa obejmował opieką w diecezji tarnowskiej Wydział Duszpasterstwa Rodzin, „Caritas”, duszpasterstwo służby zdrowia i ludzi pracy oraz sprawy budowlane.
- Praca ma wielkie znaczenie kulturotwórcze. Poświęcając się pracy, człowiek staje się współpracownikiem Pana Boga w tworzeniu świata - mówił kiedyś biskup Gucwa w Nowym Sączu środowiskom ludzi pracy i związkowcom z „Solidarności”.
- W naszej diecezji biskup-emeryt nie narzeka na brak zajęć. Zawsze znajdzie się coś do poświęcenia – powiada teraz biskup jubilat, choć akurat ostatnio musiał nieco więcej czasy poświęcić na regenerację zdrowia.
- Życie jest piękne. Cieszę się też, że moje życie było twarde. Na emeryturze nie nudzę się, nie brakuje mi zainteresowań - mówi bp. Józef Gucwa. wymieniając historię współczesną, budownictwo i sztukę sakralną. - Po za tym bardzo lubię czytać, od Pisma Świętego po utwory Mickiewicza, Sienkiewicza i Rodziewiczównej.
Niedawno biskup-wydał monografię swojej rodzinnej wsi. Książka pt. „Kąclowa – wieś i parafia nad rzeką Białą” ukazała się nakładem nowosądeckiego wydawnictwa Fundacja. Wywołała żywe zainteresowanie nie tylko w Kąclowej i Grybowie, ale też w Nowym Sączu. W przygotowaniu do druku jest teraz kolejna książka biskupa: o Stanisławie Leszczyc-Przywarze ps. „Szary” – bohaterskim harcerzu i żołnierzu AK, patronie szkoły w Kąclowej, rozstrzelanym przez gestapo, najbliższym przyjacielu z partyzantki.

Jerzy Leśniak

http://www.nowysacz.pl/komunikaty-biura-prasowego/1279