Powrót…

Hej,

Po dłuuugiej wakacyjnej przerwie wracam do was z nowymi, ciekawymi zagadkami, książkami i filmami. Mam nadzieję, że w czasie dwóch wolnych miesięcy przeczytaliście dużo kryminałów i jesteście gotowi do rozwiązywania zaskakujących tajemnic :)

Dziś na „Dzień dobry” chciałabym wam zaproponować pozycję  Michaela Connellego – „Kroniki kryminalne”. Jest to oryginalny kryminał, ponieważ składa się z artykułów zebranych przez narratora – samego Connellego, który jest dziennikarzem śledczym i obserwuje prace policji. Książka jest podzielona na trzy części: policjanci, mordercy, śledztwa. Ukazuje poszczególne zbrodnie z punktu widzenia zarówno rodzin ofiar oraz policjantów jak i morderców.

.blog_bu_296996_3855569_tr_uyly

„…autentyk, który pokazuje nam prawdziwą Amerykę, o jakiej się nie pisze, ponieważ prawie nikt nie wie, czym ona jest, ani gdzie jej szukać.” – Washington Post

 

Są miejsca, z których nie ma ucieczki

Cześć!

Dziś nie mam dla was żadnej zagadki, ale chciałabym wam polecić film „Wyspa tajemnic” Martina Scorsesa z Leonardo Di Caprio w głównej roli. Mam do was ogromną prośbę. Jeśli ktoś będzie chciał zobaczyć ten film, to przed  włączeniem absolutnie nie czytajcie opinii na jego temat. Myślę, że lepiej samemu zobaczyć, a później ocenić, ponieważ jeśli najpierw przeczytacie opinie ( a w większości są one negatywne) to zrazicie się do filmu i od początku będziecie go oglądać ze złym nastawieniem. :) Akcja opowieści rozgrywa się w 1954 roku na małej wysepce, gdzie znajduje się więzienie dla szczególnie niebezpiecznych i obłąkanych przestępców. Do zakładu wysłanych zostaje dwóch detektywów, którzy mają tu przeprowadzić śledztwo w sprawie tajemniczego zniknięcia pacjenta tej placówki. W czasie dochodzenia policjanci natykają się na pajęczynę kłamstw, a niebezpieczny huragan i bunt więźniów sprawiają, że zostają unieruchomieni na wyspie. Czy wszystko jest tym, na co wygląda? Wyspa-tajemnic_Martin-Scorsese,images_big,19,5903570141737

Kto okradł stację benzynową ?

Hej, oto kolejna zagadka z serii o inspektorze Neraku, mam nadzieję że mimo długiej przerwy, wciąż lubicie główkować :) Deszcz zacinał coraz mocniej.   

Nerak wyszedł z nocnego sklepu, postawił kołnierz kurtki nieprzemakalnej i pobiegł do zaparkowanego samochodu. Kiedy przekręcił w stacyjce kluczyk, w głośniku radiostacji usłyszał głos oficera dyżurnego:

- Przed chwilą na stacji benzynowej przy ulicy Lawendowej dokonano napadu. Bandytów było dwóch. Obezwładnili ekspedienta oraz jego kolegę i ukradli całodzienny utarg. Jest pan, inspektorze, co prawda po dyżurze, ale może pan tam podjedzie, bo to blisko pana domu. Wysyłam już chłopaków z laboratorium kryminalistycznego, aby zabezpieczyli ślady.

 Chwilę później policjant był na miejscu zdarzenia. W pawilonie stacji zastał dwóch młodych mężczyzn. Widząc legitymację służbową, jeden z nich zaczął mówić:

