Film obok/zamiast książki

Oglądać czy czytać, czytać czy oglądać, a może jedno i drugie?  Zapewne wielu nauczycieli języka polskiego zetknęło się tą sytuacją – uczniowie zamiast czytać lektury szkolne sięgają po ich filmowe wersje, bądź co gorsza, po streszczenia. Jak wynika z zeszłorocznego raportu dot. stanu edukacji filmowej w polskiej szkole, sporządzonego na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród nauczycieli biorących udział w warsztatach „Filmoteki Szkolnej”, nie tylko młodzież sama z siebie wybiera film zamiast lektury. Zdarza się także, że to nauczyciele wolą, zwłaszcza w tych „słabszych klasach”, wyświetlić film zamiast wymagać od uczniów, by przeczytali trudną książkę (zastępuje się na przykład lekturę „Pana Tadeusza” projekcją filmu Andrzeja Wajdy).

„Jeśli chodzi o lektury, to próbujemy niektórych uczniów zmusić, żeby chociaż film obejrzeli, bo szanse, przynajmniej w ich przypadku, że zajrzą do streszczenia są zerowe. Wobec czego jak się ich posadzi, to film obejrzą i coś kojarzą na takiej zasadzie.“ Niemniej jednak, chyba żadnego z dorosłych, a zwłaszcza nauczycieli języka polskiego, nie trzeba przekonywać, że lektury trzeba, a przede wszystkim warto czytać. A film może stanowić bardzo interesujący i dopełniający składnik odbioru danego tekstu kultury.

Dobrze jest porównywać książkę z filmem i odwrotnie. Warto zwrócić uwagę na to, jak tekst przeniesiony na ekran się zmienia, w czym ekranizacja/adaptacja ubogaca oryginał, a na jakiej płaszczyźnie nie jest on w stanie mu dorównać. Dlatego warto zestawiać lektury z dobrymi filmami. Po przeczytaniu „Cudzoziemki” Marii Kuncewiczowej można pokazać na lekcji dzieło Ryszarda Bera z 1986 roku z wielką kreacją Ewy Wiśniewskiej w roli Róży. Jak pisał o tym filmie Rafał Marszałek, „[…] jest on idealną adaptacją powieściowego oryginału” (R. Marszałek, Noce i dnie cudzoziemki, „Kino”, 1986, nr 12). Idealną, bo sama Kuncewiczowa, wróciła po 50 latach  do swojej najsłynniejszej powieści i napisała scenariusz.  Kolejny zestaw, to na przykład „Sanatorium pod klepsydrą” Bruna Schulza i wybitne dzieło Jerzego Hasa o tym samym tytule. Czy w końcu „Wesele” Wyspiańskiego w parze ze zrealizowaną przez Wajdę i Kijowskiego genialną adaptacją filmową. Potwierdzeniem tej oceny są słowa skierowane do polskiego reżysera przez  jego amerykańskiego kolegę po fachu Elię Kazana  - „Gdzie pan znalazł tak doskonałego scenarzystę?”.

Przykłady tego typu zestawień książkowo-filmowych można by mnożyć. Należy jednak pamiętać, że w przypadku omawiania lektur szkolnych, to jednak słowo pisane będzie miało zawsze pierwszeństwo, a film może być jedynie ubogacającym dodatkiem. Dzięki wykorzystaniu dwóch, jakże różnych nośników przekazu, odbiorca – czytelnik i widz zarazem, odbiera tę samą historię, ale w dużo szerszym aspekcie. To właśnie jest wartością dodaną. Zatem książka i film, razem.

A jak to funkcjonuje na Waszych lekcjach?

Anna Litwiniuk

8 Responses to “Film obok/zamiast książki”

  1. Anna Józefiak says:

    Oczywiście, zgadzam się, że w edukacji szkolnej należy łączyć obie formy: tekst literacki i film. Szkoła musi nadążać za rozwojem technologicznym i kulturowym, dlatego nie wolno odrzucać medium, jakim jest kino. Przecież to również dziedzina sztuki, która łączy w sobie walory poznawcze, estetyczne i etyczne, podobnie jak literatura, malarstwo czy muzyka. To myśl oczywista, jednak warto o niej przypominać sobie i uczniom. Korzystanie z filmu na lekcji o lekturze nie musi być „pójściem na łatwiznę”. Przeciwnie: może wymagać od nauczyciela i uczniów zdobycia nowych informacji i umiejętności, a przecież o to nam chodzi w edukacji…

