ULUBIONA ANIMACJA Z FILMOTEKI SZKOLNEJ.

„Schody” w reżyserii Stefana Schabenbecka to filmowa parabola, postała w 1968 roku w studiu nagrań „Se Ma For”. Ukazuje ona człowieka w labiryncie codziennych zmagań. Pierwszy krok jest dla homo viator rozsupłaniem gordyjskiego węzła. Musi podjąć decyzję związaną z wyborem właściwych schodów, po których piąć się będzie w kierunku obranego celu. Początkowej fazie exodusu towarzyszy entuzjazm. Żmudny proces pokonywania przeszkód zaczyna go powoli nużyć, przechodząc w stan zniechęcenia. Każdy kolejny stopień przysparza coraz więcej trudności i pochłania wszystkie drzemiące w człowieku siły witalne. Nadludzką siłą zwalcza myśli spychające go z piedestału i skłaniające do poddania. Z uporem maniaka wspina się na ostatni stopień, stając się integralną częścią przeszkody – schodów.
Ujmując proces samorealizacji człowieka w animowany obraz zmagań z piętrzącymi się przed nim stopniami, reżyser doskonale oddał sedno ludzkiej egzystencji. Czarno – biały taśma filmowa nie rozprasza widza, lecz skupia go na głównym wątku. Muzyka Zofii Stanczewy doskonale komponuje się z filozoficznymi dywagacjami, do których skłania parabola. Kolejne stopnie egzystencjalnych schodów przybliżają nas ku Victorii. Niejednokrotnie towarzyszy temu proces wewnętrznej walki ze strachem, znużeniem czy zniechęceniem. U szczytu czeka nas szokująca pointa. Sami przeobrażamy się w stopień. Czy będzie on kolejną przeszkodą, wydłużającą przyszłym pokoleniom zdobywanie wymarzonego celu? Czy może stanowić ustanowimy rekordową poprzeczkę, zmuszającą potomków do osiągania wznioślejszych celów…
Tę parabolę polecam wszystkim. W natłoku codziennych obowiązków, pogoni, za Bóg wie czym warto przystopować, zadając sobie pytanie : jaki ślad egzystencji pozostawię? Czy „pomnik trwalszy niż ze spiży” lub może bagno, w którym lgnąć będą moi następcy…