- To było straszne przeżycie. Jeszcze teraz trzęsę się ze zdenerwowania. Stałem za ladą, a mój kolega Andrzej, który chwilę przed napadem przyszedł mnie odwiedzić, poszedł do toalety. Nie było żadnego klienta. W pewnym momencie na plac wjechało białe audi, z którego wysiadło dwóch mężczyzn. Doskonale ich widziałem, bo plac jest bardzo dobrze oświetlony. Mieli na głowie czapki bejsbolówki z długimi daszkami. Wbiegli do pawilonu, przy drzwiach naciągnęli na twarze chusty, którymi mieli owinięte szyje. Jeden z nich sterroryzował mnie pistoletem, a drugi pobiegł do toalety, w której był Andrzej. Po chwili wrócił, związał mi ręce, zaciągnął do pokoju kierownika stacji, rzucił na podłogę i skrępował nogi. Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Kiedy usłyszałem pisk opon odjeżdżającego samochodu, podczołgałem się do biurka, strąciłem z niego nóż, przeciąłem nim sznur, którym miałem związane ręce, potem ten na nogach. Kiedy wybiegłem na salę sklepową, bandytów już nie było. Rozbita kasa fiskalna zionęła pustką. Jakie szczęście, że w czasie napadu na stacji nie pojawił się żaden klient. Zaskoczeni bandyci mogliby wtedy użyć broni i doszłoby do tragedii. Zaniepokojony tym, co się stało T. Andrzejem, pobiegłem do toalety. Nieprzytomny, leżał na ziemi obok umywalki. Gdy go ocuciłem, natychmiast zadzwoniłem na policję.

Nerak podziękował ekspedientowi i poprosił jego kolegę, aby opowiedział swoją wersję wydarzeń.

- Facet zaskoczył mnie w toalecie, gdy myłem ręce. Po cichu zaszedł mnie od tyłu i uderzył w głowę. Ocknąłem się, kiedy Janusz polewał mi twarz wodą.

Słuchając zeznań kolegi ekspedienta, inspektor obejrzał pokój kierownika stacji benzynowej. Był niewielki. Pod oknem stało biurko, na nim komputer, kilka segregatorów i lampka. Na podłodze koło biurka leżały jakieś dokumenty, rozsypane spinacze, nóż do przecinania papieru, dwa segregatory i kawałki białego sznurka. Świecące na zewnątrz lampy doskonale oświetlały całe pomieszczenie.

Oględziny pokoju przerwało wejście technika z laboratorium kryminalistycznego.

- Panie inspektorze, zabezpieczymy ślady i wyniki będą jutro na pana biurku.

- Nie ma potrzeby, abyście cokolwiek tu robili – oświadczył Nerak. – Nic się tu nie wydarzyło, a panowie wymyślili bajeczkę o napadzie, aby ukraść pieniądze. Świadczą o tym dwa fakty.

PYTANIE: O jakich faktach myślał inspektor Nerak?

Rozwiązanie zagadki

Antoni K. oświadczył, że bardzo słabo znał zamordowanego i po raz pierwszy jest w mieście, w którym on mieszkał. Skąd więc wiedział, gdzie ma przyjechać na zaproszenie Neraka? Przecież policjant nie podał mu adresu, pod którym czekał na niego.

Kto zabił traumatologa?

Cześć !

Na początku chciałabym was bardzo przeprosić. Wiem, że ostatnio trochę was zaniedbywałam i dawno nie dodałam nowej zagadki, ale… lepiej późno niż wcale ;)

A więc dziś mam dla was kolejną zagadkę. Gdy ją przeczytałam po raz pierwszy, a później dowiedziałam się, jakie jest jej rozwiązanie, to stwierdziłam, że jest ono mocno naciągane, mimo to zamieszczam tę zagadkę na blogu, pomyślcie nad nią i oceńcie sami ;)

Zjazd chirurgów był sporym wydarzeniem. Rozpisywały się o nim lokalne gazety, a prezydent miasta przyjął u siebie wszystkich znanych w kraju profesorów, którzy przyjechali na to spotkanie. Dwa dni przed zakończeniem sympozjum wydarzyła się tragedia. Wrocławski traumatolog profesor Adam B. – jeden z organizatorów zjazdu – został zamordowany. Zwłoki odnalazła żona, która akurat wróciła z wycieczki do Egiptu.

Kiedy inspektor Nerak przyjechał do domu Adama B., zastał już sierżanta Wrzoska. Ten, widząc przełożonego, oświadczył: – Lekarz medycyny sądowej stwierdził, że profesor został zamordowany około północy. Mordercą musiał być ktoś znajomy, bo mimo tak późnej pory profesor wpuścił go do środka. Bandyta kilkakrotnie pchnął go nożem. Eksperci od daktylosko-pii stwierdzili, że nie pozostawił swoich odcisków palców. Widocznie miał założone rękawiczki.

Nerak dokładnie obejrzał pokój, w którym znaleziono denata. Na biurku dostrzegł wyrwaną z notatnika, kartkę papieru, a na niej – oprócz trzech nazwisk i jednego numeru telefonu – datę z dnia poprzedniego. Sierżant Wrzosek spojrzał na kartkę i wykręcił numer zapisanego na niej telefonu. Po chwili w słuchawce usłyszał głos recepcjonistki hotelu „Storczyk”.