  2. Magdalena Rudnicka says:

    Od wielu lat trwa dyskusja, jak zachęcić uczniów do czytania, szczególnym problemem są lektury. Szukanie korelacji tekstu literackiego z filmem jest ważnym działaniem podejmowanym na lekcjach. Jednak zgadzam się z opinią koleżanek z Gdańska (Elwira Rewińska i Jolanta Szatkowska – Film w szkole), że film „nie jest sposobem przekazywania literatury ani innym sposobem życia teatru”. Film zdecydowanie bliższy jest rzeczywistości, mówi o niej swoistym językiem. Film winien być traktowany przede wszystkim jako odrębna dziedzina sztuki, choćby już ze względu na zupełnie inną formę. Dopiero więc na takiej płaszczyźnie (forma przekazu) można dokonywać ciekawych zestawień, porównań, analiz.
    Lektura podręcznika „Film w szkole. Wybrane zagadnienia edukacji filmowej” pozwoliły mi przewartościować poglądy na temat relacji film a literatura. Autorki w rzetelny sposób przedstawiają różne opinie i prezentują inspirujące scenariusze lekcji, wykorzystując również najnowsze tytuły kina światowego. Moją uwagę skupiłam na filmie dokumentalnym, który w praktyce szkolnej jest często tylko kontekstem. A przecież oryginalność tego gatunku może prowadzić do ciekawych konkluzji. Polecam gorąco tę lekturę

  3. Maciej says:

    To prawda, film jest dziełem autonomicznym, chyba że mamy do czynienia z ekranizacja więc wtedy nie uda się uniknąć porównań. Warto wg mnie analizować poszczególne sceny filmowe, badać jakimi środkami dysponuje reżyser a jakimi pisarz.

  4. Magdalena Rychlak says:

    W ramach programu CEO „Szkoła z Klasą 2.0″ realizowałam w tym roku projekt „Oglądanie czy czytanie? – oto jest pytanie!”. Nasz temat prawie taki sam jak tytuł powyższego postu:) Nie porównywaliśmy co prawda lektur z ich filmowymi adaptacjami, ale po prostu księżki i ich przetworzenie na język filmu. Bardzo ciekawe są efekty tej naszej pracy. Nie miejsce tutaj, by dokładnie opisywać działania i owoce. Sukcesem – zarówno dla uczniów, jak i dla mnie – było prawdziwe zainteresowanie tematem, zaangażowanie, zapał, który młodzi ludzie włożyli w przygotowanie swoich projektów. Dopieszczali je do ostatniej chwili, wściekali się, gdy coś sie na blogu „rozjechało”, gdy muzyka w prezentacji nie chciała działać według ich wizji, gdy się okazało, że dźwięk w filmie nie jest idealny. Naprawdę im zależało. Zaskoczyło mnie, że poświęcili tyle czasu i trudu. Poza tym bardzo ciekawych wyborów dokonali, właściwie każda grupa zrobila coś bardzo „swojego” – „Ojciec chrzestny”, Sherlock Holmes, „Morderstwo w Orient Expressie”, „Zmierzch”, „Jeden dzień”, „Pachnidło”, „Weronika postanawia umrzeć”. Od wielu lat spotykamy się w praktyce szkolnej z przypadkami uczniów, którzy po prostu nie czytają – bo im się nie chce, bo nie lubią, bo książka za gruba i zbyt nudna. Coraz częściej wydaje im się, że wystarczy obejrzeć adaptację wybranego dzieła i sprawa załatwiona. Chciałam, żeby mogli zobaczyć, jak wiele umyka, gdy zamiast czytać oglądamy. Zobaczyć, że oglądanie nie jest łatwą sztuką, że świadomy odbiór filmu jest również wielką umiejętnością. Finał – czytanie nie wyklucza oglądania i odwrotnie. I chyba się udało. Zapraszam na ich blogi – to jeden z elementów projektu.
    http://sherlock-holmes11.blogspot.com/
    http://www.dziewczyny-na-tropie-morderstwa.blogspot.com/
    http://pachnidlo-informacje.blogspot.com/
    http://www.photoblog.pl/ojciec234/123477265
    http://www.davidnichollsoneday.blogspot.com
    http://zmierzch95.blogspot.com/

  5. a_litwiniuk says:

    Bardzo fajny pomysł! Z dużym zainteresowaniem przeczytałam blogi uczniów, rzeczywiście widać ich zaangażowanie. I właśnie o to chodzi, by pokazać im, że te dwie drogi się nie wykluczają, a wręcz odwrotnie – uzupełniają się.