- Widocznie wszyscy zapisani na tej kartce to uczestnicy sympozjum, którzy zatrzymali się w tym samym hotelu – oświadczył, odkładając słuchawkę.

Nerak ponownie wybrał numer i poprosił recepcjonistkę o połączenie z onkologiem Antonim K., pierwszym figurującym na kartce.

- Mówi inspektor Nerak z Komendy Wojewódzkiej Policji. Jestem akurat w domu profesora Adama B., którego dziś w nocy zamordowano. Proszę o jak najszybsze przybycie tutaj, bo chciałbym zadać panu parę pytań.

Następnie Nerak w taki sam sposób zaprosił pozostałe osoby z listy. Po kilku minutach zjawili się wszyscy. Każdy z nich przyjechał osobno swoim samochodem.

Nerak pierwszego przesłuchał Wojciecha H.

- Wczoraj, zaraz po zakończeniu ostatniego wykładu, skorzystałem z zaproszenia profesora Adama i przyjechałem do niego na kawę. Gościłem nie dłużej niż godzinę. Potem pojechałem do kawiarni w Rynku. Siedziałem tam do północy.

- Ja też nie zabawiłem u Adama dłużej niż godzinę – oświadczył pediatra profesor Roman G. – Przyjechałem do niego około osiemnastej. Pogadaliśmy o sprawach służbowych i o naszych żonach, a następnie wróciłem do hotelu. Mieszkam w pokoju sam, więc nie mam świadka. Może mój powrót zapamiętała recepcjonistka.

- Po zakończeniu wczorajszego wykładu już się z Adamem nie widziałem. Popołudnie spędziłem na zakupach w centrum handlowym, potem poszedłem do pubu i wróciłem do hotelu – oświadczył onkolog Antoni K. – Profesor, w odróżnieniu od tych panów, nie zaprosił mnie do siebie, ponieważ znaliśmy się bardzo słabo. Poznałem go w ubiegłym roku w stolicy podczas jakiegoś zjazdu. Potem kilkakrotnie telefonowaliśmy do siebie – to wszystko. Nigdy też nie byłem w waszym mieście. Wczoraj po wykładzie Adam podszedł do mnie, chwilę porozmawialiśmy i mieliśmy się zobaczyć dziś wieczorem. Adam miał po mnie zadzwonić do hotelu i podać godzinę spotkania. Teraz już wiem, dlaczego nie zadzwonił. Mam nadzieję, inspektorze, że znajdzie pan mordercę.

- Nie muszę szukać – oświadczył inspektor Nerak.

- Mordercą jest ten z was, który podczas składania zeznań skłamał.

 

 

PYTANIE:

Kto zamordował traumatologa i na jakim kłamstwie Nerak przyłapał mordercę?

Spostrzegawczy sąsiad

Hej,

Święta Wielkanocne niestety już się skończyły, ale myślę, że zdążyliście wypocząć, „przewietrzyć” umysły i jesteście gotowi na kolejną ZAGADKĘ ! :)

A oto ona:

Cezary Sosenka, młody mężczyzna siedzący naprzeciw inspektora Neraka, zaciągając się nerwowo papierosem, relacjonował całe zajście.

- Mój sąsiad Arkadiusz Dołek został zamordowany około godziny trzynastej. Nasze domy stoją obok siebie, a przez okno mojego gabinetu widać salon sąsiada. Akurat zamykałem lufcik i spojrzałem w kierunku domu Arkadiusza. Zobaczyłem, jak stał naprzeciwko jakiegoś mężczyzny i gwałtowanie gestykulował. W pewnym momencie mężczyzna wyciągnął pistolet i strzelił do Arkadiusza. Natychmiast zadzwoniłem na policję i przez okno w kuchni obserwowałem tylne drzwi domu sąsiada. Moje przewidywania okazały się słuszne. Morderca wybiegł do ogrodu, przeskoczył płot i chwilę później usłyszałem silnik odjeżdżającego samochodu.

- Panie Cezary, mógłby pan podać rysopis tego mężczyzny?