  6. bemja says:

    Film i utwór literacki to dzieła pochodzące z dwóch różnych dziedzin kultury- może to i banał, ale warto od czasu do czasu przypominać go uczniom. Młodzież coraz rzadziej czyta, istnieje przekonanie, że aby zdać egzamin gimnazjalny czy maturalny nie trzeba znać tekstów literackich, więc po co czytać? Coraz rzadziej spotyka się wśród uczniów pasjonatów dobrej książki, takich, którym wystarczy własna wyobraźnia, aby przeżywać wzruszenia, radości czy strach. Wszyscy jesteśmy ofiarami postępu i nienaturalnego tempa życia, a to przekłada się na percepcję młodego pokolenia. Jest niecierpliwe, oczekuje natychmiastowego efektu swojego działania- nic więc dziwnego, że czytanie książek – czasochłonne i wymagające, mimo wszystko, wysiłku intelektualnego – przestało być atrakcyjne. Ekwiwalentem stało się oglądanie ekranizacji lektur szkolnych, ale też adaptacji filmowych powieści S. Kinga, np. „Lśnienie”,”Misery”, J. R. R. Tolkiena: „Władca pierścieni”, nawet komiksów: „Sin City”, „Batman”, „Spiderman”. Często są to ciekawe artystycznie dzieła, wysoko oceniane przez krytyków, nagradzane na filmowych festiwalach, ale nie powinny zastępować lektury dobrej książki. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy czytelnictwa wśród młodzieży powinno się oddzielić czytanie od oglądania. Współcześnie film ma wielką siłę odziaływania na odbiorców poprzez obrazy, muzykę czy efekty specjalne, wszystko dzieje się szybciej, dynamiczniej, cuda zdziałać może montaż i ruch kamery- znacznie łatwiej przenieść się w świat filmowy niż literacki, dlatego trudno się dziwić, że jest popularniejszy od książki.
    Czas na konkluzję: warto czytać i oglądać, ale świadomie, pamiętając, że film nie zastąpi dobrej książki, a rolą filmowej adaptacji nie jest odwzorowanie literackiej rzeczywistości.
    Ewa Musiał
    bemja ostatnio opublikował..Odwiedź blog programuMy Profile

  7. Maciej says:

    Zgadzam się, że film nie zastąpi książki, chociażby z racji wieku muszę przyznać rację w tej kwestii, bardziej ufam słowu drukowanemu niż obrazowi czy literkom na klawiaturze. Jednak film to taka dziedzina sztuki, która dysponuje środkami wartymi analizy. Mam na myśli plany filmowe, ruchy kamery, rolę muzyki i dźwięku. W ogóle nie powinniśmy mówić o tych mediach w kategorii rywalizacji, tak jak malarstwo nie rywalizuje z graffiti a rzeźba z rękodziełem.

  8. a_litwiniuk says:

    Piszecie bardzo ważne rzeczy. Oczywiście, że film nie zastąpi książki, a z problemem spadającego poziomu czytelnictwa wśród uczniów trzeba się codziennie mierzyć. Kino i poezja (literatura) to przecież dwie rożne muzy, dwie różne dziedziny sztuki,wciąż jednak tej samej sztuki. Warto próbować łączyć je ze sobą, pamiętając o tym, by podkreślać ich odrębność i nie wartościować ich względem siebie.
    Pytanie – co lepsze, książka czy film, zadane w ten sposób, zdaje się być błędnie postawione, nie ma na nie jednej, poprawnej odpowiedzi. Dlatego tym bardziej cieszą takie projekty, jak zrealizowane przez krakowskich licealistów blogi filmowe. Młodzi ludzie pokazują tam, że samo obejrzenie filmu nie zastąpi przeczytania literackiego oryginału, a filmowa wersja może stanowić jego ubogacenie.
    Zajrzyjcie do „Dobrych praktyk” na stronie „Filmoteki Szkolnej” tam znajdziecie więcej o uczniowskim blogowaniu.
    http://ceo.org.pl/pl/filmotekaszkolna/materialy/dobre-praktyki

Leave a Reply

 

*

CommentLuv badge
css.php