- Oczywiście, ponieważ dobrze mu się przyjrzałem, kiedy biegł przez świeżo skopane grządki. To z całą pewnością był Zbigniew Brzózka, który od kilku miesięcy romansował z żoną Arkadiusza. Wszyscy doskonale o tym związku wiedzieli, z wyjątkiem mojego sąsiada.

Nerak podziękował Cezaremu Sosence, poprosił, aby nie wychodził z domu, a sam ruszył w kie-. runku willi zamordowanego. Kiedy wszedł do korytarza, podszedł do niego sierżant Wrzosek i oświadczył:

- Szefie, przywiozłem Zbigniewa Brzózkę. Mieszka trzy ulice dalej i twierdzi, że przez cały dzień nie wychodził z domu. Mieszka sam, więc nikt nie może tego potwierdzić. Powiedział też, że faktycznie spotyka się z żoną zamordowanego i coś jeszcze, co może być ważne. Otóż Cezary Sosenka winny był Dołkowi sporo pieniędzy i ociągał się z ich oddaniem. Gdy wychodziliśmy z domu Brzózki, w przedpokoju zobaczyłem jego buty. Wśród nich była jedna para oblepiona zaschniętą ziemią. Gdy go o to zapytałem, powiedział, że dziś rano przekopywał grządki, na których hoduje mieczyki, l stąd, jego zdaniem, to błoto.

W salonie zamordowanego czuć było jeszcze zapach spalonego prochu.

- Panie inspektorze, ofiara została zastrzelona. To był jeden strzał prosto w głowę – zameldował ekspert z Wydziału Kryminalnego KW Policji. – Pomimo skrupulatnych poszukiwań nie znaleźliśmy jednak łuski.

Nerak dokładnie obejrzał pomieszczenie, w którym dokonano zbrodni. Jego szczególną uwagę przyciągnęła krew na zasłaniającej zamknięte i jedyne okno w pokoju koronkowej firance.

- Proszę przekazać firankę do laboratorium – polecił Nerak ekspertowi. – Jestem przekonany, że to krew zastrzelonego, ale chcę się upewnić.

Następnie policjant przeszedł do kuchni, gdzie siedział Zbigniew Brzózka.

- Czy ma pan broń? – zapytał Nerak

- Nie i nigdy nie miałem.

Nerak wyszedł z willi zamordowanego i kiedy podszedł do stojącego przy furtce Wrzoska, ten oświadczył:

- Cały czas myślę o tych oblepionych błotem butach. Trzeba poprosić chłopaków z laboratorium, aby porównali ziemię z grządek w ogrodzie Dołka z tą na butach Brzózki. Jeżeli to ta sama, to go mamy.

- Nie ma potrzeby fatygować kolegów ekspertów – oświadczył Nerak. – Wiem, kto jest mordercą.

- Kto?

- Ten, który skłamał podczas składania zeznań.

 

PYTANIE:

Kto zabił Arkadiusza D.?

Czarne historie

Hej,

Pamiętacie może taką grę „Czarne historię”. Zamieszczałam już raz na moim blogu jedną z planszy z tej właśnie gry. Dla przypomnienia gra polega na tym, aby dowiedzieć się „Jak doszło do danej sytuacji?”.  Jedna osoba czyta reszcie towarzystwa zagadkę, a oni muszą poznać prawdę, poprzez umiejętne  zadawanie pytań. Ale UWAGA – mistrz gry, czyli osoba czytająca zagadkę może odpowiadać tylko TAK lub NIE.
Na początku poznasz jedynie zarys sytuacji. Następnie samodzielnie musisz złożyć pytania, które pozwolą na wyciągniecie od mistrza gry, wskazówek, które doprowadzą Cię po nitce do kłębka. Twoim zadaniem jest rozwikłanie tej tajemnicy.

DSC_0070

A oto odpowiedź:

DSC_0071

Rozwiązanie

Hej,

Myślę, że już pogłówkowaliście i czekacie na odpowiedź. A więc proszę:

Skoro nikt nie odebrał z redakcji oferty Ryszarda Sz., to skąd rzekomy mecenas Andrzej Malinowski mógł się o niej dowiedzieć i zadzwonić do firmy Ryszarda Sz. i Tadeusza J., aby umówić się na spotkanie? Z tego wynika, że Tadeusz J. miał wspólnika, który nadał ogłoszenie o sprzedaży willi, a następnie zamordował Ryszarda Sz. Popełnili jednak błąd, bo zapomnieli wcześniej zabrać z redakcji ofertę.